piątek, 2 grudnia 2016

Smutno Ci? Naukowcy mówią, że gotowanie i pieczenie może Ci pomóc

Jakiś czas temu ulało mi się i napisałam tekst o tym jak bardzo jestem uzależniona od pieczenia. Okazuje się, że pieczenie i gotowanie to świetne sposoby na szczęśliwe życie. 

fot. Maciej Stankiewicz 

Podczas degstowana wyszukanych dań, podczas jedzenia w ogóle w naszym mózgu wytwarza się hormon szczęścia. Szczególnie, jeśli jedzenie ma dodatek cukru. Szczęście na chwilę gwarantowane. Co jeśli chcemy odczuwać to szczęście nieco dłużej? Okazuje się jednak, że jest sposób na zatrzymanie tego szczęścia. Tym sposobem jest nie samo jedzenie, ale gotowanie i pieczenie. 

W periodyku Journal of Positive Psychology ukazał się artykuł, który potwierdza, że nawet krótkie kreatywne zadania wykonywane codziennie pozytywnie wpływają na nasze samopoczucie. Po prostu, jeśli codziennie poświęcimy nawet kilka minut na zrobienie czegoś niestandardowego, czujemy się lepiej, czujemy się spełnieni, czujemy się mądrzejszymi i sprawniejszymi ludźmi. Co ciekawe, każdego kolejnego dnia czujemy się bardziej kreatywni i bardziej zadowoleni z efektów naszej pracy niż dzień wcześniej. Szczęścia przybywa. W badaniu wzięło udział ponad 600 osób, które przez 13 kolejnych dni miały wykonywać jakieś czynności wymagające kreatywnego myślenia. 

Każdego dnia badani mieli zapisywać co robili i jak się potem czuli. Po kilku dniach u prawie wszystkich badanych zauważono notatki z hasłem "rozwój, rozwijam się, kwitnę, uczę się." Jak się ma do tego pieczenie i gotowanie? Są to czynności, które większość badanych robiła codziennie zupełnie automatycznie i odruchowo. Każdy z nich musiał jeść i zwykle jadł to samo. Podczas badania okazało się jednak, że gotowanie i pieczenie to były właśnie najczęściej wybierane aktywności, które można było opisać jako "wymagające wyobraźni." Kiedy badani skupili się na tym, by wykonać tę czynność najlepiej jak potrafią, skupili się na "tu i teraz", pozwolili sobie decydować o tym czego chcą, poczuli się panami sytuacji, zaczynali odczuwać szczęście i radość. Wielu z nich porównywało te czynności do medytacji - trzeba być skupionym na gotowaniu i pieczeniu po to, by danie czy ciasto wyszło dobrze. 

Bez żadnych badań psychologicznych, bez specjalnych książek i kursów kilka lat temu zauważyliśmy, że wspólne gotowanie bardzo nas odpręża. Po ciężkim dniu potrafiliśmy się delikatnie wykłócać o to kto będzie przygotowywał którą cześć obiadu dzieciakom do szkoły i przedszkola na następny dzień. Siekanie marchewki, gotowanie makaronu, lepienie klusek pozwala nam wyłączyć myślenie. Pozwala skupić się i pozostać w tej konkretnej chwili. To takie "mindfullness" w wersji dla początkujących. Gotowanie sprawia, że musisz być obecny, bez wybiegania w przyszłość czy grzebaniu w swojej przeszłości. Trudno robić kopytka i w tym samym czasie pisać raport dla Klienta. Za to można w tym czasie zupełnie bezwiednie ułożyć sobie cały dzień, bo w trakcie kiedy niby nie myślimy, nasze myśli wpadają w odpowiednie tory, łapiemy zdrowy dystans i pozwalamy naszym emocjom odpocząć. 

Dlatego następnym razem, kiedy o 22:00 najdzie nas ochota na pieczenie ciastek, poddamy się jej bez większych oporów. Przecież pieczenie to najlepsza terapia! Warto przypomnieć sobie o tym przed świętami! 

wtorek, 29 listopada 2016

Zdrowe batoniki z ziaren i orzechów [Jadalne prezenty #16]

Na słowo "baton" reaguje kołataniem serca i wyrzutem endorfin. Na frazę "zdrowy baton" zwykle reaguję śmiechem, bo słodycze nie są zdrowe. Czyżby?

