czwartek, 18 sierpnia 2011

Zupa krem z batatów i imbiru

Dawno chcieliśmy zrobić tę zupę. Pierwszy raz zjedliśmy ją w "Baobabie", świetnej senegalskiej knajpie na warszawskiej Saskiej Kępie. Nawet w ostatni dzień przed wyjazdem byliśmy tam, żeby zjeść krem z batatów, a na drugie danie maffe - gulasz wołowy w sosie arachidowym.
Na senegalski powiew w naszej kuchni trzeba było jednak poczekać, aż... znajdziemy się w USA. Wszystko za sprawą batatów, które w Polsce kosztują naprawdę dużo i jakoś zniechęcały nas od gotowania z nich zupy. Gdy kupujesz drogie krewetki albo świeżutką polędwicę wołową - wiesz, że kupujesz luksus. Ale bataty nam się z tym jakoś nie kojarzyły... Tutaj są dużo popularniejsze i niewiele droższe niż "nasze" białe ziemniaki. Mogliśmy więc zaszaleć i zrobiliśmy od razu wielki garnek tej smakowitości. Jej pikantność i właściwości rozgrzewające można kontrolować zwiększając lub zmniejszając ilość imbiru. Limonkę można zastąpić cytryną. Z podanych składników wychodzi 6 dużych porcji. Ale i 8 osób by się najadło.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
1 kg batatów
10 dkg korzenia imbiru
1/4 główki posiekanej cebuli
1 łyżka oliwy z oliwek
1 l bulionu drobiowego
2 limonki
sól
pieprz
4 łyżki śmietany 18%

Cebulę drobno siekamy, bataty i imbir obieramy i kroimy na kawałki. Cebulę podsmażamy na oliwie z oliwek do miękkości, dodajemy imbir i smażymy jeszcze minutę mieszając. Zalewamy rosołem (ugotowanym wcześniej bulionem lub - gdybyście takiego nie mieli pod ręką - bulionem z kostki). Wrzucamy bataty. Gotujemy na małym ogniu przez 20-25 minut (do momentu, kiedy bataty porządnie zmiękną). Gotową zupę miksujemy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Krem z batatów serwujemy z łyżeczką śmietany (można się pobawić w robienie eleganckiego kleksa na środku) i ćwiartką limonki. Świetnie smakuje z chrupiącą tortillą, pitą lub grzankami.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Snickerdoodles

Skoro już na jakiś czas wylądowaliśmy w USA, to trzeba zacząć zajmować się przepisami z tutejszych książek kucharskich... Nie mamy też dobrego pomysłu na tłumaczenie nazwy tego dania, a oryginalna brzmi zupełnie dźwięcznie. Przepis na snickerdoodles pochodzi z książki Marthy Stewart "Cookies". Są to bardzo proste w wykonaniu ciasteczka w cynamonowo-cukrowej skorupce z wyraźną nutą masła. Z zewnątrz chrupiące, w środku idealnie miękkie i gumowate. Oryginalny przepis mówi, żeby do ciastek dodać 1 1/2 szklanki cukru. Trzymaliśmy się przepisu, ale następnym razem dodamy 1 szklankę, bo ciasteczka wyszły bardzo słodkie. Były to nasze pierwsze ciasteczka pieczone w piekarniku, który świetnie radzi sobie z równomiernym rozprowadzaniem ciepła. Efekt powalający! Zewnętrzna warstwa ciastek pięknie popękała tworząc małe mozaiki cynamonowe. Polecamy do kawy - znikają w okamgnieniu.



Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 12-15 minut

Składniki:
2 3/4 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli 
200 g masła o temperaturze pokojowej
1 1/2 szklanki cukru + 2 łyżki
2 łyżki cynamonu
2 jajka

Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni, W jednej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia i sól. Do drugiej miski wsypujemy 1 1/2 szklanki cukru i masło, miksujemy na średnich obrotach przez 3 minuty, dodajemy jajka, miksujemy do połączenia składników. Teraz stopniowo dodajemy mąkę i mieszamy do uzyskania jednolitej masy - możemy użyć haków do miksera lub włączyć tryb ręczny. 
W kolejnej miseczce mieszamy 2 łyżki cukru z 2 łyżkami cynamonu.
Ciasto nabieramy łyżeczką do herbaty, formujemy je w kształt kulek, delikatnie spłaszczamy, obtaczamy w cukrze i cynamonie i układamy na blaszce wyścielonej papierem do pieczenia. Między ciasteczkami zostawiamy około 5 cm miejsca, ponieważ ciastka rosną w pieczeniu. Blaszkę wkładamy do piekarnika na 12-15 minut. Ciastka wyjmujemy z piekarnika kiedy ich brzegi są jasnobrązowe. Po wyjęciu z piekarnika zostawiamy je do ostygnięcia, ponieważ są bardzo delikatne i przy zdejmowaniu mogą się rozpaść. 

czwartek, 11 sierpnia 2011

Muffiny kawowe

Są chyba tysiące różnych rodzajów muffinów, są nawety kulinarne blogi wyspecjalizowane wyłącznie w przepisach na muffiny. My nie jesteśmy aż tak specjalistyczni - ale co jakiś czas podajemy przepis na jakiś nowy rodzaj muffinów, które są chyba najszybszym ciastem - idealnym sposobem na niespodziewanych gości. Tym razem proponujemy muffiny kawowe, które robi się na bazie muffinów czekoladowych. Wykorzystaliśmy do nich dekoracyjne ziarenka kawy, które kupiliśmy już jakiś czas temu. Myśleliśmy, że użyjemy je do dekoracji jakiegoś tortu - ale jakoś nam się nie składało robić pracochłonnych ciast - więc wylądowały w muffinach... dla zapracowanych.

 

Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
1 3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki kakao
2/3 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
pół tabliczki czekolady gorzkiej
2 jajka
3/4 szklanki mleka
1/3 szklanki oliwy
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
1/4 szklanki gorącej wody
24 ziarenka kawowe z czekolady (do dekoracji)

Robimy mocną kawę rozpuszczalną - 2 łyżeczki rozpuszczamy w 1/4 szklanki gorącej wody i odstawiamy do ostygnięcia. Siekamy czekoladę na drobne kawałki (można też dodać gotowe czekoladowe kropelki). Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Jak przy wszystkich muffinach - w jednym naczyniu mieszamy suche składniki (oprócz kawowych ziarenek do dekoracji), a w drugim - płynne, razem z ostudzoną kawą. Mieszamy razem - tylko do połączenia składników. Gotową masą napełniamy formę do 3/4 wysokości. Na każdym muffinie kładziemy po 2 ziarenka kawowe zrobione z czekolady - można je kupić w większości sklepów internetowych z cukierniczymi dekoracjami. Pieczemy w temperaturze 180 stopni ok. 15-20 minut. Pod koniec pieczenia sprawdzamy patyczkiem. Nam z podanych składników wyszło 12 standardowych muffinów.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Szklaniczki (verrines) z gorgonzolą, orzechami i winogronami

A cóż to takiego? Francuzi nazywają "verrines" wszystkie przekąski - zwykle słone, ale mogą być też słodkie - zamknięte w malutkich szklaneczkach, które mają kilka warstw, widocznych z boku, najlepiej kontrastujących ze sobą. Szklaniczka nie powinna mieć więcej niż 100 ml pojemności. Je się to danie małymi łyżeczkami. Nie wiedzielibysmy o nich, gdyby nie kwietniowy numer "Kuchni", gdzie pojawił się o nich tekst. W tym właśnie tekście pojawiły się różne pomysły na polskie tłumaczenie nazwy tej potrawy - i "szklaniczka" spodobała nam się najbardziej. Une verre - to szklanka, une verrine - niech będzie "szklaniczką", nie "szklaneczką" żeby jednak nikt nie wyobrażał sobie pustej musztardówki, którą trzeba od razu napełnić wódką...
Właśnie z "Kuchni" pochodzi przepis, który sprawdziliśmy jako pierwszy. Masa serowa jest wyjątkowo delikatna, oparta na śmietance i serze pleśniowym - można użyć gorgonzoli albo polskiego lazura, wedle uznania. Smakuje trochę jak serowa, słonawa pana cotta. Do tego dobrzy kompani sera pleśniowego - uprażone orzechy włoskie i połówki zielonych winogron. Świetny pomysł na przekąskę - zanim danie główne wjedzie na stół jest już jeden temat do rozmowy: skąd ten pomysł? co to w ogóle jest?


