niedziela, 25 września 2016

Co zamiast kawy? Kujawianka z korzeniami

W erze wszechobecnego cappuccino, pięknego latte, chemexów i dripów picie zbożówki wydaje się obciachem albo lansem na ekoświra. A kawa kojarzona głównie ze szpitalnym śniadaniem może być o niebo lepsza niż espresso z przeciętnej sieciówki.


Przygodę z kawami zbożowymi zaczęliśmy jakiś czas temu. Kiedy po 6 kawach naturalnych dziennie mieliśmy ochotę na więcej, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku podpowiadały nam, że może już wystarczy. Pijemy dużo. Pijemy Kujawiankę, orkiszową, inkę i żołędziową, która powinna mieć na etykiecie hasło "bo miliony dzików nie mogą się mylić".  Każda z nich jest inna, troszeczkę inaczej się ją parzy i każda może smakować dobrze. Z premedytacją piszę "może", bo w szpitalu ostatnio byłam i lurowatą zbożówkę pić próbowałam. 

Nasza Kujawianka to jest jednak cud nie kawa. Z pozoru wióry w staromodnym opakowaniu, nabiera szlachetności w odpowiednim towarzystwie. A towarzystwo Kujawianka lubi mocno wschodnie - cynamon, kardamon, goździki, czasem anyż, gałką muszkatołową też nie pogardzi. Odrobina miodu dodana do filiżanki ładnie podkręci aromaty i sprawi, że mleko nie będzie już potrzebne.

sobota, 17 września 2016

Jak Polacy piją kawę?

Kawa jest jednym z naszych ulubionych narodowych napojów. Liczba kawiarni oferujących kawy zaparzane w najmodniejszy alternatywny sposób (podobno już nie wypada po prostu pić cappuccino) i ilość papierowych kubków na ulicach każe myśleć, że pijemy coraz więcej coraz lepszej kawy. Czy jest tak naprawdę?


Według najnowszych badań, przeprowadzonych na zlecenie marki Lavazza przez dom badawczy Maison&Partners w sierpniu tego roku, kawę pije 9 na 10 Polaków - jedno z nas od prawie 5 miesięcy próbuje być w tej mniejszości.  Niemal ¾ dorosłych Polaków (73%) pije kawę codziennie, zaś 46% nawet kilka razy dziennie. Częściej po kawę sięgają kobiety. 

Głównym powodem, dla którego sięgamy po kawę, jest jej smak. Jest on znacznie ważniejszy niż pobudzenie dzięki kawie. Polscy konsumenci kawy mają silne przekonanie, że obecnie zwracają większą uwagę na jakość kawy, niż to miało miejsce kiedyś. Pewnie jest to związane z tym, że mamy duży wybór kaw. Już nie tylko wybieramy markę, ale też sposób palenia i  mielenia. 76% z nas deklaruje, że przykłada większą wagę do tego, jaką kawę serwuje swoim gościom. Dla Polaków wyznacznikiem wysokiej jakości kawy jest jej intensywny aromat (59%) oraz intensywny smak (44%). Co trzeci Polak uważa, że najlepszej kawy można się napić we Włoszech. 

94% Polaków wie co to espresso. 4% wie co to chemex. Czyli te wszystkie alternatywy są ciągle mocno alternatywne i mocno wielkomiejskie. 87% Polaków parzy kawę po turecku - wsypuje do kubka i zalewa wrzątkiem - jak za starych dobrych czasów. Jeden na 5 Polaków wybiera kawę z ekspresu ciśnieniowego lub przelewowego. 

80% Polaków pije kawę z mlekiem. Oznacza to, że wiele można ukryć i bardzo się trzeba postarać żeby coś ponad mleko wystawało. Mleko skutecznie ukrywa wszystkie niuanse w kawowym aromacie i dobrze tuszuje błędy w paleniu czy parzeniu kawy (zobaczcie co o kawie idealnej mówi właściciel krakowskiej palarni). 

poniedziałek, 12 września 2016

Słodycze do szkoły bez wyrzutów sumienia

Znowu w lodówce mieliście światło i nie bardzo wiedzieliście co dać dziecku do szkoły. Przekraczając próg spożywczaka przeklinaliście ustawę zakazującą słodyczy w szkole, a jedyną rzeczą, którą chciało dziecko był ten zupełnie nowy batonik w białej czekoladzie z naklejką do kolekcji? 


Wierzymy, że domowe jedzenie jest najlepsze, a słodycze są najgorsze (tutaj pisałam o tym jak często mamy problem z cukrem w diecie dzieci).  Czasem domowe śniadanko jest tak dobre, że dziecko chętnie wraca z nim do domu odbierając sobie od ust najlepsze kąski tylko po to, żeby podzielić się nimi z mamą, tatą, siostrą i ... śmietnikiem. Bywa też tak, że tego domowego jedzenia po prostu nie ma. Jesteśmy ludźmi, mamy sporo zajęć i czasami po prostu nie pamiętamy, że następnego dnia ktoś może być głodny w szkole albo tuż po niej.