Jakiś czas temu pisałam już, że cukier to cukier i dla naszego organizmu nie ma znaczenia w jakiej formie go przyjmuje (zobaczcie tutaj pełną treść tekstu). Okazuje się, że jednak dla naszych jelit ma to znaczenie i są produkty, które im pomagają w życiu. Jednym z nich są daktyle. Wspomagają perystaltykę jelit i mają łatwoprzyswajalne cukry. 

Do zrobienia tych "jadących zdrowotnością" kostek użyłam daktyli medjool, które są duże, mięsiste i miękkie. W skrócie: dobrze się miksują. Dodałam do nich garść nerkowców, migdałów i pestek ze słonecznika, a potem dorzuciłam chia, bo wszyscy mówią, że to takie zdrowe i odchudzające. Z tego miksowania wyszły mi naprawdę sycące kosteczki. Absolutnie słodkie. Tak słodkie, że piłam do nich kujawiankę bez mleka i bez przypraw. 

Te batoniki to absolutny hit, jeśli chodzi o jadalne prezenty. Łatwo się je robi, można zapakować w małe pudełeczka albo słoiczki i już. Dla miłośników zdrowego odżywiania, sportu i piękności.

Wpis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy Zdrowo.


Czas przygotowania: 5 minut

Składniki:
100 g daktyli medjool
1/3 szklanki nerkowców
1/3 szklanki płatków migdałowych
1/3 szklanki pestek słonecznika
2 łyżeczki chia
szczypta cynamonu
1 łyżka oleju kokosowego


1. Daktyle wypestkuj.

2. Do misy blendera kielichowego wrzuć daktyle. Zmiksuj. Dodaj wszystkie orzechy, pestki, chia i cynamon. Zmiksuj do powstania delikatnie grudkowej masy.

3. Klejącą masą wypełnij foremki do lodu lub muffinków. Możesz też zrobić z nich kulki.

4. Gotowe batoniki wkładaj do pudełek.



niedziela, 27 listopada 2016

Krem z buraków z twarogiem

Kiedy mi się tak strasznie nie chce nic robić wpadam na najlepsze pomysły dla leserów. Myślę wtedy, że na pewno można ugotować zupę na czymś innym niż wywar. 

Zaczęło się od kilku niewinnych buraczków plątających się po koszyku z warzywami. Miały być upieczone i dodane do sałatki z jarmużu. Ale jakoś zapomniałam, że przecież ja i jarmuż nie lubimy się za bardzo, więc z sałatki nici. Potem miałam ochotę zrobić brownie z burakami, ale przypomniałam sobie o nich jak już połowa blaszki ciasta była w moim brzuchu. No nic to. Trzeba było coś z nimi zrobić. Miałam akurat trochę soku jabłkowego, a wiadomo, że buraki i jabłka to jak bliźniaki. Ugotowałam więc je w soku, a potem dodałam octu jabłkowego. Bez octu smakowałyby jak deser. Tyle, że takie buraki z jabłkami to strasznie łysa zupa i zupełnie dietetyczna. Przypomniałam sobie, że tata mojej koleżanki je czerwony barszcz z twarogiem. Akurat mieliśmy twaróg w lodówce, więc dodaliśmy go do zupy. Wyszła najprostsza burakowa na świecie!

Do zupy, dla zrównoważenia słodyczy buraków i jabłek, dodaliśmy octu jabłkowego. Pamiętajcie dodając ocet, że on nie tylko dodaje kwasu, ale też podkreśla słodycz, więc wlewajcie do rozważnie. Myślę, że do tego twarogu można dodać płatków migdałowych albo sezamu albo siemienia lnianego, ale nie miałam ochoty na takie smakowe wybryki. Zostałam więc przy prostych, ale świetnej jakości burakach, porządnym soku i tłustym twarogu.

Wpis powstał we współpracy z Cisowianka - Gotujmy zdrowo


Czas przygotowania: 10 minut
Czas oczekiwania: 60 minut

Składniki: 
1 kg buraków 
500 ml soku jabłkowego tłoczonego
2 łyżki octu jabłkowego
szczypta soli
szczypta pieprzu
100 g twarogu tłustego 


1. Buraki obrać i pokroić w małe kawałki. Wrzucić do rondla.

2. Do rondelka wlać sok jabłkowy. Gotować na małym ogniu, aż buraki zmiękną.

3. Ugotowane buraki zblendować, dodać ocet jabłkowy, sól i pieprz. Octu można dodać odrobinę więcej, ale to bardziej podbije słodycz.

