piątek, 31 marca 2017

AZS – o czym powinien wiedzieć nauczyciel?

W Twojej grupie przedszkolnej lub klasie jest dziecko chore na atopowe zapalenie skóry. Czego oczekiwać i jak mu pomóc w codziennym życiu?


1. AZS nie jest zaraźliwe

Atopowe zapalenie skóry to choroba, która objawia się zaczerwieniem skóry i świądem. Drapanie prowadzi do powstania ran, które widać szczególnie w zgięciach łokci i pod kolanami, ale także na nadgarstkach, szyi, twarzy. Na AZS cierpi około 20% populacji, a w ciągu ostatnich 30 lat w krajach uprzemysłowionych liczba zachorowań wzrosła trzykrotnie. AZS to choroba genetyczna o podłożu zapalnym. Nie znana jest jej dokładna przyczyna. Wiadomo, że ponad 30% dzieci z AZS ma alergie pokarmowe, ale AZS alergią nie jest. Jest to choroba, która zaostrza się pod wpływem stresu. AZS nie jest zaraźliwe. Dziecka można spokojnie dotykać, można się z nim bawić. Jest to szczególnie ważna informacja dla innych rodziców. Bywa tak, że dziecko z AZS przychodzi do przedszkola czy szkoły wysmarowane białą maścią i przypomina nieco dziecko z ospą. Ta biała papka ma osuszyć rany i zapobiec drapaniu. Jeśli papka przeniesie się na ubranie, zabawkę, wykładzinę – nie ma problemu, bo dobrze się spiera. 

2. Dziecko jest nadwrażliwe

poniedziałek, 27 marca 2017

Czego nie mówić rodzicom dziecka z AZS?

Dziecko ma nadrapaną skórę, czerwone plamy na szyi rozlewają się niczym kipiące mleko. Jest środek lata, a rodzice idą z dzieckiem ubranym w długi rękaw i długie spodnie. Jakie komentarze nasuwają się na myśl i które lepiej zachować dla siebie?



1. Czy to dziecko ktoś leczy?

Rodzice zwykle nie są ślepi. Nie są też ignorantami i pewnie jakiś czas temu zauważyli, że ze skórą ich dziecka jest coś nie tak. Z pewnością szukają pomocy. Prawdopodobnie robią wszystko, co w ich mocy, żeby pomóc dziecku. Nie zawsze jednak to pomaga od razu. Może też niekoniecznie chcą o tej chorobie opowiadać nowopoznanym osobom na ulicy, w kawiarni czy na dodatkowych zajęciach. 

2. Czy próbowaliście już X, Y, albo Z?

Na pewno każdy z nas potrafi powiedzieć o jakieś magicznej maści, substancji, oleju, lekarstwie, które pomogło dziecku znajomych, sąsiadów, kuzynów, czy szwagra matki siostrzeńcowi. Wspaniale! Nie wszystko jednak można przetestować na własnym dziecku i nie wszystkie te terapie zaleca lekarz. Dlatego nakłanianie ich do testowania różnych specyfików może wywołać ostre reakcje. 

3. Czym ją/jego znowu nakarmiliście?

Dziecko ma kolejne zaostrzenie, bo zmienia się pora roku, bo wyjeżdżało, bo ma trudny czas w przedszkolu czy szkole. Gorzej się czuje i gorzej wygląda. Najprawdopodobniej je tak samo jak zwykle i kąpie się tak samo jak zwykle. Po prostu, tej choroby nie leczy dieta. To prawda, jedzenie ma duży wpływ na stan skóry, ale nie jest jedynym czynnikiem pogarszającym jej stan. 

4. Jak jej/jego skóra ładnie wygląda. Gratulacje!

Z pewnością każdy rodzic cieszy się, że skóra dziecka jest zdrowsza. Ale wie, że to bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem i tymczasowa kontrola nie gwarantuje długotrwałego sukcesu. Poza tym, nikt nie lubi być oceniany przez pryzmat zdrowia swojego dziecka. Poza tym, gratulować to można tylko temu choremu dziecku, że jest w stanie wytrzymać to okropne swędzenie. 

