piątek, 28 kwietnia 2017

Jak smakuje Ameryka?

O to jak smakuje Ameryka (a właściwie Stany Zjednoczone) i jakie mamy skojarzenia z amerykańską kuchnią pytało nas wiele osób. Napisać, że Ameryka to ogromny kraj to tak jakby nie napisać nic. Wyobraźcie sobie starszą panią żyjącą na podlaskiej wsi i jej obiad. A teraz wyobraźcie sobie starszą panią w Hiszpanii i jej kolację. Tak smakuje Ameryka. 

fot. Victor Lozano

Ostatnio sprawdzałam czy dalej jest z Białegostoku do Barcelony (bo do takie dwa swojskie "moje" miasta) czy z Chicago do Los Angeles. Oczywiście, że dalej jest z Chicago do Los Angeles, a Chicago nie leży na wschodzie USA tylko bardziej w środku. Dlatego też to porównanie z kolacją serwowaną przez babcię dla małego Jose i dla małego Jasia wydaje mi się idealne.

W Stanach Zjednoczonych konkretne stany kojarzone są z bardzo konkretnymi produktami spożywczymi. Do tego stopnia, że tablice rejestracyjne, zwane przez Polaków "plejtami" są opatrzone stosownymi hasłami. Dla przykładu, stan Wisconsin chlubi się, że jest "the Dairy Land." W Wisconsin właśnie produkuje się najlepsze amerykańskie cheddary (i robi mnóstwo mleka w proszku z którego potem robi się zwykłe mleko, bo technologia „mleko od krowy- filtrowanie – butelkowanie” jest droższa i takie mleko jest uznawane za towar luksusowy). Stan Idaho to kraina ziemniaka. Dlatego producenci chcący sprzedawać swoje kartofle umieszczają na worku wielki napis "Idaho Potatos." Ziemniak jest tak ważny dla mieszkańców Idaho, że stworzyli ziemniaczane muzeum. Można tam obejrzeć zdjęcia pierwszych farm, dotknąć narzędzi, którymi rolnicy na początku XX wieku kopali ziemniaki, zobaczyć ile rodzajów produktów spożywczych robi się z ziemniaka i jak wygląda w środku fabryka chipsów Pringle's. Można tam także zobaczyć wielki portret Thomasa Jeffersona – zasłużonego dla ziemniaka prezydenta USA, który jako pierwszy zaserwował swoim gościom frytki. Wschodni stan Vermont to ojczyzna najprzedniejszego syropu klonowego, Floryda słynie z pomarańczy i brzoskwiń. Kalifornia to z kolei mekka dla miłośników wina, owoców i orzechów. Jeśli w środku zimy jesz w USA truskawki to na 99% są z Kalifornii. Podobnie jak wino - amerykańskie wina są głównie z Kalifornii.

fot. Lukas Budimaier

Napisawszy o tych konkretnych stanach muszę dodać rzecz prozaiczną. W mojej małej głowie amerykanistki bardzo często pojawią się skróty myślowe i zupełnie niepotrzebne uogólnienia. Kuchnia, każda kuchnia, to wypadkowa klimatu, kultury i zasobności portfela. Nie inaczej jest w USA. Każdy stan przez dziesięciolecia wypracował swoją kuchnię i swój sposób przygotowywania dań. Było to związane z pochodzeniem kolonizatorów (Anglia, Francja, Skandynawia), warunkami glebowymi i klimatem (co innego można uprawiać w dość chłodnych stanach, a co innego w gorącej Kalifornii) i grupą społeczną, która jadła dane posiłki. Bogaci ludzie zawsze jedli inaczej niż ich pracownicy czy niewolnicy. Zupełnie tak jak dzisiaj, wtedy importowali produkty z Europy, inspirowali się kuchnią francuską. Ale to nie dzięki nim powstały takie amerykańskie klasyki jak clam chowder, czyli gęsta zupa z małżami czy corn dogs, czyli kiełbaski w cieście kukurydzianym. Te klasyczne amerykańskie dania charakteryzujące konkretny region to zasługa zwykłych gospodyń domowych szukających oszczędności i jak najlepszego wykorzystania darów ziemi. Druga rzecz o której muszę wspomnieć to czas. My, Polacy, lubimy o sobie myśleć jako o bardzo starym, dojrzałym kraju z ponad tysiącletnią tradycją. O Amerykanach lubimy myśleć jako o kraju młodym, bez konkretnej tożsamości, ciągle dojrzewającym. Jak się okazuje, ten "krótki" czas wystarczył, żeby rozwinąć swoje charakterystyczne smaki.



