4. Zupę wlewać do miseczek i podawać z pokruszonym twarogiem.


piątek, 25 listopada 2016

Tęczowy tort i nowa książka Moje Wypieki

Na bloga Moje Wypieki zaglądam z perwersyjną świadomością, że z każdym przepisem ilość płytek miażdżycowych rośnie. Kiedy więc widzę na półce w księgarni jej książkę, mój ośrodek szczęścia w mózgu krzyczy "lepsze niż positivum". 

Moje Wypieki to instytucja. Dorota jest chyba pierwszą blogerką, która stworzyła taką społeczność. Społeczność łasuchów, którym żaden gram masła nie straszny. Lubię tego bloga, bo jest szczery i piękny. Książkę Moje Wypieki też bardzo lubię i wertując ją czuję się jak mała dziewczynka oglądająca katalog z najnowszymi lalkami - ładne czcionki, miły papier, piękne fotografie. Dobre przepisy. Od tego powinnam zacząć, ale na blogu Doroty wszystkie przepisy są dobre i wszystko wychodzi tak, jak powinno. 

Nasz córka obejrzała książkę i tuż przed urodzinami zostawiła okładkę w znaczącym miejscu - na torcie bezowym w kolorach tęczy. Ja sama nigdy bezy nie robiłam - to domena Adama. Ale tym razem postanowiłam wziąć bezę za rogi i ukręcić nieprzyzwoitą ilość cukru pudru z białkami. W międzyczasie poczułam się trochę jak w przedszkolu, bo pobawiłam się barwnikami zawzięcie je mieszając w małej miseczce. Bomba! Zrobienie bezy nie jest trudne, naprawdę! 

Tort warto zejść od razu, bo po przekrojeniu i odstawieniu tort musi nieco odpocząć - i górne warstwy zaczynają nieco opadać w dół. 

Przepis autorstwa Doroty Świątkowskiej pochodzi z jej najnowszej książki Moje Wypieki. Całkiem nowe przepisy. Wideo-recenzję książki możecie zobaczyć TUTAJ


Czas przygotowania: 15 minut
Czas pieczenia: 45-60 minut

Składniki:
6 białek
360 g drobnego cukru
szczypta soli
barwniki spożywcze w żelu

Krem:
600 ml kremówki
125 g mascarpone
1 łyżka cukru pudru

1. Piekarnik nagrzewamy do 140 stopni Celsjusza (włączamy termoobieg). 

2. Na dwóch arkuszach papieru do pieczenia rysujemy okręgi o średnicy ok. 20 cm. Powinniśmy mieć ich 6. W razie potrzeby można je delikatnie zmniejszyć. 

3. Do misy miksera wlewamy białka, dodajemy szczyptę soli i ubijamy na sztywną pianę. Bez paniki - zajmuje to kilka chwil. Odwracamy miskę do góry nogami. Jeśli piana się trzyma przechodzimy do kolejnego kroku. 

4. Do misy z pianą z białek dodajemy po 1 łyżce cukru i ciągle miksujemy. Kiedy dodamy cały cukier nie przerywamy miksowania i cierpliwie czekamy, aż ubije się sztywna i lśniąca piana. Zajęło to około 3 minut. 

5. Masę dzielimy na 6 części i do każdej za pomocą końcówki wykałaczki dodajemy trochę barwnika spożywczego. Ja chcąc oszczędzić sobie zmywania najpierw dodałam żółty barwnik i rozmarowałam masę na blaszce. Potem do miseczki dorzuciłam czerwony z żółtym i wyszedł mi brzoskwiniowy. Potem dodałam niebieski i wyszedł fiolet. Ale można robić wszystko w oddzielnych miseczkach i skupiać się na jednym kolorze. 

6. Gotową masę rozsmarowujemy na blaszce starając się trzymać namalowanych linii. 

7. Gotowe bezy wstawiamy do piekarnika na 45-60 minut. Bezy muszą byś suche. Jeśli zobaczycie, że się rumienią, zmniejszcie temperaturę. 

