wtorek, 6 grudnia 2011

Big Fat Oreo (whoopie pie)

O whoopie pies pisaliśmy już wcześniej. Pisaliśmy skąd się wzięła ich nazwa i jak smakują. Od tamtej pory minął miesiąc, a my wpadliśmy w swoistą obsesję - gdziekolwiek nie pójdziemy szukamy wzrokiem ciastek i próbujemy ich różnych wersji. Jak do tej pory, najlepsze whoopie pies jedliśmy w cukierni Fraiche ( klasyczne czekoladowe ciastko i lukrowy krem) i w sieciowej piekarni Corner Bakery ( ciastko o smaku dyni i krem z przyprawami korzennymi). Ponieważ nasza obsesja nie ogranicza się do degustacji whoopie pies w cukierniach, szukamy przepisu idealnego. Oczywiście znaleźliśmy już ciasto idealne - bardzo czekoladowe, gęste, nieco ciężkie. W naszej wspaniałej książce Baked Explorations znaleźliśmy krem prawie idealny - maślany, nie za słodki, rozpływający się w ustach. Nie jest to nasze ostatnie zdanie w kwestii Big Fat Oreos (to ich druga nazwa), ponieważ teraz nadszedł czas eksperymentowania. Dzisiaj zrobiliśmy dwie wersje kremu - jedną klasyczną i drugą z masłem orzechowym. Obie pyszne! 
Kilka uwag technicznych. Jakość kakao dodanego do ciasta jest kluczowa dla końcowego smaku ciastka. Nie próbujcie zastępować klasycznego kakao np. Wedla czekoladą pitną lub wersją z mniejszą ilością kakao. Nam się zdarzyło upiec ciastka z czekoladą do pieczenia i nie był to dobry pomysł. Po drugie, robiąc krem używajcie schłodzonego masła - wyjmijcie je na blat ok. 10 minut przed rozpoczęciem ubijania kremu. Nie przejmujcie się też tym, że podczas ubijania krem będzie nabierał grudkowatej struktury - nie przerywajcie mieszania i w końcu będzie jednolity. Whoopie pies przechowujcie w lodówce. Dzięki temu krem pozostanie kremowy, masło nie będzie wnikało w ciastko. Ciastka można przygotować dzień wcześniej i przechować w szczelnie zamkniętym pudełku. Podobnie krem, który możemy przez noc przechować w lodówce w szczelnie zamkniętym pudełku. Ciastka również możemy przechowywać w lodówce 2 dni - pamiętajmy jednak, żeby je bardzo dokładnie przykryć folią spożywczą, ponieważ czekolada i wszystkie produkty z kakao bardzo lubią łapać wszystkie zapachy lodówki.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki kakao w proszku
1 1/4 łyżeczki sody 
1/2 łyżeczki soli
1 jajko
1 szklanka maślanki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka brązowego cukru
1/2 kostki miękkiego masła

krem:
5 białek
1 szklanka białego cukru
1 łyżka ekstraktu waniliowego
szczypta soli
450 g schłodzonego masła
ew. 1/4 szklanki masła orzechowego

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia. W misce mieszamy mąkę, kakao, sól i sodę. Do maślanki dodajemy ekstrakt waniliowy i mieszamy. Masło i brązowy cukier ubijamy mikserem na puszystą masę (zajmie nam to 3 minuty). Dodajemy jajko, miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Zmieniamy mieszadła miksera na haki. Do masy cukrowo-maślano-jajecznej dodajemy na przemian mieszankę składników sypkich i maślanki zaczynając i kończąc na mące (mąka, maślanka, mąka, maślanka, mąka). Zanim dodamy kolejne składniki upewniamy się, że masa w misce jest na pewno jednolita. Gotową masę nabieramy łyżką do zupy lub łyżką do lodów i układamy na papierze do pieczenia. Musimy zrobić parzystą liczbę ciastek. Nam wyszło 22. Ciasto wkładamy do piekarnika na 11-15 minut (upieczone ciasto przy dotyku musi być sprężyste). Nasze ciasto w piekarniku z termoobiegiem piekło się równo 11 minut. Gotowe spody wyjmujemy z piekarnika i studzimy na kratce. Ciastka przed smarowaniem kremem muszą być wystudzone, w przeciwnym razie krem się roztopi. 
Przygotowujemy krem. Masło siekamy na kawałki wielkości 2 cm. Do średniej wielkości miski wsypujemy cukier, dodajemy białka i mieszamy. Miskę z cukrem i białkami stawiamy na garnku z wrzącą wodą upewniając się, że dno miski nie dotyka powierzchni wody. Mieszając podgrzewamy białka, aby rozpuścić cukier. Zajmie nam to około 3 minut. Po 2 minutach wkładamy rękę do masy i sprawdzamy czy między palcami wyczuwamy cukier - jeśli nie, zdejmujemy z ognia. Powstałą masę ubijamy na średnich obrotach miksera przez 5 minut - masa musi być biała i puszysta. Zmieniamy mieszadełka miksera na te do kremów, do masy dodajemy masło i miksujemy na średnich obrotach kolejne 5 minut - masa musi być gładka i puszysta. Jeśli się grudkuje ubiajmy dalej. Dodajemy ekstrakt waniliowy, sól i masło orzechowe, jeśli chcemy. 
Płaską część ciastka smarujemy kremem, przykrywamy drugą połówką. Gotowe ciastka szczelnie przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na 30 minut. Wyjmujemy, czekamy 5 minut i serwujemy. 

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Biscotti migdałowe

Na tym blogu publikowaliśmy już przepisy na biscotti (biało-czarne oraz czarne z żurawiną i orzechami). Pora na białe - tym razem proponujemy Wam migdałową wersję. Do ich zrobienia zainspirowało nas masło migdałowe, rarytas który skusił nas na półce pobliskiego sklepu. Kupiliśmy je, bogatszego krewnego masła orzechowego, ale nie bardzo wiedzieliśmy co można z nim zrobić - było dość tłuste, zupełnie niesłodkie i niesamowicie migdałowe (w końcu w jego składzie widniały tylko migdały i śladowe ilości oleju roślinnego). Postawiliśmy na biscotti, bo brakowało nam jakiegoś chrupiącego ciasteczka do kawy, której zdecydowanie nadużywamy. 
Ciastka zrobiliśmy dwa razy - za pierwszym razem redukując ilość masła na rzecz masła migdałowego. Surowe biscotti trudno się formowało i rozpadało, co zmusiło nas do dodatnia dodatkowej ilości masła. Oczywiście, można użyć tego przepisu bez użycia masła migdałowego, biscotti i tak powinny Wam smakować. Odkryliśmy też, że do masła orzechowego i migdałowego zdecydowanie bardziej pasuje czekolada mleczna, a nie gorzka (gorzka skutecznie przytłacza delikatny smak orzechów). Jeszcze jedna uwaga dotycząca migdałów - nie należy ich prażyć przed dodaniem do ciasta. Dzięki temu, że migdały są miękkie z łatwością można kroić biscotti po pierwszym upieczeniu. A do tego wydaje nam się, że własnoręcznie upieczone biscotti to świetny prezent na Mikołajki!



Czas przygotowania: 60 minut
Czas pieczenia: 46 minut

Składniki:
3 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
3/4 szklanki białego cukru
4 łyżki miękkiego masła
4 łyżki masła migdałowego
3 jajka
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki całych migdałów
1/2 szklanki posiekanej mlecznej czekolady lub kropelek czekoladowych
2 łyżki rumu

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 160 stopni Celsjusza. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.
W misce mieszamy mąkę, proszek i sól. Do drugiej miski wsypujemy cukier, dodajemy zwykłe masło i ubijamy mikserem do momentu w którym masa będzie lekka i puszysta (około 2 minut). Dodajemy masło migdałowe i jajka - jedno po drugim, przed dodaniem kolejnego jajka upewniając się, że masa jest jednolita. Nie przerywając mieszania dodajemy mieszankę mąki, proszku i soli. Na koniec dodajemy ekstrakt waniliowy i rum. Przechodzimy na tryb ręczny. Do masy wsypujemy migdały, kropelki czekoladowe i dzielimy ją na dwie części. Każdą część formujemy na kształt wałka o długości 15 cm, spłaszczamy go tak, żeby był szeroki na około 5-6 cm i wysoki na ok. 1,5 - 2 cm. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 30 minut. Musimy bardzo uważać, żeby ciasto było upieczone ( powinno być twarde), ale nie zarumienione. W przeciwnym razie będzie się bardzo kruszyć. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy przez 20 minut. Redukujemy temperaturę piekarnika do 120 stopni Celsjusza. Upieczone pierwszy raz "bochenki" ciasta kroimy na plastry grubości 2 cm, układamy na blaszce jedno obok drugiego i wstawiamy do piekarnika na 8 minut. Po tym czasie, biscotti będą wysuszone z jednej strony, więc musimy je przewrócić i wstawić do piekarnika na kolejne 8 minut. Wyjmujemy z piekarnika, studzimy i serwujemy lub wkładamy do puszki z ciasteczkami.

czwartek, 24 listopada 2011

Scones z Nutellą

Czy zdarzyło Wam się kiedyś wziąć do rąk książkę, której przepisy krzyczały do Was "zrób mnie, zrób mnie"? Nam się to zdarzyło po raz pierwszy. Książka Baked Explorations jest niesamowita - zawiera przepisy na klasyczne amerykańskie wypieki, wszystko jest okraszone fotografiami w stylu vintage. Co najważniejsze, przepisy nie są skomplikowane, składniki - ogólniedostępne, a rady piekarzy - bardzo trafione.
Przy przepisie na scones z Nutellą, który wykorzystaliśmy jako pierwszy, jest uwaga na temat wyrabiania ciasta. Wszyscy mamy wrodzoną tendencję do wyrabiania każdego ciasta aż do momentu, kiedy będzie idealnie jednolite. Tutaj musimy się powstrzymać i wyrabiać je tylko do momentu połączenia składników. Dzięki temu scones będą charakterystycznie mączyste i jednocześnie miękkie. Zamiast Nutelli można użyć pasty z orzechów laskowych. My nie smarowaliśmy scones Nutellą po upieczeniu (jak proponuje przepis), a i tak były pyszne.