Dla mnie kuchnia amerykańska to mieszanka tego, co wnieśli pierwsi kolonizatorzy i niewolnicy z tym, co dodały do niej kolejne grupy etniczne. Mam już w głowie nawet mapkę tego podziału na wschód, Mid-West, Teksas, stany południowe. Ale zacznie się z tego tekstu robić tekst popularno-naukowy. Dlatego teraz skupię się tylko na głównych smakach, które czuliśmy podczas naszego rocznego, a teraz dwutygodniowego, pobytu w kraju ciastek oreo.


1. kawa przelewowa o smaku orzechowym, albo waniliowym, albo dyniowym

Ilość przelewówki wypijanej i serwowanej w Stanach jest niewiarygodna. Wiem, że nie przebije to Skandynawii, ale robi wrażenie. Ten klasyczny obrazek człowieka idącego z kubkiem kawy to w ogóle marzenie każdego europejskiego właściciela kawiarni - sprzedajesz kawę w papierowym kubku i nie masz gościa w lokalu (i związanych z nim kosztów takich jak: fotele, toalety, zmywanie, obsługa, etc). Kawa przelewowa aromatyzowana to dla mnie czysty smak amerykańskiego poranka. I nie ma zmiłuj, że chemex czy aeropressy są lepsze i to z jakąś boliwijską kawą jednorodną w nosie smoka wypalaną. Czarna, mocno palona i mocno aromatyzowana kawa z dodatkiem "half and half" czyli śmietanki to majstersztyk amerykański. Koniec.

2. Słodko, słodko, za słodko, sól

piątek, 31 marca 2017

AZS – o czym powinien wiedzieć nauczyciel?

W Twojej grupie przedszkolnej lub klasie jest dziecko chore na atopowe zapalenie skóry. Czego oczekiwać i jak mu pomóc w codziennym życiu?


1. AZS nie jest zaraźliwe

Atopowe zapalenie skóry to choroba, która objawia się zaczerwieniem skóry i świądem. Drapanie prowadzi do powstania ran, które widać szczególnie w zgięciach łokci i pod kolanami, ale także na nadgarstkach, szyi, twarzy. Na AZS cierpi około 20% populacji, a w ciągu ostatnich 30 lat w krajach uprzemysłowionych liczba zachorowań wzrosła trzykrotnie. AZS to choroba genetyczna o podłożu zapalnym. Nie znana jest jej dokładna przyczyna. Wiadomo, że ponad 30% dzieci z AZS ma alergie pokarmowe, ale AZS alergią nie jest. Jest to choroba, która zaostrza się pod wpływem stresu. AZS nie jest zaraźliwe. Dziecka można spokojnie dotykać, można się z nim bawić. Jest to szczególnie ważna informacja dla innych rodziców. Bywa tak, że dziecko z AZS przychodzi do przedszkola czy szkoły wysmarowane białą maścią i przypomina nieco dziecko z ospą. Ta biała papka ma osuszyć rany i zapobiec drapaniu. Jeśli papka przeniesie się na ubranie, zabawkę, wykładzinę – nie ma problemu, bo dobrze się spiera. 

2. Dziecko jest nadwrażliwe

poniedziałek, 27 marca 2017

Czego nie mówić rodzicom dziecka z AZS?

Dziecko ma nadrapaną skórę, czerwone plamy na szyi rozlewają się niczym kipiące mleko. Jest środek lata, a rodzice idą z dzieckiem ubranym w długi rękaw i długie spodnie. Jakie komentarze nasuwają się na myśl i które lepiej zachować dla siebie?



1. Czy to dziecko ktoś leczy?

Rodzice zwykle nie są ślepi. Nie są też ignorantami i pewnie jakiś czas temu zauważyli, że ze skórą ich dziecka jest coś nie tak. Z pewnością szukają pomocy. Prawdopodobnie robią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc dziecku. Nie zawsze jednak to pomaga od razu. Może też niekoniecznie chcą o tej chorobie opowiadać nowopoznanym osobom na ulicy, w kawiarni czy na dodatkowych zajęciach. 

2. Czy próbowaliście już X, Y, albo Z?

Na pewno każdy z nas potrafi powiedzieć o jakieś magicznej maści, substancji, oleju, lekarstwie, które pomogło dziecku znajomych, sąsiadów, kuzynów, czy szwagra matki siostrzeńcowi. Wspaniale! Nie wszystko jednak można przetestować na własnym dziecku i nie wszystkie te terapie zaleca lekarz. Dlatego nakłanianie ich do testowania różnych specyfików może wywołać ostre reakcje. 

3. Czym ją/jego znowu nakarmiliście?

Dziecko ma kolejne zaostrzenie, bo zmienia się pora roku, bo wyjeżdżało, bo ma trudny czas w przedszkolu czy szkole. Gorzej się czuje i gorzej wygląda. Najprawdopodobniej je tak samo jak zwykle i kąpie się tak samo jak zwykle. Po prostu, tej choroby nie leczy dieta. To prawda, jedzenie ma duży wpływ na stan skóry, ale nie jest jedynym czynnikiem pogarszającym jej stan. 