8. Gotowe bezy zostawiamy w wyłączonym piekarniku i studzimy. 

7. Przed podaniem ucieramy krem. Do miski wkładamy śmietankę, ubijamy na sztywno. Dodajemy mascarpone i cukier puder. Ubijamy do połączenia składników.

8. Kremem przekładamy blaty bezowe. Serwujemy od razu.

środa, 16 listopada 2016

Policzki wołowe w przyprawach korzennych z kuskusem

Policzki wołowe to niesamowite danie - wszystkim wydaje się, że jest takie skomplikowane, a tak naprawdę wszystko robi się samo. 

Klasyczny przepis na policzki wołowe autorstwa Karola Okrasy możecie znaleźć TUTAJ. Dzisiaj jednak prezentujemy policzki w nieco innej odsłonie - cynamonowo, śliwkowo, anyżowej. To przepis  z książki Przyprawy autorstwa Maliki. Malika była uczestniczką Top Chefa. My poznaliśmy ją trzy lata temu w jej cudownej gdyńskiej restauracji w której serwuje dania kuchni Maghrebu. Bo Malika wychowała się w polskiej rodzinie w Algierii, więc w jej żyłach płynie miłość do polskich składników i maghrebskich aromatów. Przez ostatnie 3 lata pielgrzymowaliśmy do niej, by poczuć niezwykłe smaki, by wąchać i przenosić się w nieznane nam rejony. Książka Maliki pozwala te niezwykłe połączenia odtworzyć we własnej kuchni. To właśnie uczyniliśmy.

Kupiliśmy policzki wołowe, suską sechlońską (czyli suszoną i wędzoną śliwkę), laski cynamonu, anyż i wodę różaną. Nie mamy tagine, więc wszystko robimy w ciężkim, żeliwnym garnku. Przygotowanie mięsa i warzyw nie zajmuje więcej niż 15 minut. Wszystkie składniki zamykasz i  po prostu czekasz. Otwierasz garnek po 2 godzinach i nagle czujesz feerię aromatów. Zapachy przywołują Ci na myśl ciepłe powidła, zapach jesieni i piernika. A potem wszystko skrapiasz odrobiną wody różanej i nagle czujesz, że na Twoim talerzu jest coś absolutnie niecodziennego. 

Policzki wołowe można kupić na bazarach (zwykle trzeba zamawiać) i w Auchan. Warto kupić ich nieco więcej i zamrozić je razem z sosem. Jeśli ktoś nie lubi anyżu i zapachu róży, może te składniki ominąć. Policzki ze śliwkami też są cudownie aromatyczne i rozpadają się przy każdym kęsie. 


Czas przygotowania: 15 minut
Czas oczekiwania: 2 godziny

Składniki:
2 łyżki oliwy 
500 g policzków wołowych
1/2 łyżeczki soli
1 cebula
3 ząbki czosnku
1 pęd selera naciowego
2 ziemniaki
1 marchewka 
1 gwiazdka anyżu
1 laska cynamonu
100 g suski sechlońskiej (wędzonej i suszonej śliwki)
2 łyżki powideł śliwkowych
1 1/2 szklanki wody
sól
1 łyżka wody różanej 

kuskus:
1 szklanka kuskusu
2 łyżki oliwy
1/2 posiekanej cebuli
garść rodzynek
1 łyżka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1 1/2 szklanki wrzątku


1. Na dno garnka wlewamy oliwę z oliwek. Układamy policzki. 

2. Na policzkach układamy pokrojoną w plasterki cebulę i posiekany czosnek. 

3. Do garnka wlać 1 szklankę wody z solą. Gotować na małym ogniu przez 1 godzinę. 

4. W międzyczasie pokroić na kawałki seler naciowy, obrać i pokroić w ósemki ziemniaki, marchewkę. 

5. Do garnka z policzkami wrzucić pokrojone warzywa, anyż, cynamon, śliwki. 

6. Do 1/2 szklanki wody dodać powidła, wymieszać. Wlać do garnka. 

7. Garnek zamknąć i gotować wszystko na małym ogniu przez kolejną godzinę. 

8. 10 minut przed końcem gotowania policzków przygotować kuskus. 

9. Na patelni przesmażyć cebulę do miękkości. Dodać cynamon, kardamon, rodzynki, kuskus. Zalać wrzątkiem, zamieszać i przykryć. 

10. Na talerzach układać kuskus i mięso z warzywami. Przed podaniem skropić wodą różaną.