Czas przygotowania: 15 minut
Czas pieczenia: 18-20 minut

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki białego cukru
1/4 szklanki kakao w proszku
1 łyżka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
6 łyżek zimnego masła
1 jajko
1/2 szklanki śmietanki 30%
3/4 szklanki orzechów laskowych
1/2 szklanki Nutelli

Orzechy siekamy i prażymy na patelni. Masło siekamy na małe kawałki.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 stopni Celsjusza. Blaszkę na której będziemy piec scones wykładamy papierem do pieczenia.
W dużej misce mieszamy mąkę, cukier, kakao, proszek do pieczenia, sól. Dodajemy posiekane masło i wyrabiamy ciasto palcami do momentu kiedy grudki masła będą miały wielkość grochu. W drugiej misce mieszamy jajko i śmietanę. Wolno wlewamy składniki płynne do miski ze składnikami sypkimi. Wyrabiamy ciasto ręką do połączenia składników. Dodajemy orzechy i wyrabiamy ręką tak, by orzechy "weszły" w ciasto. Z uzyskanej masy formujemy prostokąt o wymiarach około 15 cm x 30 cm (nie musi być idealny). Na jego powierzchni rozsmarowujemy smugi Nutelli (używając 1/4 szklanki). Zwijamy ciasto w walec, sklejamy jego końce, spłaszczamy ręką tworząc koło. Teraz ciasto kroimy na 12 trójkątów (najpierw kroimy je na ćwiartki,a potem każdą ćwiartkę jeszcze na 3 części). Gotowe scones przekładamy na blaszkę i wkładamy do piekarnika na 18-20 minut. Po 15 minutach warto sprawdzić za pomocą patyczka czy ciasto jest już upieczone. Upieczone scones wyjmujemy z piekarnika i studzimy. Pozostałą Nutellę podgrzewamy w mikrofalówce przez 10 sekund tak, żeby miała płynną konsystencję. Na każdym scone robimy spiralkę z Nutelli. Wstawiamy na 5 minut do lodówki i podajemy. Jeśli chcemy je przechować - to trzeba je zawinąć szczelnie w folię spożywczą.

wtorek, 22 listopada 2011

Jabłkowa baklawa

Idąc za ciosem postanowiliśmy wykorzystać ciasto filo i upiec coś słodkiego. Bardzo lubimy klasyczną baklawę, ale mieliśmy ochotę na coś mniej standardowego. Na szczęście, trafiliśmy na przepis jednego z naszych ulubionych szefów kuchni - Michaela Symona. 
Pan Symon jest teraz najbardziej rozpoznawanym szefem kuchni w Stanach Zjednoczonych dzięki tytułowi Iron Chef, który zdobył walcząc z najlepszymi kucharzami w programie Iron Chef of America prezentowanym przez Food Network (amerykański odpowiednik kuchni.tv). Konkurs jest prawdziwym kulinarnym telewizyjnym show i - w skrócie - polega na tym, że dwaj szefowie kuchni dostają jeden składnik (np. krewetki, ostrygi, popcorn, okrę albo cukinię) i mają z niego stworzyć 5 dań - przystawki, dania główne i deser. Na to wszystko mają tylko 60 minut. Mogą przy tym korzystać z pomocy swoich dwóch kucharzy, mają do dyspozycji świetnie wyposażoną spiżarnię. Na dodatek, mają w studio chyba wszystkie sprzęty kuchenne jakie do tej pory wyprodukowano - maszyny do lodów, pojemniki z ciekłym azotem, olbrzymie Kitchen Aidy. Wszystko! Przygotowują dania niesamowite, kreatywne i często... absolutnie niewykonalne w domu. Iron Chef of America budzi emocje podobne jak Top Model czy Mam Talent - tylko branża inna ;)
Ten przepis na baklawę opublikowano w 2000 roku - 11 lat przed erą Iron Chef. Dlatego też można go spokojnie zrobić w domu, nie wymaga żadnych wyszukanych sprzętów. Radzimy użyć jabłek Granny Smith lub innych kwaśnych - to bardzo ważne, ponieważ deser jest dość słodki, a kwasowatość jabłek idealnie przełamuje nuty miodu i cukru. Zamiast orzechów nerkowca i orzechów laskowych możemy użyć 2 szklanek posiekanych pistacji. Niestety, nie jesteśmy w stanie podać dokładnego czasu przygotowania deseru, ponieważ robiliśmy go na raty. Nie powinno to jednak zająć więcej niż godzinę (plus 45 minut na pieczenie). Polecamy z gorzką herbatą lub espresso. Z podanych składników otrzymamy baklawę wypełniającą naczynie żaroodporne o wymiarach kartki A4.


Czas przygotowania: około godziny
Czas pieczenia: 45 minut

Składniki:
20 płatów ciasta filo
1/2 kostki masła
5 jabłek Granny Smith
2 łyżki cynamonu
2 szklanki orzechów włoskich
1 szklanka orzechów nerkowca
1 szklanka orzechów laskowych
3 cytryny
1/3 szklanki miodu + 4 łyżki
1 szklanka cukru
1 1/2 szklanki wody

Jabłka obieramy i siekamy w kostkę o boku 5 mm. Orzechy siekamy i prażymy. Cytryny sparzamy, z dwóch ścieramy skórkę na tarce o najmniejszych oczkach i wyciskamy sok. Z ostatniej cytryny nożem odkrawamy skórkę uważając, by nie było na niej zbyt dużo białego miąższu. 
Do dużego garnka wrzucamy jabłka, sok z cytryny, startą skórkę cytrynową, dodajemy cynamon, 4 łyżki miodu, zagotowujemy mieszając i gotujemy na małym ogniu 3 minuty mieszając dość często. Jabłka odcedzamy, studzimy, dodajemy orzechy i mieszamy.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 stopni Celsjusza. Masło rozpuszczamy. Dno blaszki w której będziemy piec baklawę smarujemy masłem, układamy 5 płatów ciasta filo. Resztę ciasta przykrywamy folią spożywczą i wilgotnym ręcznikiem. Na cieście wykładamy 1/3 masy jabłkowo-orzechowej, przykrywamy 3 płatami ciasta filo, smarujemy masłem, układamy kolejną porcję masy jabłkowej, przykrywamy 3 płatami ciasta filo, układamy ostatnią porcję jabłek i przykrywamy resztą płatów ciasta filo. Smarujemy górę masłem i wstawiamy do piekarnika. Warto sprawdzić po 35 minutach czy ciasto się nie zarumieniło od góry - powinno być złote. Jeśli tak się stało, przykrywamy je folią aluminiową i pieczemy jeszcze 10 minut. Oryginalny przepis mówi, żeby baklawę piec godzinę - my piekliśmy ją 45 minut w piekarniku z termoobiegiem. Najważniejsze, żeby nie przypalić góry i spodu. 
W trakcie pieczenia baklawy, przygotowujemy syrop. Cukier, wodę, 1/3 szklanki miodu i skórkę z cytryny gotujemy na małym ogniu, doprowadzamy do wrzenia. Gorący syrop wylewamy na gorącą baklawę i odstawiamy na noc, starając się nie ulec pokusie zjedzenia baklawy od razu. Naprawdę smakuje lepiej następnego ranka.

niedziela, 20 listopada 2011

Spanakopita

Bardzo lubimy szpinak, ale tym razem chcieliśmy przygotować go inaczej niż zwykle. Zazwyczaj szpinak ląduje w lasagnii, spaghetti lub naleśnikach. Dawno temu M. szukając w Internecie sposobu na wykorzystanie szpinaku znalazła właśnie spanakopitę. Jest to grecki przysmak z ciasta filo przełożonego szpinakiem, fetą z delikatną nutą gałki muszkatołowej. Spanakopita może mieć formę zapiekanki lub małych trójkącików (wielkości kawałków baklawy). Bardzo kusił nas ten przepis, ale  ciasto filo zawsze wydawało nam się za drogie, żeby zapiekać w nim zwykły szpinak. Na szczęście dla nas, ostatnio okazało się, że bywa nawet tańsze niż ciasto francuskie. Bez wahania kupiliśmy dwie rolki i jedną z nich od razu wykorzystaliśmy do przygotowania spanakopity. Bardzo ją polecamy - nawet jeśli filo postanowicie zastąpić ciastem francuskim. Nadzienie jest niesamowite - pietruszka i gałka muszkatołowa wspaniale grają ze szpiankiem i fetą, ale nie są przytłaczające (mimo intensywności ich smaku). Oczywiście, zamiast szpinaku mrożonego można użyć świeżego. Trzeba go umyć, zblanszować i bardzo dobrze odcedzić. Nadzienie nie może być zbyt wilgotne, ponieważ ani filo ani ciasto francuskie tego nie wytrzymają.
Jeszcze jedna uwaga dotycząca fety - tym razem użyliśmy bułgarskiej fety z mleka owczego. Po raz pierwszy jedliśmy taką fetę, bliższą oryginalnej, i przyznajemy, że smakuje zupełnie inaczej niż polska feta (czyli np. favita produkowana przez Mlekovitę). Jesteśmy pewni, że smak i rodzaj sera są kluczowe dla ostatecznego smaku zapiekanki. Dlatego jeśli już inwestujecie w filo, to radzimy również zainwestować w dobrą fetę - nie potrzeba jej dużo.
Nie podajemy źródła przepisu, ponieważ jest on wypadkową co najmniej 10 przepisów, które znaleźliśmy w sieci. Podajemy więc proporcje, które wykorzystaliśmy my w naszej wersji tej potrawy.
Z podanych składników wyjdą cztery solidne porcje spanakopity. Polecamy piec ją w naczyniu o wymiarach 20 cm x 20 cm.


Czas przygotowania: 40 minut
Czas pieczenia: 30 minut

Składniki:
15 rozmrożonych płatów ciasta filo
1 kostka masła
1/2 kg mrożonych liści szpinaku
1 średniej wielkości szalotka
2 łyżki oliwy z oliwek
15 dag sera feta
10 dag sera ricotta
1 łyżka soku z cytryny
1 jajko
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
1/4 łyżeczki soli (opcjonalnie)
1 łyżeczka gałki muszkatołowej

Szpinak rozmrażamy podgrzewając w garnku, aż wyparuje z niego cały płyn - szpinak musi być prawie suchy. Studzimy.
Szalotkę drobno siekamy. Na patelni podgrzewamy oliwę z oliwek i smażymy na niej szalotkę, aż będzie szklista. Pietruszkę myjemy i drobno siekamy. Czosnek drobno siekamy lub przepuszczamy przez praskę. Jajko rozkłócamy. Do zimnego szpinaku dodajemy szalotkę, pietruszkę, czosnek, sok z cytryny, pokruszoną fetę i ricottę. Szpinak i sery mieszamy palcami do momentu, kiedy grudki fety będą wielkości grochu. Przyprawiamy pieprzem i gałką. Jeśli masa wydaje się nam za mało słona, dodajemy sól. Do powstałej masy dodajemy jajko i mieszamy.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza.
Masło rozpuszczamy. Naczynie w którym będziemy piekli spanakopitę smarujemy masłem.
Przygotowujemy kawałek folii spożywczej o wielkości płatów ciasta filo i wilgotną ścierkę (przydadzą nam się do przykrywania ciasta).
Na dno posmarowanego masłem naczynia układamy 5 płatów ciasta filo. Pozostałe płaty przykrywamy folią i ściereczką. Ciasto w formie smarujemy rozpuszczonym masłem, układamy nadzienie szpinakowe i przykrywamy resztą ciasta. Smarujemy rozpuszczonym masłem i wstawiamy do piekarnika na 35 minut lub do momentu zarumienienia ciasta. Upieczoną spanakopitę wyjmujemy z piekarnika, pozwalamy jej odpocząć 10 minut i kroimy.

piątek, 18 listopada 2011

Tort bezowy z owocami leśnymi

Swój pierwszy tort bezowy z kremem kawowym M. zrobiła na wieczór panieński przyjaciółki. Zdając sobie sprawę z ułomności piekarnika postanowiła wykorzystać gotowe spody bezowe. Są o tyle dobre, że oszczędzają sporo czasu i o tyle złe, że łatwo się rozpadają i smakują głównie cukrem. Przepis na ten tort znaleźlismy na blogu Moje Wypieki (osobiście uważam, że Pani Dorota zasługuje na nagrodę prezydenta za propagowanie domowych wypieków i udowadnianie ludziom, że bycie domowym cukiernikiem może być łatwe i przyjemne).
Jeśli zdecydujecie się - tak jak my tym razem - przygotować własne bezy, to radzimy zrobić to dzień wcześniej. Tu wiele jest kwestią piekarnika. Najlepsze są te z termoobiegiem, bo bezy szybciej się w nich suszą. Niektóre przepisy zalecają pieczenie bezy przez godzinę w wyższej temperaturze, a potem suszenie przez następne 2-3 godziny w niższej; w innych podawany jest po prostu długi czas pieczenia przy około 120 stopniach...
Chrupiące bezy, pyszny krem, który idealnie gra ze słodyczą blatów. Tort radzimy zjeść tego samego dnia - po nocy spędzonej w lodówce beza mięknie. Zamiast owoców leśnych, można użyć truskawek. Pod żadnym pozorem nie należy pomijać owoców - są czymś więcej niż dekoracją, bez nich tort robi się nieznośnie słodki i kremowo mdły.