4. Jak jej/jego skóra ładnie wygląda. Gratulacje!

Z pewnością każdy rodzic cieszy się, że skóra dziecka jest zdrowsza. Ale wie, że to bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem i tymczasowa kontrola nie gwarantuje długotrwałego sukcesu. Poza tym, nikt nie lubi być oceniany przez pryzmat zdrowia swojego dziecka. Poza tym, gratulować to można tylko temu choremu dziecku, że jest w stanie wytrzymać to okropne swędzenie. 

5. Jak mi Was szkoda/jacy jesteście biedni

Jedyną osobą, która naprawdę cierpi jest dziecko. To ono czuje to ciągłe swędzenie, drapanie i ból. W tej sytuacji nikt nie jest biedny i naprawdę nie ma powodu, żeby kogokolwiek żałować. Jedni borykają się z agresją u dzieci, inni z dysleksją, a my z AZS. Jesteśmy razem szczęśliwi. 

6. Ale przecież ona/on tak mało tego zjadła/zjadł... to niemożliwe że od tego

Dziecko zostało na kilka godzin z wujkami/ciotkami/kuzynami/dziadkami/opiekunami. Widać, że coś nie jest dobrze, skóra robi się czerwona, a przecież wszystko było w porządku. Szybki wywiad (rodzice alergików są lepsi w śledzeniu składu diety niż FBI) i okazuje się, że dziecko zjadło żelki/cukierki/czekoladki albo coś innego, co na pewno powoduje zaostrzenie choroby. Co słyszą rodzice? Niemożliwe, żeby po takiej ilości coś się stało. Ale dzieje się. Im więcej barwników, cukru i wzmacniaczy smaku tym dzieje się szybciej i intensywniej.

czwartek, 23 marca 2017

Kanapeczki z awokado i homarem

Homar, flagowy produkt Kanady, coraz częściej pojawia się na stołach w Ameryce Północnej, Azji oraz w Europie. Nadal jednak zbyt często postrzegany jest jako towar luksusowy, zarezerwowany na szczególne okazje. Może warto odczarować homara? 


Przygotowaliśmy już przepis na najprostszy makaron z homarem - zobaczcie. Taki makaron, który może zrobić absolutnie każdy w każdej kuchni - nawet studenckiej. Pewnie słowa "homar" i "studencki" wzajemnie się wykluczają? Pewnie na co dzień tak, ale skoro teraz mrożone homary kosztują 35,99 to można się szarpnąć i przygotować coś naprawdę extra! 

Dzisiaj rano jedliśmy pyszne kanapeczki z homarem. Pozwalają cieszyć się jego delikatnym smakiem i są absolutnym hitem w naszym domu. Łatwo można je podzielić i nakarmić tych, których lubimy. Jakiś czas temu nasza licealna nauczycielka dowiedziawszy się o naszej blogowej pracy napisała "to teraz wpraszam się na jakiegoś homara". Ironię zrozumieliśmy. Dzisiaj dedykujemy jej ten przepis publicznie zapraszając na małą homarową ucztę. A Was zachęcamy do spróbowania homarów. Nie są trudne w przygotowaniu, a naprawdę mają wyjątkowy smak. 

Jakiego homara wybrać?



Najlepiej wybierać homary z niebieskim znakiem MSC. 
Blisko 90% zasobów ryb i owoców morza w morzach i oceanach jest wyczerpanych, znacznie uszczuplonych lub nadmiernie eksploatowanych. Wybierając ryby i owoce morza z niebieskim znakiem MSC pomagamy chronić zasoby mórz i oceanów, mamy gwarancję, że produkty pochodzą z przyjaznych środowisku, zrównoważonych połowów, czyli takich które w mniejszym stopniu wpływają na ekosystem morski, pozostawiają więcej ryb w morzach i oceanach i sprzyjają innym zwierzętom morskim. Jeśli chodzi o homary, to mamy dobrą wiadomość. 97% wszystkich rybaków i przetwórców homara w Kanadzie otrzymało certyfikat MSC.


Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 4 osoby

Składniki:
8 kromek bagietki lub 4 kromki chleba wiejskiego
2 łyżki oliwy z oliwek
1 homar (odmrożony)
1/2 awokado
1/2 czerwonej papryki
1/2 łyżeczki majonezu
szczypta chili (wedle uznania)
1 łyżka soku z cytryny
szczypiorek lub natka pietruszki (opcjonalnie)

1. Homara gotujemy we wrzątku przez 4 minuty. Wyciągamy i obieramy. Dokładna instrukcja - tutaj. Kroimy w kostkę. Możemy dodać ikrę, jeśli trafiła nam się pani homarzyca. 

