niedziela, 8 marca 2015

Obwarzanek, który stał się bajglem

Dawno dawno temu w pewnym mieście można było kupić obwarzanki. Obwarzanki sprzedawali głównie Żydzi - prosto z koszyków rozstawionych na krakowskich chodnikach. Obwarzanek, obgotowany drożdżowy krążek, był przysmakiem sam w sobie. Zupełnie jak dzisiejsze drożdżówki. Można było go chwycić i zjeść w dowolnym momencie i dowolnym miejscu. 
Potem krakowscy Żydzi pojechali do Nowego Jorku. Próbowali sprzedawać obwarzanki Amerykanom. Ci jednak nie byli skłonni kupować zupełnie niepraktycznej bułki. Przecież ani to chleb, ani kajzerka. Co gorsza, nie można było z niej zrobić kanapki. Z czasem więc obwarzanek stawał się coraz obfitszy, a dziurka w środku coraz mniejsza. Technika wyrobu też się nieco zmieniła - długiego wałeczka ciasta nikt nie kręcił wokół własnej osi po to, żeby potem skleić jego końce. Uproszczono tę technikę - piekarz palcem robił dziurkę w środku surowej pękatej bułeczki. Tak narodził się nowojorski bagle (od słowa bejgl). Drożdżowa bułeczka z małą dziurką jest przed pieczeniem obgotowana w wodzie z sodą i miodem (lub cukrem), a potem otoczona sezamem, makiem, cynamonem - wszystkim, czego dusza zapragnie. Bagle stał się symbolem Nowego Jorku. 


Jak jeść bagles?

To pytanie może się wydawać absolutnie głupie. Też tak na początku myślałam, kiedy w jakieś  amerykańskiej sieciówce zobaczyłam instrukcję jedzenia bajgli. Obrazkową. Zupełnie ją zignorowałam czując, że to jakiś chwyt marketingowy. I trwałam w mojej błogiej ignorancji do czasu, kiedy w Warszawie (tak, tak w Polsce) nie zaczepił mnie pewien nowojorczyk. Siedziałam w kawiarni, jadłam sobie zimnego bajgla z masłem i popijałam kawą. Nagle podszedł do mnie jegomość i tonem nieznoszącym sprzeciwu oznajmił, że profanuję bajgle. Nowojorskie bagles mają być koniecznie przekrojone na pół, włożone do tostera, zrumienione i posmarowane schmear. Po naszemu serkiem typu Philadephia z dodatkami lub bez. Jakoś nie dawało mi to spokoju i napisałam do znajomej z San Francisco pytając jak oni jedzą bagles - większość przekrawa na pół, tostuje, a potem bajglem wyciąga serek z opakowania i ładuje sobie kęs do ust. Powtarza czynność do wyczerpania bajgla lub serka. Potem znalazłam tekst How Do You Eat Your Bagles i okazało się, że nie tylko ja mam wątpliwości co do tego jak należy jeść bajgle. 


Czas przygotowania: 1 godzina
Czas oczekiwania: 90 minut
Liczba porcji: 12 bajgli

Składniki:
500 g mąki chlebowej (typ 650)
2 łyżki cukru
15 g świeżych drożdży
300 ml wody
1 łyżeczka soli
1 łyżka oleju
1 jajko

do posypania
7 łyżek sezamu
lub 
3 łyżki czarnuszki i 4 łyżki sezamu
lub 
7 łyżek maku
lub 
1 łyżka maku + 1 łyżka sezamu +1 łyżka czarnego sezamu + 1 łyżeczka granulowanego czosnku + 1 łyżeczka granulowanej cebuli 

do gotowania
1 łyżka sody
1 łyżka miodu
1 litr wrzątku



1. W misce mieszamy pokruszone drożdże z cukrem do powstania płynnej masy. 
2. Dodajemy ciepłą wodę i odstawiamy na 10 minut. 
3. Do drożdży dodajemy mąkę i sól. Dokładnie w takiej kolejności, bo sól skutecznie zabija drożdże przy bezpośrednim kontakcie.
4. Ciasto wyrabiamy ręcznie lub mikserem planetarnym, aż zacznie odchodzić od rąk/ścianek miski. 
5. Wyrobione ciasto przekładamy do czystej miski, smarujemy 1 łyżką oleju, przykrywamy ściereczką. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 1 godzinę. 
6. Wyrośnięte ciasto uderzamy pięścią. Dzielimy na 12 równych części.
7. Każdy kawałek ciasta formujemy w kształtną kuleczkę. 
8. Palec wskazujący otaczamy mąką i wkładamy w sam środek bułeczki tak, by utworzyć dziurkę. Dziurkę delikatnie poszerzamy tak, by powstał otworek o średnicy około 3 cm. 
9. Powtarzamy z resztą ciasta.
10. Bułeczki odkładamy na papier do pieczenia i przykrywamy wilgotną ściereczką. Odstawiamy do wyrośnięcia na 15 minut.
11. W międzyczasie piekarnik nagrzewamy do 220 stopni Celsjusza. Do dużego i płytkiego garnka wlewamy wodę i doprowadzamy do wrzenia. 
12. Przygotowujemy posypki wysypując je na talerz i ewentualnie mieszając.
13. Do wrzątku dodajemy sodę i miód. Mieszamy do rozpuszczenia.
14. Do wrzącej wody wkładamy kolejno bajgle tak, żeby się nie stykały. W naszym garnku na raz mieściły się trzy obwarzanki. Gotujemy po 90 sekund na każdej ze stron. Wyciągamy z garnka na papier do pieczenia.
15. Ugotowane bajgle smarujemy rozkłóconym jajkiem i posypujemy wybraną posypką. Jeśli chcemy mieć jej więcej, delikatnie wciskamy ją w powierzchnię bułeczki.
16. Gotowe bajgle wkładamy do pieca na ok. 20 minut - pieczemy do zezłocenia.
17. Wyciągamy z pieca i studzimy na kratce. 


5 komentarzy:

  1. a ja i tak bym je pożarła bez niczego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak bułeczki świeże? My koniecznie albo z masłem, albo z masłem orzechowym, albo z Bieluchem.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta historyjka o "zmniejszaniu dziurki" jest ładna ,lecz zmyślona. Bajgel i obwarzanek funkcjonowały w dawnym Krakowie równolegle.W tym samym czasie pieczono je również w Nowym Jorku.Do Ameryki trafiły nie z Krakowa a z Rosji,gdzie nazywano je również bubliczkami.Poza tym ...Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tę historyjkę usłyszeliśmy od dr historii z UJ, który pisał właśnie o tradycjach piekarskich Krakowa. Więc być może sam ją zmyślił a może po prostu różne tradycje w tym czasie się mieszały i przeplatały? Pozdrowienia :)

      Usuń

Dziękujemy za odwiedziny!
M+A