Czas przygotowania: 40 minut
Czas pieczenia bez: 3 godziny

Składniki:
6 białek
1 3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka skrobii ziemniaczanej
250 g serka mascarpone
250 ml kremówki
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
50 owoców leśnych

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 140 stopni Celsjusza. Na papierze do pieczenia rysujemy 2 okręgi o średnicy 25 cm. 
Białka ubijamy na sztywną pianę, stopniowo dodajemy cukier ciągle ubijając, na koniec dodajemy sok z cytryny, skrobię i delikatnie mieszamy. Wykładamy pianę na blachę, trzymając się okręgów wykreślonych na papierze do pieczenia. Gotowe blaty wstawiamy do piekarnika, pieczemy godzinę, a potem obniżamy temperaturę do 100 - 110 stopni i suszymy około 2 godzin. Po tym czasie uchylamy drzwiczki piekarnika i pozwalamy bezom wyschnąć. Po godzinie suszenia spody bezowe można przewrócić jeśli by się okazało, że nie są wystarczająco suche. Zaraz po upieczeniu gorące bezy mogą się wydawać wilgotne, więc nie panikujmy.
Pora na przygotowanie kremu. W łyżce gorącej wody rozpuszczamy kawę i studzimy. Śmietankę ubijamy na sztywno, dodajemy mascarpone, kawę i cukier. Ubijamy do powstania jednolitej gęstej masy. Gotową masą przekładamy tort i smarujemy wierzch, na którym układamy owoce leśne lub truskawki. 

środa, 16 listopada 2011

Whoopie Pie

Pierwsze whoopie pies zobaczyliśmy w Starbucksie. Malutkie czekoladowe ciasteczka przypominały kanapki z białym kremem. Kupiliśmy, zjedliśmy i bardzo nam posmakowały. Tego samego dnia oglądając program o najlepszych słodyczach w Stanach Zjednoczonych dowiedzieliśmy się, że whoopie pies to najpewniej smakołyki farmerów z Nowej Anglii. A może Amiszów z Pensylwanii? Występująca w tym programie pani historyk jedzenia (co za specjalność!) nie była w 100% przekonana skąd dokładnie pochodzą, ale opowiadała za to o etymologii nazwy. Otóż, zadowoleni farmerzy otwierający swoje tobołki z drugim śniadaniem przygotowane przez żony idealne mieli podobno krzyczeć z radości "whoopie". New York Times poświęcił im cały artykuł. Dzięki niemu trafiliśmy do cukierni Fraiche niedaleko Chicago na najbardziej gliniaste i czekoladowe ciastka jakie kiedykolwiek jedliśmy. Jedna słodka kanapka kosztowała 3 dolary i skutecznie nas zapchała na całe popołudnie. Ponieważ była jeszcze lepsza niż Starbucksowa wersja, postanowiliśmy poszukać jakiegoś przepisu i zrobić własne whoopie pies. Są naprawdę pyszne. Skoro siostrzenice M. (te same, które prosiły o spaghetti taco) zażądały powtórki, to znaczy że ciastka muszą być wyjątkowe.
Przepis na whoppie pies który wykorzystaliśmy pochodzi z magazynu Gourmet. Jednym ze składników jest krem z pianek marshmallows. Przepis na krem marshmallow można znaleźć na stronie Food Network. Jeśli jednak nie chcecie robić kremu, proponujemy ciastka przełożyć gotowymi dużymi piankami. Między dwa ciastka włóżcie dużą piankę. Tak przygotowane ciastka wstawcie do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza na 3 minuty. Po wyjęciu pozwólcie piankom ostygnąć, w przeciwnym razie oparzenie języka gwarantowane.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki kakao w proszku
1 1/4 łyżeczki sody 
1/2 łyżeczki soli
1 jajko
1 szklanka maślanki
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 szklanka brązowego cukru
1/2 kostki miękkiego masła 

krem:
1/2 kostki miękkiego masła
1 łyżka cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 szklanki kremu z pianek marshmallow

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Blaszkę wyściełamy papierem do pieczenia. W misce mieszamy mąkę, kakao, sól i sodę. Do maślanki dodajemy ekstrakt waniliowy i mieszamy. Masło i brązowy cukier ubijamy mikserem na puszystą masę (zajmie nam to 3 minuty). Dodajemy jajko, miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Zmieniamy mieszadła miksera na haki. Do masy cukrowo-maślano-jajecznej dodajemy na przemian mieszankę składników sypkich i maślanki zaczynając i kończąc na mące (mąka, maślanka, mąka, maślanka, mąka). Zanim dodamy kolejne składniki upewniamy się, że masa w misce jest na pewno jednolita. Gotową masę nabieramy łyżką do zupy lub łyżką do lodów i układamy na papierze do pieczenia. Musimy zrobić parzystą liczbę ciastek. Nam wyszło 22. Ciasto wkładamy do piekarnika na 11-15 minut (upieczone ciasto przy dotyku musi być sprężyste). Nasze ciasto w piekarniku z termoobiegiem piekło się równo 11 minut. Gotowe spody wyjmujemy z piekarnika i studzimy na kratce. Ciastka przed smarowaniem kremem muszą być wystudzone, w przeciwnym razie krem się roztopi.
Krem przygotowujemy dokładnie miksując wszystkie składniki. Można przygotować go wcześniej i trzymać w lodówce. Płaską część ciastka smarujemy kremem, przykrywamy drugą połówką i... zjadamy.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Zupa z czarnej fasoli

Klasyczna polska fasolówka jest raczej rzadka i delikatna, trochę podobna do zupy jarzynowej. Tym razem proponujemy zupę fasolową inspirowaną bardziej amerykańsko-meksykańskimi smakami. Przepis znaleźliśmy w Food Network Magazine, był częścią reklamy fasoli w puszce. Od klasycznej fasolówki, jaką znaliśmy z dzieciństwa różni ją przede wszystkim to, że do jej przygotowania używa się dwóch rodzajów fasoli: czarnej i czerwonej. Gdybyście mieli problemy z dostaniem czarnej fasoli, można z powodzeniem zastąpić ją białą, zupa będzie miała inny kolor. Trzeba też uważać z ostrością - papryczki chipotle, które są w przepisie (można je zastąpić jalapeño czyli ich niewędzoną wersją) bywają bardzo pikantne. 


Czas przygotowania: 40 minut


Składniki:
2 puszki czarnej fasoli
1 puszka czerwonej fasoli
1 papryczka chipotle w sosie
1/2 papryki zielonej
1/2 papryki czerwonej
1 średniej wielkości cebula
3 ząbki czosnku
1 łyżka kuminu
2 łyżki oliwy z oliwek
3 szklanki bulionu drobiowego

Paprykę i cebulę drobno siekamy. Siekamy czosnek. Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek i na małym ogniu smażymy do miękkości paprykę czerwoną, zieloną i cebulę (zajmie to około 10-15 minut). Kiedy warzywa zmiękną, dodajemy czosnek i kumin i smażymy około 30 sekund.
Fasolę odcedzamy z płynu (niezbyt dokładnie). Jedną puszkę fasoli (czarnej) blendujemy z papryczką i bulionem, reszta fasoli zostaje w całości. Wszystkie składniki wlewamy do garnka, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy około 10 minut. Zupa powinna zgęstnieć. Możemy ją podawać z kleksem śmietany, świeżo posiekanym pomidorem i kolendrą.

sobota, 12 listopada 2011

Ciasteczka owsiane z masłem orzechowym

Ciastka owsiane uwielbiamy. Zawsze jednak robiliśmy je korzystając ze standardowego przepisu, który opublikowaliśmy tutaj. Dzisiaj wpadła nam w ręce książka Marthy Stewart Cookies i nie mogliśmy się oprzeć pokusie chrupiących ciasteczek owsianych z masłem orzechowym. Co ciekawe, ciasteczka są bardzo chrupiące, ale tylko godzinę po upieczeniu. Potem miękną i stają się delikatnie ciągnące. Oryginalny przepis oczywiście zmodyfikowaliśmy - zamiast orzeszków ziemnych dodaliśmy płatki migdałowe, uprażone orzechy włoskie, suszone wiśnie, jagody i żurawinę. Po prostu takie bakalie mieliśmy pod ręką. Z tego całego zestawu smakowo chyba najlepiej sprawdziły się suszone jagody... Z podanych proporcji wychodzi około 30 sporych ciastek. Są przepyszne, więc bardzo polecamy!


Czas przygotowania: 15 minut
Czas pieczenia: 13-15 minut

Składniki:
3 szklanki płatków owsianych zwykłych
1/3 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/4 łyżeczki soli
1 szklanka cukru brązowego jasnego
1 szklanka cukru białego
2/3 szklanki masła w temperaturze pokojowej
1/2 szklanki masła orzechowego
2 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/2 szklanki płatków migdałowych
1/4 szklanki posiekanych i uprażonych orzechów włoskich
1/4 szklanki suszonych jagód, wiśni i kandyzowanej żurawiny

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Blachę wyściełamy papierem do pieczenia. W misce mieszamy płatki, mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól, bakalie. W drugiej misce ubijamy mikserem przez około 3 minuty masło, masło orzechowe z cukrem białym i brązowym. Ma powstać jasna i puszysta masa. Dodajemy do niej jajko, ekstrakt i dokładnie miksujemy. Do powstałej masy dodajemy mieszankę płatków i bakalii, dokładnie mieszamy. Masę ciasteczkową nabieramy łyżką do lodów lub zwykłą łyżką do zupy i układamy na blaszce zostawiając między ciasteczkami spore odstępy - w pieczeniu ciastka się "rozlewają". Pieczemy 12-15 minut, aż brzegi ciasteczek będą rumiane. Wyjmujemy z piekarnika i czekamy, aż ciastka ostygną. Świeżo upieczone są bardzo "płynne" i potrzebują chwili, żeby utrzymać swój ostateczny kształt.

piątek, 11 listopada 2011

Schab na szybko w pięciu smakach

Zasadniczo powinny to być polędwiczki - a nie schab. Taki przepis znaleźliśmy w październikowym numerze Food Network Magazine. Tak się jednak złożyło, że w naszej lodówce był schab właśnie. A skoro przepis ma być szybki - to przecież nie można go traktować tak dosłownie... Oczywiście, polędwiczki byłyby delikatniejsze, ale rozbity cienko schab, zwłaszcza z przedniej części, też daje radę. Mogłyby być również sznycle. Ale przecież nie tylko o mięso tu chodzi. Ta potrawa zdobyła nasze zainteresowanie przede wszystkim grą smaków i kolorów. Brokuły i pomarańcza jaskrawo zestawione ze sobą, do tego ostry imbir, cebula i przyprawa pięciu smaków... Szybki i niebanalny obiad - polecamy!



Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
2 plastry schabu po 150 g każdy
1 mała pomarańcza
1 mały brokuł
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
3 cm korzenia imbiru
4 łyżki oleju
3 łyżeczki soli
2 łyżeczki przyprawy pięć smaków
2 łyżeczki pieprzu

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza. Pomarańczę kroimy w ósemki razem ze skórką. Brokuły myjemy, suszymy, różyczki przekrawamy na pół. Cebulę kroimy w bardzo cienkie piórka, podobnie imbir. Czosnek siekamy niezbyt drobno. Na dno płaskiego naczynia żaroodpornego lejemy 2 łyżki oleju, wrzucamy posiekane składniki, oprószamy łyżeczką soli i łyżeczką pieprzu.
Schab rozbijamy na grubość 1,5 cm, oprószamy resztką soli, pieprzu, posypujemy przyprawą pięciu smaków i rumienimy na rozgrzanym oleju po 2 minuty z każdej ze stron. Schab kładziemy na warzywach, wstawiamy do piekarnika na 20 minut i pieczemy bez przykrycia. Na talerze nakładamy każdego składnika po trochu - tak żeby było kolorowo.

niedziela, 6 listopada 2011

Spaghetti Taco

Intrygująca nazwa, prawda? Spaghetti taco to nic innego jak połączenie spaghetti bolognese i twardych tortilli z których robimy tacos. Dziwne, nie? Nie jest to absolutnie nasz pomysł - jedynie urzeczywistnienie próśb siostrzenic M. Spaghetti taco to danie, które jedzą bohaterowie serialu iCarly emitowanego na kanale Nicolodeon. Nawet New York Times zajął się tematem i postanowił opisać ten amerykański fenomen. Amerykańskie dzieciaki absolutnie oszalały na punkcie tego prostego dania. Podobno niektóre mamy dodają do spaghetti wszystko to, co zazwyczaj dodają do tacos - świeże pomidory, paprykę, sałatę lodową, salsę, cheddar. My zrezygnowaliśmy z tych dodatków ze względu na bardzo ograniczoną tolerancję dziewczynek (tzn. siostrzenic M.) na wszelkie nowości. Na szczęście, spaghetti taco bardzo im smakowały. Każdy może wykorzystać swój ulubiony przepis na spaghetti bolognese i takie właśnie serwować w chrupiących tortillach.




Czas przygotowania: 1 godzina

Składniki dla 4 osób:
1 paczka makaronu spaghetti
1/2 kg mielonej wołowiny
1 cebula drobno posiekana
2 ząbki czosnku
2 puszki pomidorów
1 szklanka passaty pomidorowej
sól
pieprz
oregano
bazylia
8 chrupiących tortilli kukurydzianych

Na oliwie z oliwek smażymy drobno posiekaną cebulkę. Do miękkiej cebuli dodajemy mięso i smażymy rozdrabniając je widelcem, dodajemy drobno posiekany czosnek i smażymy kolejne 30 sekund. Do mięsa dodajemy passatę pomidorową, posiekane odcedzone pomidory, czosnek, sól, pieprz. Smażymy do zredukowania płynu, doprawiamy bazylią i oregano.
Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Tortille odgrzewamy w piekarniku. Każdą tortillę napełniamy spaghetti i serwujemy. 

piątek, 21 października 2011

Tagliatelle z dynią, cukinią i serem ricotta

Jesień widać i czuć coraz mocniej. Jest pochmurno, deszczowo i książkowo tzn. jedyna aktywność, na jaką naprawdę mamy ochotę wieczorami to picie kawy i czytanie książek. Głód jednak nas nie opuszcza (jak głosi hasło jednej z kulinarnych stacji telewizyjnych - "always stay hungry"), a stragany z różnymi dyniami kuszą. Ulegliśmy pokusie i postanowiliśmy przygotować danie, którego kolory przypomną nam o tym, czego nie ma - słońcu. Jest więc bardzo żółte, ale - jak na jesień przystało - sycące. Czas przygotowania może wydawać się długi, ale to dlatego, że dynię trzeba obrać i pokroić, a cukinię dokładnie umyć. Takie niby prozaiczne czynności przy braku światła są takie czasochłonne...


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
2 porcje makaronu tagliatelle
1 średniej wielkości żółta cukinia
2 szklanki dyni piżmowej pokrojonej w kostkę
2 łyżki masła
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
150 g ricotty
sól
pieprz
1 łyżka oregano
parmezan do posypania

Dynię obieramy i kroimy w kostkę. Cukinię dokładnie myjemy, kroimy w talarki grubości 3-5 mm pozostawiając skórkę. Na patelni rozgrzewamy masło, wrzucamy dynię i dusimy pod przykryciem około 10 minut. Jeśli dynia zacznie się przypalać, podlewamy ją wodą. Po 10 minutach na patelnię wrzucamy cukinię, posypujemy 1 łyżeczką soli i przykrywamy. W międzyczasie przygotowujemy makaron. Po około 5 minutach cukinia i dynia powinny być miękkie. Dodajemy do nich czosnek przeciśnięty przez praskę, pieprz, ewentualnie sól, oregano, gałkę i ricottę. Mieszamy wszystko energicznym ruchem, zdejmujemy z ognia i mieszamy z makaronem. Podajemy oprószone parmezanem.

czwartek, 13 października 2011

Sałatka ze szpinaku z truskawkami i kakaowym winegretem

Długo zajęło nam odczarowanie szpinaku - w dzieciństwie go w ogóle nie jedliśmy, ale i tak był symbolem jakiegoś niezbyt dobrego jedzenia, zielonej paćki bez smaku. Nie pomagały kreskówki o marynarzu Popeye, który dzięki szpinakowi z puszki stawał się raptem silny i odważny... Szpinak nie ma dobrego PR-u, a jest naprawdę smaczny. Do tej pory próbowaliśmy szpinaku duszonego w różnych wydaniach, a tym razem sięgnęliśmy po szpinak świeży, z którego z powodzeniem można zrobić znakomite sałatki. Tę poleciła nam Agnieszka, która cały czas twierdzi że jest to najlepsza sałatka, jaką jadła. Oryginalnie przepis pochodzi z Kwestii Smaku, a przynajmniej tam go znaleźliśmy. Oczywiście wprowadziliśmy drobne modyfikacje - nie dodawaliśmy cukru i śmietanki. Szpinak w tej sałatce ma słodkawe towarzystwo - to połączenie smaków jest niebanalne i - jeśli spróbujecie - przekonacie się, że szpinak naprawdę ma intensywny smak!
Z naszego doświadczenia wynika, że z podanych niżej proporcji na winegret wychodzi go tyle, że spokojnie wystarczy na podwójną porcję sałaty. Ale może to tylko kwestia gustu - i używaliśmy go zbyt oszczędnie...
Przepis jest trochę nie z tego sezonu, przyznajemy. Ale koniecznie chcieliśmy się nim z Wami podzielić. Zjedzenie tej sałatki jesienią trochę kosztuje... Truskawki teraz są drogie, a poza tym nie smakują tak jak latem. I są niepolskie - co niektórym mogłoby przeszkadzać...


Czas przygotowania: 20 minut

Składniki:
4 garści świeżych liści szpinaku
1 kulka mozarelli
250 g truskawek
1/2 szklanki orzechów włoskich


Kakaowo-truskawkowy winegret:
150 g truskawek pokrojonych na kawałki
1 łyżka miodu
2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżeczka kakao
1 łyżeczka oliwy z oliwek

Zaczynamy od przygotowania sosu. Wrzucamy do rondelka wszystkie składniki i zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia, blendujemy i odstawiamy do studzenia.
Szpinak myjemy i suszymy, mozzarellę rwiemy na kawałki, truskawki kroimy na połówki lub w ćwiartki, orzechy prażymy na patelni.
Na talerzu układamy szpinak, mozzarellę, truskawki i posypujemy orzechami, polewamy winegretem. Podajemy z bagietką lub crostini.

niedziela, 9 października 2011

Ziemniaczano-cebulowe gratin

Dziś świetny dodatek do pieczonego mięsa. Nie jest to dodatek zupełnie zdrowy (ze względu na dość dużą zawartość tłuszczu), ale rewelacyjny - i nawet miłośnik zdrowego jedzenia Jamie Oliver uważa, że jeśli używamy boczku najlepszej jakości i takiego też masła, możemy sobie pozwolić na taki kulinarny występek raz na jakiś czas... Ziemniaki ze słodką cebulą są rewelacyjne - pachną wędzonym boczkiem i smakują masłem, do tego na wierzchu robią się chrupiące. Nie polecamy na co dzień, ale na zimne jesienne popołudnie tak. Z podanych proporcji wyjdą nam 3 porcje.


Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 45-50 minut

Składniki:
1/2 cebuli cukrowej
2 duże ziemniaki
3 łyżki masła
4 cienkie plastry boczku
sól
pieprz

Cebulę obieramy i siekamy na bardzo cienkie talarki. Ziemniaki obieramy i również kroimy w cienkie plasterki - my do zrobienia plasterków użyliśmy tarki (z ostrzem jak w szatkownicy). Ziemniaki dzielimy na trzy równe porcje, a cebulę na dwie. Na dnie małego naczynia żaroodpornego (nasze miało długość 20 cm) układamy plasterki boczku, a na nich pierwszą warstwę ziemniaków. Posypujemy je 1/4 łyżeczki soli, 1/4 łyżeczki pieprzu i 1 łyżką posiekanego masła. Przykrywamy warstwą cebuli. Układamy kolejną warstwę ziemniaków,  przyprawiamy, dodajemy masło, cebulę i tak do wyczerpania składników. Przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po 20-30 minutach odkrywamy naszą zapiekankę i pieczemy jeszcze ok. 10-20 minut - do momentu w którym wierzchnia warstwa ziemniaków będzie zarumieniona (a to zależy od piekarnika). Gotowe gratin jemy gorące jako dodatek do mięsa albo ryby.

piątek, 7 października 2011

Zupa krem z dyni piżmowej i słodkich ziemniaków

Sezon dyniowy w pełni - widać to i w warzywniakach i na blogach kulinarnych. Dynia ma to do siebie, że jest składnikiem idealnym tzn. można z niej zrobić prawie wszystko - począwszy od samodzielnego dania skończywszy na chlebie czy ciastkach. Pole do dyniowych popisów jest więc szerokie. 
Przepis, który prezentujemy znaleźliśmy w książce Nigelli Lawson. Ponieważ nie zapamiętaliśmy proporcji, a książkę zdążyliśmy oddać do biblioteki, postanowiliśmy przeszukać jej oficjalną stronę. Przepis się znalazł. Polecamy tę zupę ze względu na dodatek gałki muszkatołowej - Nigella sugeruje cynamon, ale my go pominęliśmy. Dodaliśmy za to więcej warzyw, żeby zupa była gęstsza.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
1/2 kg dyni piżmowej - butternut squash (po obraniu)
25 dkg słodkich ziemniaków
3 szklanki rosołu
1 łyżeczka gałki muszkatałowej
sól
pieprz

Dynię obieramy, usuwamy pestki i kroimy w kostkę. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Do garnka wlewamy rosół (najlepiej swój, choć oczywiście może być też taki z kostki), dodajemy warzywa, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy pod przykryciem, aż dynia i ziemniaki będą miękkie (około 20-30 minut). Ugotowaną zupę blendujemy, doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Podajemy z kleksem maślanki i crostini.

piątek, 30 września 2011

Tarta serowo-cebulowa

Nasi stali Czytelnicy na pewno pamiętają czasy, kiedy wszystkie wypieki prezentowane na blogu były bardzo blade. Ponieważ od pewnego czasu mamy dostęp do sprzętu z termoobiegiem, musieliśmy się przyzwyczaić do częstszego sprawdzania poziomu przypieczenia góry naszych potraw. Jak widzicie na zdjęciu, ta tarta wygląda wyjątkowo uroczo właśnie dlatego, że jest zapieczona od góry. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie to miłe uczucie wyjmować z piekarnika takie rumiane cuda. 
Tarta jest naprawdę prosta, szybka i smaczna (lecz nieco ciężkostrawna). To danie świetnie nadawałoby się do cyklu pt. "Sprzątamy lodówkę". Zamiast sera pecorino (użyliśmy go, bo był na promocji), możemy użyć parmezanu lub zupełnie pominąć ten rodzaj sera. Co do kabanosów - to może je równie dobrze zastąpić wędzony boczek lub szynka. Bardzo polecamy przepis na kruchy spód - cudownie się rozwarstwia i ma maślany smak. Majeranek dobrze komponuje się z cebulą i kabanosami, ale do innych tart można użyć innych przypraw. Jeszcze jedna uwaga dotycząca cebuli. Cebula cukrowa jest rewelacyjna - dużo delikatniejsza i szlachetniejsza od białej. Najcudowniejsze jest jednak w niej to, że przypalając się nabiera słodyczy (mówimy o delikatnym karmelizowaniu, a nie przypaleniu!).


Czas przygotowania: 30 minut
Czas oczekiwania: 60 minut
Czas pieczenia: 45 minut

Składniki:
kruchy spód
1 1/4 szklanki mąki pszennej
7 łyżek zimnego masła
3 łyżki lodowatej wody
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka majeranku

nadzienie
1 duża cebula cukrowa
1/2 kabanosa
1 jajko
1/2 szklanki śmietany 12%
3/4 szklanki startego sera żółtego (najlepiej gouda)
1/4 szklanki startego sera pecorino romano
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka świeżo mielonego pieprzu

W misce mieszamy mąkę, sól i majeranek. Masło siekamy na drobne kawałki, dodajemy do mąki i szybko wyrabiamy ręką do momentu, w którym masło i mąką nie stworzą kuleczek wielkości grochu. Dodajemy wodę, wyrabiamy do momentu, w którym ze składników da się uformować kulę. Zawijamy ją w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na godzinę. 
W tym czasie przygotowujemy nadzienie. Cebulę siekamy w cienkie talarki i podsmażamy pod przykryciem na 1 łyżce oliwy z oliwek. Kabanosa kroimy w cienkie plasterki i dodajemy do cebuli. Podsmażamy do momentu w którym cebula będzie szklista i miękka. Zdejmujemy patelnię z ognia. 
W oddzielnej miseczce rozkłócamy jajko ze śmietaną, dodajemy oba rodzaje sera, sól, pieprz, mieszamy. 
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Formę do tarty wyklejamy ciastem, gęsto nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika z włączonym termoobiegiem na ok. 12-15 minut (aż będzie złote). Spód wyjmujemy z piekarnika, układamy na nim cebulę z kabanosami, wylewamy masę serowo-jajeczną i wstawiamy do piekarnika na 30 minut. Warto po 25 minutach sprawdzić, czy masa jest ścięta. Jeśli nie - pieczemy do momentu, w którym masa przy poruszaniu formą pozostanie w bezruchu.

wtorek, 20 września 2011

Pizza najprostsza

Pizza to najpopularniejsze danie włoskiej kuchni - jest chyba znana na całym świecie i smakuje setkom milionów ludzi. Pizzerie prześcigają się w liczbie proponowanych gatunków pizzy: na grubym cieście, na średnim cieście, na cienkim cieście, na chrupiącym cieście, na gumowatym cieście. Zasada jest prosta: ciasto, sos pomidorowy i ser to podstawa - a na wierzch może pójść już co tylko dusza zapragnie: nawet krewetki, kalmary, szpinak i jajko sadzone.
Śmieszne jest to, jak różni restauratorzy nadają nazwy wymyślonym przez siebie pizzom - każda musi brzmieć po włosku. A że Włosi często nie mają pojęcia, że coś takiego można w ogóle wymyślić, to już ich sprawa... Prawda jest taka, że pizza jest tak zglobalizowana, że przestała już być włoska. Pizza Hut regularnie oferuje w polskich restauracjach pizzę z góralskim oscypkiem, a my widzieliśmy nawet w jakiejś małej pizzerii pizzę z kapustą kiszoną (sic!). Z drugiej strony - autorskie wariacje na temat pizzy mogą być kulinarnym majstersztykiem. My polecamy np. białą pizzę Magdy Gessler w "Bellini" na Rynku Starego Miasta (grzyby, gruszki, kozi ser, rukola) - chyba najlepsza jaką do tej pory jedliśmy.
We "Włoskiej wyprawie Jamiego" (Olivera, oczywiście) pizza występuje na zdjęciach w swojej najbardziej pierwotnej postaci - cienki placek z drożdżowego ciasta, sos pomidorowy i bezładnie rzucone śródziemnomorskie składniki. Nikt się tam nie martwi o ich równomierne rozprowadzenie albo o idealnie okrągły kształt... To właśnie bliska nam zasada - pizza ma być prosta, bezproblemowa, ma być szybkim ciepłym daniem, które może zrobić każdy. Również ktoś, kto na co dzień używa mrożonej pizzy odgrzewanej w mikrofalówce albo bawi się w robienie pizzy na gotowych spodach...
Z tego przepisu korzystaliśmy już wiele razy. Najpierw robimy ciasto, a potem przygotowujemy składniki. W czasie gdy pokroimy składniki, drożdże "ruszą" i ciasto zacznie rosnąć. Proste. Tym razem użyliśmy sosu pomidorowego własnej roboty (gdy nie mamy go pod ręką, używamy pomidorowej passaty albo koncentratu pomidorowego). Nie musimy chyba pisać, że dobór składników jest kwestią Waszego gustu - i wyposażenia lodówki, jakim dysponujecie w danej chwili. Nie radzimy tylko przesadzać z ich ilością.


Czas przygotowania: 20 minut + czas na przygotowanie sosu
Czas pieczenia: 10-12 minut 

Składniki:
ciasto
3 szklanki mąki
50 g świeżych drożdży lub 25g suchych
1 łyżka cukru
2 łyżeczki soli
1 szklanka wody
4 łyżki oliwy z oliwek

sos pomidorowy
2 kg pomidorów
1 łyżka bazylii
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka pieprzu
1/2 ząbka czosnku (opcjonalnie)

dodatki
2 kule mozzarelli
8 plastrów pepperoni
20 oliwek

Najpierw przygotowujemy sos. Pomidory dokładnie myjemy, kroimy na kawałki dowolnej wielkości, wrzucamy do garnka, dodajemy 1/4 szklanki wody i zaczynamy gotować. Po 15 minutach, kiedy pomidory się rozpadną, za pomocą sitka przecieramy je do drugiego garnka. Skóry i pestki wyrzucamy, a pozostały płyn redukujemy na małym ogniu co jakiś czas mieszając. Zajmie to około godziny. Pod koniec gotowania trzeba sos mieszać naprawdę często. Kiedy osiągnie konsystencję powideł śliwkowych, doprawiamy go solą, pieprzem, ziołami, czosnkiem i zdejmujemy z ognia. Idealnie nadaje się do kanapek!

Ciasto to kwestia kilku minut. Do miski wsypujemy mąkę, cukier, kruszymy świeże drożdże lub wsypujemy suche, mieszamy, dodajemy wodę, sól i oliwę. Ciasto wyrabiamy do momentu, w którym będzie miękkie i elastyczne - około 10-15 minut. Ciasto musi być miękkie, w przeciwnym razie nie będzie chciało rosnąć. Wyrobione ciasto wałkujemy i wykładamy na blaszkę na której będziemy piekli pizzę. Teraz pora na krojenie naszych ulubionych dodatków i rozgrzanie piekarnika do 210 stopni Celsjusza. 
Wyrośnięty spód smarujemy sosem pomidorowym, układamy na nim wybrane dodatki i wstawiamy do piekarnika na 10-12 minut. Pizza jest gotowa, kiedy jej spód jest delikatnie zarumieniony.
Smacznego!

czwartek, 15 września 2011

Lazania ze szpinakiem i łososiem

Lazania to pyszny sposób na makaronowy głód. M. uwielbia makarony i wielki makaronowy głód można by nazwać permanentnym chceniem. A. natomiast kocha ryby. Lazania jest więc bardzo kompromisowym daniem - coś dla jednego i drugiego. Szpinak lubimy oboje, a do tego bardzo ładnie się komponował kolorystycznie z łososiem. Lazanię robiliśmy dwa razy - raz zostawiając łososia na noc w lodówce, a raz przesmażając go. Nie zauważyliśmy różnicy w smaku między lazanią A i lazanią B, więc każdy może wybrać opcję, którą uważa za szybszą i wygodniejszą.
Słowo "szybkie" jednak do lazanii nie pasuje wcale. To obgotowywanie płatów makaronu jest naprawdę czasochłonne i gdyby nie to, że danie smakuje rewelacyjnie, nie powtarzalibyśmy go.
Wybaczcie, że zdjęcie nie pokazuje przekroju lazanii, ale w dniu, gdy ją robiliśmy tak bardzo byliśmy wszyscy głodni, że nie wystarczyło nam cierpliwości do robienia zdjęć.