2. Awokado przekrawamy na pół. Wyciągamy pestkę. Nożykiem nacinamy go (ciągle w skórce) tak, by powstała kostka. Za pomocą łyżki do zupy wyciągamy miąższ i wkładamy do miseczki. 

3. Paprykę kroimy w drobną kosteczkę. Wrzucamy do miseczki. 

4. W misce mieszamy homara, awokado, paprykę, majonez, chili, sok z cytryny. 

5. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy na złoto plasterki bagietki. 

6. Na pieczywie układamy pastę. Posypujemy szczypiorkiem lub natką pietruszki. 

środa, 22 marca 2017

Makaron z homarem - najprostszy

Homar to jeden z tych składników, który nie wymaga wielu dodatków. Wystarczy makaron, cytryna, pomidorki i chilli. To najprostszy sposób na danie z homarem.



Zanim zabierzemy się do przygotowania makaronu musimy poradzić sobie z samym homarem. W Polsce trudno o świeżego homara, ze względów oczywistych. Mrożone homary są dużo prostsze w przygotowaniu - są już pozbawione wnętrzości, a ich gotowanie zajmuje maksymalnie 5 minut. Pana homara musimy odmrozić, a następnie wrzucić do dużego garnka z wrzącą wodą. Po 3-4 minutach wyciągamy go z wody i obieramy. Kiedy poczujemy, że kończyny łatwo odchodzą od korpusu wiemy, że homar jest dobrze ugotowany.



Jak obrać homara? 
Najpierw należy oderwać ogon od korpusu - nie sprawi to dużej trudności. Potem "odkręcamy" kończyny, a następnie za pomocą specjalnych kleszczy (które wyglądają jak dziadek do orzechów) miażdżymy szczypce. Ogon rozcinamy wzdłuż. Specjalnym widelczykiem, palcami lub małą łyżeczką jak do espresso wyciągamy mięso ze ogona, szczypiec i korpusu. W korpusie mięsa nie ma za dużo, za to możemy tam znaleźć pyszną ikrę (jeśli trafiliśmy na samicę) lub zieloną wątróbkę (jeśli trafiliśmy na samca). Wątróbka ma bardzo intensywny smak i zapach. 

Mięso homara jest sprężyste i niezwykle aromatyczne. Najprościej jest je podać z lekko osolonym masłem i sokiem z cytryny. My naszego homara dodaliśmy do makaronu. Mięso z jednego homara wystarczy do przygotowania dwóch porcji makaronu. Jeśli planujecie homarową ucztę, kupcie więcej homarów. Teraz można je kupić w wyjątkowo atrakcyjnej cenie 34,99 w Biedronce. 

Jak wybierać homary i inne owoce morza?


Najlepsze homary i owoce morza są oczywiście świeże. Ale nie zawsze świeże oznacza złowione z troską o środowisko. Homar, którego przygotowaliśmy, posiadał certyfikat MSC. Jest to certyfikat zrównoważonego rybołówstwa. Niebieski znaczek znajdujący się na rybach i owocach morza oznacza, że pochodzą one ze stabilnych i dobrze zarządzanych łowisk, które dbają o równowagę morskich ekosystemów. Dzięki tym praktykom produktami rybnymi i owocami morza będziemy cieszyć się zarówno my jak i przyszłe pokolenia.

97% wszystkich rybaków i przetwórców homara w Kanadzie otrzymało certyfikat MSC. Wybierając homara, śledzie, krewetki, małże i inne owoce morza z tym niebieskim znakiem macie pewność, że dostaniecie produkt pochodzący ze zrównoważonych połowów. Tym samym zadbacie o ekosystem mórz i oceanów. I jeszcze jedno: produkty z tym niebieskim znakiem możecie znaleźć w wielu sklepach, także tych tańszych. Produkty z logo MSC nie są droższe od ich odpowiedników bez tego znaku. Dlatego mając wybór, wybierzcie odpowiedzialnie. 


Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 2 

Składniki:
200 g makaronu spaghetti 
1 homar odmrożony
300 g pomidorków koktajlowych
30 g masła
1 łyżeczka chilli
sok z 1/2 cytryny

1. Homara wrzucamy do garnka z wrzącą wodą. Gotujemy 4 minuty. Wyciągamy i obieramy. Mięso kroimy w kostkę.

2. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. 

3. W czasie, gdy gotuje się makaron przygotowujemy sos. Na patelnię wrzucamy masło i chilli. Po 1 minucie dorzucamy pomidorki przekrojone na pół. Smażymy na małym ogniu około 5 minut. Dodajemy sok z cytryny i homara. 

4. Makaron odcedzamy, dodajemy do niego zawartość patelni. Mieszamy i serwujemy.