Czas przygotowania: 20 minut
Czas oczekiwania: ok. 2 godzin

Składniki:
200 g zielonych winogron (najlepiej małych, bezpestkowych)
1 łyżeczka żelatyny
300 ml śmietany 30%
120 g gorgonzoli (albo innego sera pleśniowego)
100 g orzechów włoskich
sól
pieprz

Przygotowujemy naczynia. Na samo dno trafiają winogrona przekrojone na połówki (jeśli mają pestki, trzeba je usunąć). Uwaga: zostawiamy kilkanaście owoców do dekoracji na wierzchu. Rozrabiamy żelatynę z odrobiną zimnej wody. Podgrzewamy połowę śmietanki i rozpuszczamy w niej pokruszony ser pleśniowy dokładnie mieszając. Wyłączamy ogień, dodajemy namoczoną żelatynę, studzimy. Drugą połowę śmietanki ubijamy dokładnie i mieszamy z ostudzoną masą serową. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku i wylewamy masę jako drugą warstwę, na winogrona. Wstawiamy szklaniczki na co najmniej 2 godziny do lodówki żeby zastygły. Przed podaniem posypujemy orzechami włoskimi (najlepiej uprażonymi) i dekorujemy pozostałymi połówkami winogron.

środa, 3 sierpnia 2011

Muffiny z malinami

Ostatnio w kawiarni w naszym rodzinnym Białymstoku chcieliśmy zamówić jakiś deser do kawy. Pani, która nas obsługiwała poleciła nam "tartę z owocami sezonowymi". A jakie to owoce sezonowe? - zapytał A. z czystej kulinarnej ciekawości. - Brzoskwinie i kiwi - odpowiedziała pani. - A brzoskwinie świeże czy z puszki? - padło kluczowe pytanie. - Niestety, z puszki - pani szybko skapitulowała. W końcu i tak zamówiliśmy deser, był naprawdę smaczny - ale przy okazji dowiedzieliśmy się, że sezon na niektóre owoce trwa okrągły rok, niezależnie od tego, kiedy dojrzewają. Jakoś tak się składa, że brzoskwinie są zawsze pierwszym podejrzanym o taką "sezonowość"... Ale nie o brzoskwiniach miało być.
Tym razem proponujemy zatrzymać w klasycznych muffinach sezonowe maliny. Jeszcze są, choć już coraz droższe - nie przesadzamy więc z ilością świeżych owoców potrzebnych do tego wypieku. O muffinach chyba nie trzeba więcej pisać - prawie zawsze wychodzą. Maliny świetnie grają z kawałkami czekolady zatopionymi w środku, a poza tym są świetną dekoracją na wierzchu każdej babeczki.
W zasadzie to my najbardziej lubimy maliny saute - prosto z kartonowej wytłaczanki. Kombinujemy nad innymi zastosowaniami dopiero wtedy gdy najemy się tych w najprostszej postaci. Proponujemy zatem i Wam kupić maliny z zapasem - ten przepis "pochłonie" Wam 24 (słownie: dwadzieścia cztery) sztuki. Pozostałe zjedzcie w trakcie pieczenia.
 
 

Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szklanka mleka
2 jajka
1/3 szklanki oliwy
12 kostek czekolady (mlecznej lub gorzkiej)
24 świeże maliny

Mąkę, cukier i proszek do pieczenia mieszamy w jednej misce. W drugiej mieszkamy mleko, jaja i oliwę. Łączymy zawartość obu naczyń - tylko do połączenia składników. Blaszkę do muffinków wyściełamy papilotkami. Do każdej foremki kładziemy łyżkę ciasta, potem po jednej kostce czekolady i jednej malinie, przykrywamy ciastem - tak by foremka była napełniona do 3/4 wysokości. Na wierzchu każdego muffina kładziemy po jednej malinie do dekoracji. Blaszkę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy ok. 15-20 minut. Sprawdzamy patyczkiem - gdy na wyjętym patyczku nie będzie już ciągnącego się ciasta, wyjmujemy muffiny. Są gotowe!