Czas przygotowania: 90 minut

Składniki:
1 opakowanie makaronu do lazanii
1/2 kg świeżego łososia
1/2 kg mrożonego szpinaku
1 ząbek czosnku
sok z 1/2 cytryny
5 łyżek fety
1/2 kostki mozarelli
sól pieprz
30 dkg sera żółtego lub parmezanu

Sos beszamelowy:
1/2 l mleka
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
3 ziarna pieprzu
40 g masła
35 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu

Łososia myjemy, suszymy, skrapiamy sokiem z cytryny, przykrywamy folią spożywczą i zostawiamy na noc w lodówce. Wyjmujemy, obieramy ze skóry, pozbywamy się ości, kruszymy na kawałki, posypujemy 1 łyżeczką soli i 1 łyżeczką pieprzu. Jeśli chcemy, możemy go poddać obróbce termicznej i dać sobie spokój z przetrzymywaniem go w lodówce. W tym celu umytego i wysuszonego łososia smażymy na 2 łyżkach oliwy z oliwek. Gotową rybę kruszymy na kawałki, skrapiamy sokiem z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy.
Szpinak odmrażamy, odparowujemy wodę. Do gorącego szpinaku dodajemy fetę, mozarellę, ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, sól i pieprz do smaku. Feta i mozarella muszą się rozpuścić. Odstawiamy.
Przygotowujemy beszamel. Mleko, gałkę, pieprz i sól zagotowujemy po czym wyjmujemy ziarenka pieprzu. W drugim rondelku rozpuszczamy masło, zdejmujemy z ognia, wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy. Powoli dolewamy mleko nie przerywając mieszania i wstawiamy rondel na palnik. Nie przerywając mieszania gotujemy do uzyskania gęstego białego sosu. Doprowadzamy go do wrzenia, zmniejszamy ogień do minimum i ciągle mieszając gotujemy około 1 minuty. Zdejmujemy z ognia, przykrywamy folią spożywczą tak, by dotykała brzegów sosu. 
Gotujemy makaron według instrukcji. Ważne jest, żeby makaron był naprawdę ugotowany, bo ta ilość sosu nie sprawi, że makaron cudownie zmięknie. 
Na dno naczynia żaroodpornego wlewamy kilka łyżek sosu, kładziemy płaty makaronu, układamy na nich szpinak, przykrywamy 1/3 sosu beszamelowego, układamy kolejną warstwę makaronu, na niej łososia, 1/3 sosu beszamelowego, ostatnią warstwę makaronu, resztę beszamelu. Jeśli ktoś lubi, posypujemy hojnie parmezanem lub startym serem, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut.

niedziela, 11 września 2011

Najprostsza zupa krem z brokułów

Jest to najszybsza i najprostsza zupa krem jaką kiedykolwiek robiliśmy. Tak naprawdę wymaga umycia i pokrojenia brokułów, otwarcia opakowania z serem feta i użycia blendera. Bajecznie szybka i smaczna. Feta dodaje jej charakterystycznego smaku i nadaje kremowej konsystencji.
Ponieważ zawiera tylko 3 składniki z pewnością znalazłaby się wśród przepisów Marty Gessler, która uwielbia prostotę.
Zupa świetnie smakuje z grzankami lub pieczywem czosnkowym. Polecamy bardzo!




Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
2 brokuły
150 g sera feta
sól
pieprz

Brokuły gotujemy do miękkości w małej ilości wody (woda powinna przykryć warzywa). Do ugotowanych brokułów dodajemy ser feta i wszystko blendujemy. Jeśli powstała masa jest za gęsta dodajemy przegotowaną wodę. Zupę doprawiamy solą i pieprzem według uznania (my bardzo rzadko dosypujemy sól, bo feta ma jej wystarczającą ilość). Podajemy z kleksem śmietany i grzankami.
Jeśli zupa zostanie nam na kolejny obiad, można ją podgrzać na ogniu cały czas mieszając (ser bardzo lubi przywierać do dna garnka).

sobota, 10 września 2011

Tarta cytrynowa

Niekwestionowaną mistrzynią tarty cytrynowej jest Iza. Niestety, Iza jest daleko, a ochota na tartę cytrynową z każdym dniem w nas rosła. W końcu M. postanowiła poszukać jakiegoś przepisu i znalazła ten. Nie byłaby jednak sobą, gdyby go nie zmodyfikowała. Efektem tych modyfikacji była tarta z bardzo kruchym spodem i bardzo cytrynowym kremem. Słodycz bezy idealnie gra ze smakiem kremu.
Jeśli chodzi o bezę to niestety nie jest to sztywna beza, jaką spotyka się w wyrobach z cukierni. Wydaje nam się, że w cukierniach bezy przygotowują oddzielnie po prostu je susząc w niskiej temperaturze, a dopiero potem przykrywają nimi tarty. Przynajmniej w tej tarcie spód i krem nie wytrzymają długiego i intensywnego kontaktu z piekarnikiem. Następnym razem spróbujemy więc na papierze do pieczenia narysować kółko o średnicy 2 cm większej niż nasza blaszka do tarty i zrobić prawdziwą bezę - bardzo długo suszoną. Jeśli efekt będzie zadowalający, damy znać. Tymczasem, zostawiamy Was z tym przepisem. Bardzo go polecamy.


Czas przygotowania: 90 minut

Składniki:
Spód:
1 szklanka mąki pszennej
6 łyżek zimnego masła
3 łyżki lodowatej wody
3 łyżki cukru pudru

Masa cytrynowa:
1 szklanka cukru
5 łyżek skrobi kukurydzianej
szczypta soli
1 szklanka świeżo wyciśniętego soku z cytryny
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki mleka
4 żółtka
1 łyżka masła
3 łyżki skórki otartej z cytryny

Beza:
4 białka
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 łyżeczki skrobii ziemniaczanej

Przygotowujemy kruchy spód.
Mąkę wkładamy do lodówki na kwadrans. Wodę wlewamy do plastikowej butelki i wkładamy na 5 minut do zamrażarki. Jeśli na bokach naczynia pojawi się lód, to dodajemy go do ciasta. Masło siekamy na drobne kawałki i wkładamy na moment do lodówki, żeby się ochłodziło. Mąkę wyjmujemy z lodówki, mieszamy z cukrem pudrem, dodajemy posiekane masło, wodę i łączymy wszystkie składniki. Z powstałej masy formujemy kulkę, owijamy ją folią spożywczą i wkładamy na kwadrans do lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.
Formę do tarty smarujemy masłem i wyklejamy ciastem. Nakłuwamy ciasto, przykrywamy papierem do pieczenia, obciążamy grochem lub porcelanowymi kuleczkami i wstawiamy do piekarnika na 10 minut. Po tym czasie zmniejszamy temperaturę piekarnika do 170 stopni, pozbywamy się grochu/kulek uważając na palce, odkrywamy ciasto i wstawiamy do piekarnika na kolejne 7 minut. Spód musi się delikatnie zarumienić.
Pora na masę cytrynową.
Żółtka rozkłócamy w miseczce. 
Do rondelka wsypujemy cukier, skrobię, sól i delikatnie dolewamy wodę i mleko cały czas mieszając tak, by skrobia się dobrze rozpuściła. Rondelek stawiamy na małym gazie i nie przerywając mieszania podgrzewamy masę do momentu zagotowania. Rondelek zestawiamy z ognia. Odmierzamy 1 szklankę wrzącej masy i delikatnie dodajemy ją do żółtek cały czas mieszając. Gotową masę przelewamy do rondelka i wstawiamy na ogień. Cały czas mieszając gotujemy masę około 3 minut, aż będzie bardzo gęsta. Zestawiamy rondelek z ognia i dodajemy do niego masło, sok z cytryny i skórkę cytrynową. Mieszamy do powstania jednolitej masy. Uwaga! Masa w rondelku musi być naprawdę gęsta, ponieważ sok z cytryny ją rozrzedzi. Zbyt rzadka masa będzie spływała z tarty i nie utrzyma bezy. Gotową masę przykrywamy folią spożywczą tak, żeby przylegała do jej powierzchni. Zapobiegnie to powstawaniu kożucha. 
Przygotowujemy bezę. Białka ubijamy mikserem na najwyższych obrotach, pod koniec ubijania dodajemy cukier i skrobię. Białka muszą stworzyć sztywną pianę. 
Kruchy spód smarujemy równo kremem cytrynowym, przykrywamy pianą z białek tak, by przylegała do brzegów blaszki (w przeciwnym razie beza się skurczy). Gotową tartę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na około 10 minut - do momentu zbrązowienia bezy. 
Wyjmujemy, studzimy i przechowujemy w lodówce, ponieważ najlepiej smakuje schłodzona.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Zupa krem z batatów i imbiru

Dawno chcieliśmy zrobić tę zupę. Pierwszy raz zjedliśmy ją w "Baobabie", świetnej senegalskiej knajpie na warszawskiej Saskiej Kępie. Nawet w ostatni dzień przed wyjazdem byliśmy tam, żeby zjeść krem z batatów, a na drugie danie maffe - gulasz wołowy w sosie arachidowym.
Na senegalski powiew w naszej kuchni trzeba było jednak poczekać, aż... znajdziemy się w USA. Wszystko za sprawą batatów, które w Polsce kosztują naprawdę dużo i jakoś zniechęcały nas od gotowania z nich zupy. Gdy kupujesz drogie krewetki albo świeżutką polędwicę wołową - wiesz, że kupujesz luksus. Ale bataty nam się z tym jakoś nie kojarzyły... Tutaj są dużo popularniejsze i niewiele droższe niż "nasze" białe ziemniaki. Mogliśmy więc zaszaleć i zrobiliśmy od razu wielki garnek tej smakowitości. Jej pikantność i właściwości rozgrzewające można kontrolować zwiększając lub zmniejszając ilość imbiru. Limonkę można zastąpić cytryną. Z podanych składników wychodzi 6 dużych porcji. Ale i 8 osób by się najadło.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
1 kg batatów
10 dkg korzenia imbiru
1/4 główki posiekanej cebuli
1 łyżka oliwy z oliwek
1 l bulionu drobiowego
2 limonki
sól
pieprz
4 łyżki śmietany 18%

Cebulę drobno siekamy, bataty i imbir obieramy i kroimy na kawałki. Cebulę podsmażamy na oliwie z oliwek do miękkości, dodajemy imbir i smażymy jeszcze minutę mieszając. Zalewamy rosołem (ugotowanym wcześniej bulionem lub - gdybyście takiego nie mieli pod ręką - bulionem z kostki). Wrzucamy bataty. Gotujemy na małym ogniu przez 20-25 minut (do momentu, kiedy bataty porządnie zmiękną). Gotową zupę miksujemy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Krem z batatów serwujemy z łyżeczką śmietany (można się pobawić w robienie eleganckiego kleksa na środku) i ćwiartką limonki. Świetnie smakuje z chrupiącą tortillą, pitą lub grzankami.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Snickerdoodles

Skoro już na jakiś czas wylądowaliśmy w USA, to trzeba zacząć zajmować się przepisami z tutejszych książek kucharskich... Nie mamy też dobrego pomysłu na tłumaczenie nazwy tego dania, a oryginalna brzmi zupełnie dźwięcznie. Przepis na snickerdoodles pochodzi z książki Marthy Stewart "Cookies". Są to bardzo proste w wykonaniu ciasteczka w cynamonowo-cukrowej skorupce z wyraźną nutą masła. Z zewnątrz chrupiące, w środku idealnie miękkie i gumowate. Oryginalny przepis mówi, żeby do ciastek dodać 1 1/2 szklanki cukru. Trzymaliśmy się przepisu, ale następnym razem dodamy 1 szklankę, bo ciasteczka wyszły bardzo słodkie. Były to nasze pierwsze ciasteczka pieczone w piekarniku, który świetnie radzi sobie z równomiernym rozprowadzaniem ciepła. Efekt powalający! Zewnętrzna warstwa ciastek pięknie popękała tworząc małe mozaiki cynamonowe. Polecamy do kawy - znikają w okamgnieniu.



Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 12-15 minut

Składniki:
2 3/4 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli 
200 g masła o temperaturze pokojowej
1 1/2 szklanki cukru + 2 łyżki
2 łyżki cynamonu
2 jajka

Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni, W jednej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia i sól. Do drugiej miski wsypujemy 1 1/2 szklanki cukru i masło, miksujemy na średnich obrotach przez 3 minuty, dodajemy jajka, miksujemy do połączenia składników. Teraz stopniowo dodajemy mąkę i mieszamy do uzyskania jednolitej masy - możemy użyć haków do miksera lub włączyć tryb ręczny. 
W kolejnej miseczce mieszamy 2 łyżki cukru z 2 łyżkami cynamonu.
Ciasto nabieramy łyżeczką do herbaty, formujemy je w kształt kulek, delikatnie spłaszczamy, obtaczamy w cukrze i cynamonie i układamy na blaszce wyścielonej papierem do pieczenia. Między ciasteczkami zostawiamy około 5 cm miejsca, ponieważ ciastka rosną w pieczeniu. Blaszkę wkładamy do piekarnika na 12-15 minut. Ciastka wyjmujemy z piekarnika kiedy ich brzegi są jasnobrązowe. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy je do ostygnięcia, ponieważ są bardzo delikatne i przy zdejmowaniu mogą się rozpaść. 

czwartek, 11 sierpnia 2011

Muffiny kawowe

Są chyba tysiące różnych rodzajów muffinów, są nawety kulinarne blogi wyspecjalizowane wyłącznie w przepisach na muffiny. My nie jesteśmy aż tak specjalistyczni - ale co jakiś czas podajemy przepis na jakiś nowy rodzaj muffinów, które są chyba najszybszym ciastem - idealnym sposobem na niespodziewanych gości. Tym razem proponujemy muffiny kawowe, które robi się na bazie muffinów czekoladowych. Wykorzystaliśmy do nich dekoracyjne ziarenka kawy, które kupiliśmy już jakiś czas temu. Myśleliśmy, że użyjemy je do dekoracji jakiegoś tortu - ale jakoś nam się nie składało robić pracochłonnych ciast - więc wylądowały w muffinach... dla zapracowanych.

 

Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
1 3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki kakao
2/3 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół tabliczki czekolady gorzkiej
2 jajka
3/4 szklanki mleka
1/3 szklanki oliwy
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
1/4 szklanki gorącej wody
24 ziarenka kawowe z czekolady (do dekoracji)

Robimy mocną kawę rozpuszczalną - 2 łyżeczki rozpuszczamy w 1/4 szklanki gorącej wody i odstawiamy do ostygnięcia. Siekamy czekoladę na drobne kawałki (można też dodać gotowe czekoladowe kropelki). Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Jak przy wszystkich muffinach - w jednym naczyniu mieszamy suche składniki (oprócz kawowych ziarenek do dekoracji), a w drugim - płynne, razem z ostudzoną kawą. Mieszamy razem - tylko do połączenia składników. Gotową masą napełniamy formę do 3/4 wysokości. Na każdym muffinie kładziemy po 2 ziarenka kawowe zrobione z czekolady - można je kupić w większości sklepów internetowych z cukierniczymi dekoracjami. Pieczemy w temperaturze 180 stopni ok. 15-20 minut. Pod koniec pieczenia sprawdzamy patyczkiem. Nam z podanych składników wyszło 12 standardowych muffinów.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Szklaniczki (verrines) z gorgonzolą, orzechami i winogronami

A cóż to takiego? Francuzi nazywają "verrines" wszystkie przekąski - zwykle słone, ale mogą być też słodkie - zamknięte w malutkich szklaneczkach, które mają kilka warstw, widocznych z boku, najlepiej kontrastujących ze sobą. Szklaniczka nie powinna mieć więcej niż 100 ml pojemności. Je się to danie małymi łyżeczkami. Nie wiedzielibysmy o nich, gdyby nie kwietniowy numer "Kuchni", gdzie pojawił się o nich tekst. W tym właśnie tekście pojawiły się różne pomysły na polskie tłumaczenie nazwy tej potrawy - i "szklaniczka" spodobała nam się najbardziej. Une verre - to szklanka, une verrine - niech będzie "szklaniczką", nie "szklaneczką" żeby jednak nikt nie wyobrażał sobie pustej musztardówki, którą trzeba od razu napełnić wódką...
Właśnie z "Kuchni" pochodzi przepis, który sprawdziliśmy jako pierwszy. Masa serowa jest wyjątkowo delikatna, oparta na śmietance i serze pleśniowym - można użyć gorgonzoli albo polskiego lazura, wedle uznania. Smakuje trochę jak serowa, słonawa pana cotta. Do tego dobrzy kompani sera pleśniowego - uprażone orzechy włoskie i połówki zielonych winogron. Świetny pomysł na przekąskę - zanim danie główne wjedzie na stół jest już jeden temat do rozmowy: skąd ten pomysł? co to w ogóle jest?


Czas przygotowania: 20 minut
Czas oczekiwania: ok. 2 godzin

Składniki:
200 g zielonych winogron (najlepiej małych, bezpestkowych)
1 łyżeczka żelatyny
300 ml śmietany 30%
120 g gorgonzoli (albo innego sera pleśniowego)
100 g orzechów włoskich
sól
pieprz

Przygotowujemy naczynia. Na samo dno trafiają winogrona przekrojone na połówki (jeśli mają pestki, trzeba je usunąć). Uwaga: zostawiamy kilkanaście owoców do dekoracji na wierzchu. Rozrabiamy żelatynę z odrobiną zimnej wody. Podgrzewamy połowę śmietanki i rozpuszczamy w niej pokruszony ser pleśniowy dokładnie mieszając. Wyłączamy ogień, dodajemy namoczoną żelatynę, studzimy. Drugą połowę śmietanki ubijamy dokładnie i mieszamy z ostudzoną masą serową. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku i wylewamy masę jako drugą warstwę, na winogrona. Wstawiamy szklaniczki na co najmniej 2 godziny do lodówki żeby zastygły. Przed podaniem posypujemy orzechami włoskimi (najlepiej uprażonymi) i dekorujemy pozostałymi połówkami winogron.

środa, 3 sierpnia 2011

Muffiny z malinami

Ostatnio w kawiarni w naszym rodzinnym Białymstoku chcieliśmy zamówić jakiś deser do kawy. Pani, która nas obsługiwała poleciła nam "tartę z owocami sezonowymi". A jakie to owoce sezonowe? - zapytał A. z czystej kulinarnej ciekawości. - Brzoskwinie i kiwi - odpowiedziała pani. - A brzoskwinie świeże czy z puszki? - padło kluczowe pytanie. - Niestety, z puszki - pani szybko skapitulowała. W końcu i tak zamówiliśmy deser, był naprawdę smaczny - ale przy okazji dowiedzieliśmy się, że sezon na niektóre owoce trwa okrągły rok, niezależnie od tego, kiedy dojrzewają. Jakoś tak się składa, że brzoskwinie są zawsze pierwszym podejrzanym o taką "sezonowość"... Ale nie o brzoskwiniach miało być.
Tym razem proponujemy zatrzymać w klasycznych muffinach sezonowe maliny. Jeszcze są, choć już coraz droższe - nie przesadzamy więc z ilością świeżych owoców potrzebnych do tego wypieku. O muffinach chyba nie trzeba więcej pisać - prawie zawsze wychodzą. Maliny świetnie grają z kawałkami czekolady zatopionymi w środku, a poza tym są świetną dekoracją na wierzchu każdej babeczki.
W zasadzie to my najbardziej lubimy maliny saute - prosto z kartonowej wytłaczanki. Kombinujemy nad innymi zastosowaniami dopiero wtedy gdy najemy się tych w najprostszej postaci. Proponujemy zatem i Wam kupić maliny z zapasem - ten przepis "pochłonie" Wam 24 (słownie: dwadzieścia cztery) sztuki. Pozostałe zjedzcie w trakcie pieczenia.
 
 

Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szklanka mleka
2 jajka
1/3 szklanki oliwy
12 kostek czekolady (mlecznej lub gorzkiej)
24 świeże maliny

Mąkę, cukier i proszek do pieczenia mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszkamy mleko, jaja i oliwę. Łączymy zawartość obu naczyń - tylko do połączenia składników. Blaszkę do muffinków wyściełamy papilotkami. Do każdej foremki kładziemy łyżkę ciasta, potem po jednej kostce czekolady i jednej malinie, przykrywamy ciastem - tak by foremka była napełniona do 3/4 wysokości. Na wierzchu każdego muffina kładziemy po jednej malinie do dekoracji. Blaszkę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 15-20 minut. Sprawdzamy patyczkiem - gdy na wyjętym patyczku nie będzie już ciągnącego się ciasta, wyjmujemy muffiny. Są gotowe!

piątek, 1 lipca 2011

Bliny gryczane

Do zrobienia blinów natchnęła nas pani Nina, która jest mistrzynią kuchni rosyjskiej. Przepis, który Wam podajemy jest wersją deluxe, ponieważ zawiera masło i mleko. Przepis standardowy bazuje na wodzie i oleju roślinnym. Zachęcamy Was jednak do przygotowania blinów z mlekiem, ponieważ są delikatniejsze i szlachetniejsze. 
Bliny można jeść, tak jak my, z serkiem typu Bieluch i wędzonym łososiem (warto do serka dodać łyżeczkę świeżego, posiekanego koperku). Można też podawać je z pieczonymi warzywami, jajkami sadzonymi czy gulaszem mięsnym. Nam jednak najbardziej smakuje wersja łososiowo-serkowa. 
Smacznego!


Czas przygotowania: 10 minut (+ czas na smażenie)
Czas oczekiwania: 30 minut

Składniki:
200 g mąki gryczanej
150 g mąki pszennej
25 g świeżych drożdży
2 łyżeczki cukru
2 szklanki ciepłego mleka
1 żołtko
50 g roztopionego masła
1 łyżeczka soli
olej do smażenia
1 opakowanie serka typu Bieluch
100 g wędzonego łososia

Świeże drożdże rozrabiamy z cukrem i 1/2 szklanki ciepłego mleka. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 5 minut. W dużej misce (lub garnku) mieszamy wszystkie składniki, włącznie z podrośniętymi drożdżami, na jednolitą masę. Przykrywamy czystą ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 30 minut. Z gotowego ciasta formujemy placki i smażymy na rozgrzanej patelni. Żeby ciasto dobrze odchodziło od łyżki, warto przygotować sobie kubek z wrzątkiem i zanurzać w nim łyżkę przed nabraniem ciasta.
Bliny podajemy z serkiem i łososiem.

