wtorek, 2 grudnia 2014

Co zjeść na Mazowszu? O Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsze

Myśląc o kulinarnym Mazowszu zwykle myślimy o grójeckich jabłkach, warszawskiej wuzetce i pańskiej skórce. Jak się okazuje, Mazowsze to dużo więcej niż to, co jest w Warszawie i kilka kilometrów obok. Na kuchnię Mazowsza składają się setki dań przygotowywanych od lat przez lokalne koła gospodyń wiejskich, warzywa i owoce uprawianie przez pokolenia rolników czy wspaniałe trunki o szczególnych właściwościach. 


Mazowsze jest członkiem europejskiej sieci regionalnego dziedzictwa kulinarnego - Culinary Heritage. Sieć została założona w 1995 roku przez Szwedów, którzy chcieli promować swoje regionalne produkty i potrawy. Dzisiaj sieć skupia 25 regionów europejskich w tym aż 10 regionów z Polski. Zadaniem sieci jest przede wszystkim promowanie regionalnych smaków. Co oznacza to w praktyce? Do sieci może dołączyć producent czy restaurator, który w swojej ofercie ma produkty pochodzące z konkretnego regionu. Żeby posługiwać się logo Sieci Dziedzictwa Kulinarnego wszystkie produkty składające się na danie muszą pochodzić z danego regionu. Dla przykładu: pampuchy, których próbowaliśmy w restauracji Retro Skibniew były robione z mąki pochodzącej z okolicznego młyna braci Górskich, jajek od kurki z najbliższej ekologicznej fermy, oleju rzepakowego od pana Kowalskiego. Wszystko absolutnie regionalne - dokładnie takie, jak kiedyś.



Co oznacza to dla nas, konsumentów? Widząc logo Sieci Dziedzictwa Kulinarnego na etykietach dżemów, w menu restauracji, na drzwiach wejściowych do hotelów możemy być pewni, że trafiliśmy do miejsca, którego serce bije w tym regionie. Możemy być pewni, że spróbujemy czegoś prawdziwego. Jest to też niesamowicie praktyczne - zamiast zastanawiać się, które danie w restauracji charakteryzuje dany region i czego warto spróbować, wystarczy spojrzeć na logo. 
Sieć Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsze zrzesza 58 członków i chroni ponad 200 produktów. Pieczę na siecią sprawuje mazowiecki urząd marszałkowski.


Czego absolutnie trzeba spróbować na Mazowszu?

Podczas dwudniowej wizyty studyjnej zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego odkryłam kilka perełek Mazowsza. Tymi perełkami są przede wszystkim ludzie - lokalni producenci, plantatorzy, hodowcy, piekarze, restauratorzy, którzy wracają do korzeni i z uporem maniaka twierdzą, że wszystko, co rośnie obok jest najlepsze, że przepisy babć są tym, czego trzeba bronić. Tymi perełkami są też ich produkty. Te, których koniecznie musicie spróbować.

1. Karp mościbrodzki

W stawach wokół dziewiętnastowiecznego dworu w Mościbrodach pływają karpie, które smakują obłędnie. Są zaprzeczeniem wszystkich karpiowych skojarzeń: że tłusty, że niedobry, że śmierdzi mułem, że nie ma żadnego smaku. Nic z tych rzeczy. Karpie smażone w maśle klarowanym (!) są po prostu przepyszne. Najlepiej jednak smakuje karp wędzony, którego mięso jest delikatne, listkowane i takie... lekkie.


2. Czosnek latowicki

Niby nic szczególnego, a jednak. Czosnek latowicki zawdzięcza swój delikatny smak glebie na której jest uprawiany (dorzecze Świdru). Smakuje jak prawdziwy czosnek z babcinego ogrodu. Dzisiaj, kiedy większość czosnku pochodzi z Hiszpanii, ten uprawiamy w Polsce staje się niesamowitym rarytasem. Czosnek latowicki jary jest biały, ma mniejsze ząbki i trudno się go obiera. Fioletowy to czosnek ozimy o większych ząbkach i delikatniejszym smaku.