Czasami też mamy ochotę dać dziecku coś słodkiego. I tutaj może pojawić się problem. Problem nr 1 to w naszym wypadku dziecko, które konsekwentnie odmawia zabierania do szkoły czegokolwiek co nosi znamiona słodkości (włączając domowe batony musli czy muffiny słodzone daktylami). Problem nr 2 to przedszkolak, który najchętniej jadłby .... (w miejsce wielokropka możecie wstawić nazwę jakiegokolwiek batonika, czekoladki, wafelka które tylko przyjdą do głowy). Na szczęście, ostatnio w Carrefourze i Auchan znaleźliśmy super zdrowe opcje słodyczowe. Są zgodne z ustawą, nie mają cukru albo mają go bardzo mało, są zrobione z owoców, nie mają barwników i wcale nie smakują trawą! Mają kolorowe opakowania, fajną formę i smakują nawet miłośniczce tych wszystkich batoników/czekoladek i żelków!
A jak ktoś ma daleko do dużego spożywczaka to znaleźliśmy te batony też w internetach (tutaj). 


1. Buri Beri

czwartek, 8 września 2016

Dieta, AZS i przedszkole

Posłanie dziecka z atopowym zapaleniem skóry do przedszkola to wielkie wyzwanie. Jak poradzić sobie z nowym miejscem i co z dietą?


Atopowe zapalenie skóry to jedna z najbardziej enigmatycznych chorób skóry. Z jeden strony jest grupa alergenów na które chory reaguje niemal natychmiast, a z drugiej strony nawroty choroby bywają zupełnie niespodziewane. Zawsze jednak zaczyna się od niewielkich czerwonych plamek, które swędzą, rozlewają się po ciele, a zadrapane zaczynają wyglądać jak jedna wielka rybia łuska z ranami. AZS to choroba autoimmunologiczna, która mocniej daje o sobie znać, kiedy chory jest zestresowany. Czy w takiej sytuacji jest szansa na to, żeby dziecko poszło do przedszkola? A jeśli tak to czy może iść tylko do przedszkola dla alergików?

Dla każdego dziecka pierwsze dni w przedszkolu są trudne. Pewnie są też trudne dla większości rodziców. My posyłając do przedszkola naszą córkę z AZS najbardziej baliśmy się, że nie będziemy w stanie panować nad jej dietą. Panna T. nie może jeść żadnych owoców drobnopestkowych (zero pomidorów, malin, truskawek, jagód, jeżyn), żadnych cytrusów i owoców egzotycznych poza mango i arbuzem. Wiemy to z doświadczenia. Mango wywołuje natychmiastowe drapanie, podobnie jak truskawki i pomidory. Połączenie nabiału z cukrem też nie robi jej dobrze. Nie od razu, ale po kilku godzinach widać, że coś złego zaczyna dziać się z jej skórą. O tym wszystkim powiedzieliśmy w przedszkolu i ustaliliśmy, że będzie dostawała posiłki bez tego co ją alergizuje. 

środa, 31 sierpnia 2016

Semifreddo z miodem pitnym

Miód pitny to jeden z naszych ulubionych trunków. Degustujemy, porównujemy i dodajemy do różnych deserów. 


Miód pitny w Polsce ma historię dużo dłuższą niż polska wódka. Już Piastowie raczyli się bursztynowym trunkiem. Miodosytnictwem zajmowali się głównie mnisi, którzy cierpliwie mieszali miód z wodą, podgrzewali go, dodawali drożdże i fermentowali. Po leżakowaniu, miód można doprawić dodatkowym miodem lub wyciągami ziołowo-korzennymi. W polskiej literaturze często spotykamy opisy suto zastawionych stołów i beczek miodów pitnych. Miodosytnictwo jest niesamowitą sztuką, która została nieco zapomniana. Wszystko przez wódkę, której produkcja jest prostsza i duża tańsza. 

Miody pitne to jest jednak zupełnie inny rodzaj trunku. Miody smakują tak różnie w zależności od tego gdzie leżakują, jakie mają dodatki. Stąd można znaleźć na rynku wspaniałe miodowe perełki. W sklepach z alkoholami wystarczy wspomnieć o pasiece Jaros, Miodach Polskich czy Apis. 

Najlepszym miodem do deserów jest słodki półtorak i dwójniak. Trójniak i czwórniak najlepiej sprawdzają się jako dodatki do ryb, mięs i sosów. My najbardziej lubimy jednak delektować się ich smakiem bez żadnych dodatków.