środa, 30 marca 2011

Tagliatelle razowe z pomidorami, cukinią i serem korycińskim

W miniony weekend trafiła do nas kolejna dostawa sera korycińskiego prosto z Podlasia. O tym specjale pisaliśmy już kiedyś. Ostatnio na zakupach A. zauważył na półce z makaronami nową serię razowych makaronów Lubelli, skusiły go pozwijane w gniazda tagliatelle - i je kupił. I dopiero wtedy zaświtał nam w głowie pomysł, że może warto spróbować jakoś połączyć makaron z serem korycińskim. Sięgnęliśmy po sprawdzony już w niejednej potrawie zestaw pomidorów, cukinii i sera korycińskiego; eksperymentalnie dołożyliśmy do tego czarne oliwki, które dodają jeszcze jeden nadliczbowy smak i do tego ładnie komponują się wizualnie z całością. Pomidory - niestety - jeszcze z puszki, ale w sezonie można je oczywiście podmienić świeżymi.
Nadal jesteśmy w niedoczasie, więc nadal potrzebujemy szybkich dań obiadowych - to nadaje się idealnie. Jeśli zaopatrzycie się w składniki, to przygotowanie tej potrawy nie powinno Wam zająć więcej niż 15 minut.



Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:
250 g makaronu tagliatelle
1 mała cukinia
1 puszka (400 g) pomidorów krojonych
ok. 150 g przecieru pomidorowego (tomatery)
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy lub oleju
100 g sera korycińskiego
ok. 10 czarnych oliwek
sól
pieprz
oregano
bazylia

Myjemy cukinię i kroimy w grube (ok. 1 cm) plastry, potem te plastry przekrajamy na ćwiartki i posypujemy solą. Ser koryciński kroimy w kostkę, a oliwki w plastry. Gotujemy makaron w osolonej wodzie, zgodnie z przepisem podanym na opakowaniu (na wszelki wypadek warto sprawdzić, czy nie jest miękki wcześniej niż podaje przepis - u nas prawie zawsze gotuje się krócej niż podaje producent). Po tym jak wstawimy wodę na makaron, przygotowujemy sos: rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy, wyciskamy na nią czosnek przepuszczony przez praskę (lub drobno posiekany) i podsmażamy chwilę. Wrzucamy cukinię, pomidory z puszki, dolewamy tomaterę i zioła (my użyliśmy bazylii i oregano). Mieszamy wszystko i dusimy na wolnym ogniu przez ok. 6-7 minut. Na zakończenie doprawiamy do smaku solą i pieprzem, ewentualnie dosypujemy jeszcze ziół.
Makaron odcedzamy, wykładamy na talerze i obficie polewamy sosem. Na wierzchu rozsypujemy ser i oliwki. Voila!

czwartek, 24 marca 2011

Sałatka z gruszką, awokado i lazurem

Przyszła wiosna, już parę dni temu. Może więc czas odświeżyć trochę jadłospisy... Najlepiej do tego nadają się sałatki, najlepiej jeszcze z jakichś nowalijek - ale przyznajemy szczerze, że nie czujemy się zbyt mocno w tej dziedzinie sztuki kuchennej. Sałatka, na którą przepis podajemy dzisiaj to nasza ulubiona całoroczna sałatka - składniki do niej są dostępne niezależnie od pory roku. Sprawdza się z powodzeniem jako samodzielne danie i naprawdę można się nią najeść (nie jest wcale dietetyczna, jak spojrzycie na składniki). Ważne, że nie tylko oryginalnie smakuje (jest bardzo wyrazista dzięki serowi, orzechom i cebuli), ale też kolorowo wygląda na talerzu. W zeszłym roku przez pewien czas robiliśmy sobie co tydzień miskę tej sałatki - i znikała dość szybko. Potem trochę od niej odpoczęliśmy - i znowu wróciła na nasz stół.
A przepis na nią znaleźliśmy na Kwestii Smaku


Czas przygotowania: 25 minut

Składniki:
1/2 główki sałaty lodowej
1/2 awokado
1/2 czerwonej cebuli
1/2 gruszki lub jabłka
50 g sera z niebieską pleśnią
3 łyżki orzechów włoskich
2 łyżki soku z cytryny
8 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki miodu
1 ząbek czosnku
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu

Liście sałaty myjemy, osuszamy i rwiemy na kawałki. Orzechy prażymy na patelni. Awokado i gruszkę kroimy w cienkie plasterki lub kosteczkę. Cebulę drobno siekamy. Do miski wrzucamy sałatę, awokado, gruszkę, cebulę, orzechy, wkruszamy ser. Przygotowujemy sos. Czosnek prasujemy w prasce, wrzucamy do kubeczka, posypujemy solą i pieprzem. Dodajemy sok z cytryny, miód, oliwę z oliwek i dokładnie mieszamy. Pozostałym sosem polewamy sałatkę i serwujemy.

poniedziałek, 21 marca 2011

Ciasteczka potrójnie czekoladowe

Znowu nas długo nie było na blogu. Niestety, zbyt pracowity był dla nas ostatni tydzień. Na naszym obiadowym stole królowały potrawy, które się robi szybko i które można odgrzać następnego dnia, oszczędzając trochę cennego czasu. Nie ma się czym chwalić... Ale podnosimy się - i dzisiaj publikujemy zaległy przepis na wspaniałe zawsze-wychodzące ciastka z trzema rodzajami czekolady.
Najlepszym czekoladowym dodatkiem do tych ciastek są czekoladowe kropelki, które można kupić w różnych sklepach internetowych z akcesoriami do pieczenia. Oczywiście, jeśli ich nie będziecie mieli - ciastka i tak wyjdą, tyle że z posiekanymi kawałkami tradycyjnej czekolady w tabliczkach. Gdy już ostygną, smakują rewelacyjnie - mają chrupiące brzegi i miękki, nieco gliniasty środek. Są podobne do dużych czekoladowych ciastek sprzedawanych jako słodki dodatek do kawy w niektórych sieciowych kawiarniach. Możecie - z ciekawości - porównać cenę, za jaką są sprzedawane (6-8 zł za sztukę) z kosztem upieczenia bardzo podobnych ciastek w domu. Wyniki mogą być naprawdę szokujące... A my nasze ciastka zapakowaliśmy do metalowej puszki i zupełnie bezinteresownie zanieśliśmy naszym przyjaciołom, którzy zaprosili nas na obiad.


Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: około 10-15 minut na blaszkę

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
1/4 łyżeczki soli
1 1/4 łyżeczki sody
170 g masła o temperaturze pokojowej
1/2 szklanki białego cukru
1/4 szklanki jasnego cukru brązowego
1 jajko
1 żółtko
1 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
100 g gorzkiej czekolady (lub gorzkich kropelek czekoladowych)
50 g mlecznej czekolady (lub mlecznych kropelek czekoladowych)
50 g białej czekolady (lub białych kropelek czekoladowych)
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Czekoladę siekamy na małe kawałki. Mąkę, sól i sodę mieszamy. W oddzielnej misce miksujemy masło stopniowo dodając oba rodzaje cukru. Do masy maślano-cukrowej dodajemy jajko i żółtko, mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Teraz przechodzimy do trybu manualnego. Do powstałej masy dodajemy mąkę i mieszamy, wsypujemy kawałki czekolady i delikatnie mieszamy uważając, żeby czekolada nie rozpuściła się pod wpływem ciepła rąk. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta formujemy kulkę wielkości orzecha włoskiego, spłaszczamy i powstałe ciastko kładziemy na blaszkę. Zostawiamy ciastkom trochę miejsca na wyrośnięcie (nam na jednej blaszce mieściło się 12 ciasteczek). Ciastka wstawiamy do piekarnika i pieczemy 10-15 minut do momentu w którym będą delikatnie złote i troszeczkę zapieczone - jeśli będziemy piec je dłużej, ciastka będą chrupiące, ale stracą swój mięsisty środek. Wyjmujemy z piekarnika, dajemy im chwilę ostygnąć na blaszce (są łamliwe), a potem przekładamy je na kratkę i czekamy aż ostygną. Uwaga! Czekolada zastyga dosyć długo, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość.

poniedziałek, 14 marca 2011

Tarta tatin z cykorią w karmelu i serem pleśniowym

Przyznajemy się bez bicia - po raz pierwszy spróbowaliśmy cykorii. Wcześniej kojarzyła nam się co najwyżej z kawą zbożową i z zakładami przetwórstwa cykorii, w których owa kawa była produkowana. W pewnym sensie jedliśmy więc cykorię, ale jednak przetworzoną. A niedawno zaczęła nas kusić w sklepie surowa świeża cykoria, niepodobna za bardzo do innych warzyw - i pomyśleliśmy, że jednak trzeba próbować nowego, eksperymentować, rozwijać swój smak.
Tarta tatin (czyli pieczona w odwrotnym położeniu niż podawana) z cykorią i serem pleśniowym okazała się strzałem w dziesiątkę. Karmel, który wydawał się ryzykownym dodatkiem (no bo jednak słodki - a przecież to miało być danie obiadowe!) okazał się idealnym dodatkiem. Cykoria ma bowiem smak podobny do szparagów, jest nawet trochę bardziej gorzkawa. Słodycz karmelu dodanego w niewielkiej ilości doskonale łamie tę gorycz. Ser pleśniowy (taki jak lazur) świetnie dopełnia smak całości - ale trzeba uważać, żeby nie dać go za dużo, bo zdominuje potrawę.
Przepis na kolejną tartę, która dołącza do naszego bloga M. wynalazła na stronie The Sunday Times.

  
Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 25-30 minut

Składniki:
1 opakowanie ciasta francuskiego
4 główki cykorii
1 łyżka masła
2 łyżki cukru pudru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
50 g sera z błękitną pleśnią

Cykorie myjemy i dokładnie suszymy. Każdą główkę pozbawiamy zewnętrznych liści i przekrawamy wzdłuż na pół.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200 stopni.
Na patelni na małym ogniu rozpuszczamy masło, dodajemy cukier, sól, pieprz i delikatnie mieszamy. Zwiększamy gaz i czekamy około 3-4 minut, aż cukier zacznie się karmelizować. Ściągamy patelnię z gazu i przystępujemy do szybkiej akcji obtaczana cykorii w karmelu (szybkiej, żeby nam ten karmel nie zastygł). Każdą spodnią stronę cykorii delikatnie moczymy w karmelu i układamy na blaszce do tarty namoczoną częścią w dół. Czynność powtarzamy ze wszystkimi połówkami, aż skończy nam się karmel. Na cykorię kruszymy ser i wszystko przykrywamy ciastem francuskim. Boki ciasta upychamy wzdłuż ścianek blaszki, żeby po wyjęciu tarty miała ona ładne brzegi. Wstawiamy do piekarnika na 25-30 minut ( ciasto francuskie powinno się zarumienić). Wyjmujemy z piekarnika, czekamy 5 minut, aż tarta delikatnie przestygnie i przekładamy na talerz (na blaszkę kładziemy talerz do góry nogami i zgrabnym ruchem przewracamy wszystko - dzięki temu tarta wyląduje nam bezpiecznie na talerzu).