3. Miód nadbużański

W Pasiece Nadbużańskiej od kilkudziesięciu lat hoduje się pszczoły, które dają wspaniały miód. Pasieka leży nad Bugiem, na granicy trzech województw - mazowieckiego, podlaskiego i lubelskiego. Jest to jeden z najczystszych rejonów Polski. Dlatego też miód na pewno nie pochodzi z "krajów unijnych i poza unijnych", tylko z Polski. Jest to ważne o tyle, że nikt go nie "chrzci", żeby przez miesiące stał w słoiku jako przezroczysta i lejąca ciecz. Miód się porządnie krystalizuje i świetnie smakuje - bo przecież jest i lipowy, i wrzosowy, i spadziowy. 

4. Chleb razowiec marszałkowski z Siedlec

W piekarni Ratuszowej Radzikowscy w Siedlcach już w latach trzydziestych XX wieku wypiekano wspaniały chleb razowy na zakwasie. Zakwasie, który ma przynajmniej 50 lat! 
Każdy bochenek obtoczony w otrębach kroi się na bardzo cienkie kromki, żeby wydobyć z chleba to, co najlepsze. Każdy chleb jest opatrzony zieloną etykietą. Etykietę na chleb przykleja się na wodę - podobno niektórzy konsumenci obawiają się toksycznych klejów nie wiedząc, że od zawsze małe papierowe etykietki przyklejało się po prostu na wodę.


5. Nalewka z derenia Longinus

Longinus to rodzinna firma produkująca wspaniałe nalewki według tradycyjnych receptur. Nalewki są przejrzyste, aromatyczne i klarowne (to są podobno trzy podstawowe cechy każdej nalewki). Jak to zwykle w Polsce bywa, każdy alkohol służy wyższym celom i o tym możemy dowiedzieć się z etykiety. Dereń to wspaniałe lekarstwo na bóle gardła i rzeczywiście dobrze spełnia swoją funkcję. Nalewka jest aromatyczna, delikatnie słodka i ma piękny kolor. 

6. Syrop z pigwowca i konfitura poziomkowa Krokus 

Syropy i konfitury to produkty, które przywodzą na myśl mnóstwo wspomnień z dzieciństwa. Przecież każda babcia dosładzała herbatkę syropem albo robiła napój z konfitury malinowej domowej roboty. Domowe konfitury i syropy zwykle mają nieskomplikowany skład: owoce i cukier. Dokładnie tak samo jak konfitury Krokusa. Absolutne zaskoczenie - przepisy z XIX i XX wieku, owoce pochodzące od okolicznych rolników i piękne słoiki. Syrop z pigwowca jest idealny do zimowej herbatki.


7. Pampuchy skibniewskie 

Pampuchy kojarzą się zwykle z ciastem drożdżowym gotowanym na parze. Nic bardziej mylnego. Drożdżowe rąby smażone w głębokim tłuszczu po upieczeniu są nadziewane gorącą marmoladą jabłkową lub powidłami. Można jeść, jeść i jeść. Co ciekawe, jest to specjał ze Skibniewa i okolicznych wsi. Można spróbować w Retro Skibniew. 


8. Rajski sok jabłkowy

W ekologicznym gospodarstwie państwa Zawistowskich w Sarnakach uprawia się na czterech hektarach ekologiczne jabłka. Są one świetnym składnikiem jabłkowego soku, który ma piękny kolor i rewelacyjny smak - słodki i orzeźwiający. Jakby właśnie wykapał z sokowirówki. Można sobie samodzielnie nalać z pomysłowego opakowania ze specjalnym kranikiem.

Więcej o Sieci i mazowieckich smakach możecie przeczytać u ChilliBite, Klaudyny i Kucharni
Wpis powstał we współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego.

2 komentarze:

  1. Dodać lody białobrzeskie :p ludzie z Warszawy zjeżdżają żeby je dostać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie muszę ich spróbować zatem :)

      Usuń

Dziękujemy za odwiedziny!
M+A