5. Jak mi Was szkoda/jacy jesteście biedni

Jedyną osobą, która naprawdę cierpi jest dziecko. To ono czuje to ciągłe swędzenie, drapanie i ból. W tej sytuacji nikt nie jest biedny i naprawdę nie ma powodu, żeby kogokolwiek żałować. Jedni borykają się z agresją u dzieci, inni z dysleksją, a my z AZS. Jesteśmy razem szczęśliwi. 

6. Ale przecież ona/on tak mało tego zjadła/zjadł... to niemożliwe że od tego

Dziecko zostało na kilka godzin z wujkami/ciotkami/kuzynami/dziadkami/opiekunami. Widać, że coś nie jest dobrze, skóra robi się czerwona, a przecież wszystko było w porządku. Szybki wywiad (rodzice alergików są lepsi w śledzeniu składu diety niż FBI) i okazuje się, że dziecko zjadło żelki/cukierki/czekoladki albo coś innego, co na pewno powoduje zaostrzenie choroby. Co słyszą rodzice? Niemożliwe, żeby po takiej ilości coś się stało. Ale dzieje się. Im więcej barwników, cukru i wzmacniaczy smaku tym dzieje się szybciej i intensywniej.

czwartek, 23 marca 2017

Kanapeczki z awokado i homarem

Homar, flagowy produkt Kanady, coraz częściej pojawia się na stołach w Ameryce Północnej, Azji oraz w Europie. Nadal jednak zbyt często postrzegany jest jako towar luksusowy, zarezerwowany na szczególne okazje. Może warto odczarować homara? 


Przygotowaliśmy już przepis na najprostszy makaron z homarem - zobaczcie. Taki makaron, który może zrobić absolutnie każdy w każdej kuchni - nawet studenckiej. Pewnie słowa "homar" i "studencki" wzajemnie się wykluczają? Pewnie na co dzień tak, ale skoro teraz mrożone homary kosztują 35,99 to można się szarpnąć i przygotować coś naprawdę extra! 

Dzisiaj rano jedliśmy pyszne kanapeczki z homarem. Pozwalają cieszyć się jego delikatnym smakiem i są absolutnym hitem w naszym domu. Łatwo można je podzielić i nakarmić tych, których lubimy. Jakiś czas temu nasza licealna nauczycielka dowiedziawszy się o naszej blogowej pracy napisała "to teraz wpraszam się na jakiegoś homara". Ironię zrozumieliśmy. Dzisiaj dedykujemy jej ten przepis publicznie zapraszając na małą homarową ucztę. A Was zachęcamy do spróbowania homarów. Nie są trudne w przygotowaniu, a naprawdę mają wyjątkowy smak. 

Jakiego homara wybrać?



Najlepiej wybierać homary z niebieskim znakiem MSC. 
Blisko 90% zasobów ryb i owoców morza w morzach i oceanach jest wyczerpanych, znacznie uszczuplonych lub nadmiernie eksploatowanych. Wybierając ryby i owoce morza z niebieskim znakiem MSC pomagamy chronić zasoby mórz i oceanów, mamy gwarancję, że produkty pochodzą z przyjaznych środowisku, zrównoważonych połowów, czyli takich które w mniejszym stopniu wpływają na ekosystem morski, pozostawiają więcej ryb w morzach i oceanach i sprzyjają innym zwierzętom morskim. Jeśli chodzi o homary, to mamy dobrą wiadomość. 97% wszystkich rybaków i przetwórców homara w Kanadzie otrzymało certyfikat MSC.


Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 4 osoby

Składniki:
8 kromek bagietki lub 4 kromki chleba wiejskiego
2 łyżki oliwy z oliwek
1 homar (odmrożony)
1/2 awokado
1/2 czerwonej papryki
1/2 łyżeczki majonezu
szczypta chili (wedle uznania)
1 łyżka soku z cytryny
szczypiorek lub natka pietruszki (opcjonalnie)

1. Homara gotujemy we wrzątku przez 4 minuty. Wyciągamy i obieramy. Dokładna instrukcja - tutaj. Kroimy w kostkę. Możemy dodać ikrę, jeśli trafiła nam się pani homarzyca. 

2. Awokado przekrawamy na pół. Wyciągamy pestkę. Nożykiem nacinamy go (ciągle w skórce) tak, by powstała kostka. Za pomocą łyżki do zupy wyciągamy miąższ i wkładamy do miseczki. 

3. Paprykę kroimy w drobną kosteczkę. Wrzucamy do miseczki. 

4. W misce mieszamy homara, awokado, paprykę, majonez, chili, sok z cytryny. 

5. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy na złoto plasterki bagietki. 

6. Na pieczywie układamy pastę. Posypujemy szczypiorkiem lub natką pietruszki. 

środa, 22 marca 2017

Makaron z homarem - najprostszy

Homar to jeden z tych składników, który nie wymaga wielu dodatków. Wystarczy makaron, cytryna, pomidorki i chilli. To najprostszy sposób na danie z homarem.



Zanim zabierzemy się do przygotowania makaronu musimy poradzić sobie z samym homarem. W Polsce trudno o świeżego homara, ze względów oczywistych. Mrożone homary są dużo prostsze w przygotowaniu - są już pozbawione wnętrzości, a ich gotowanie zajmuje maksymalnie 5 minut. Pana homara musimy odmrozić, a następnie wrzucić do dużego garnka z wrzącą wodą. Po 3-4 minutach wyciągamy go z wody i obieramy. Kiedy poczujemy, że kończyny łatwo odchodzą od korpusu wiemy, że homar jest dobrze ugotowany.



Jak obrać homara? 
Najpierw należy oderwać ogon od korpusu - nie sprawi to dużej trudności. Potem "odkręcamy" kończyny, a następnie za pomocą specjalnych kleszczy (które wyglądają jak dziadek do orzechów) miażdżymy szczypce. Ogon rozcinamy wzdłuż. Specjalnym widelczykiem, palcami lub małą łyżeczką jak do espresso wyciągamy mięso ze ogona, szczypiec i korpusu. W korpusie mięsa nie ma za dużo, za to możemy tam znaleźć pyszną ikrę (jeśli trafiliśmy na samicę) lub zieloną wątróbkę (jeśli trafiliśmy na samca). Wątróbka ma bardzo intensywny smak i zapach. 

Mięso homara jest sprężyste i niezwykle aromatyczne. Najprościej jest je podać z lekko osolonym masłem i sokiem z cytryny. My naszego homara dodaliśmy do makaronu. Mięso z jednego homara wystarczy do przygotowania dwóch porcji makaronu. Jeśli planujecie homarową ucztę, kupcie więcej homarów. Teraz można je kupić w wyjątkowo atrakcyjnej cenie 34,99 w Biedronce. 

Jak wybierać homary i inne owoce morza?


Najlepsze homary i owoce morza są oczywiście świeże. Ale nie zawsze świeże oznacza złowione z troską o środowisko. Homar, którego przygotowaliśmy, posiadał certyfikat MSC. Jest to certyfikat zrównoważonego rybołówstwa. Niebieski znaczek znajdujący się na rybach i owocach morza oznacza, że pochodzą one ze stabilnych i dobrze zarządzanych łowisk, które dbają o równowagę morskich ekosystemów. Dzięki tym praktykom produktami rybnymi i owocami morza będziemy cieszyć się zarówno my jak i przyszłe pokolenia.

97% wszystkich rybaków i przetwórców homara w Kanadzie otrzymało certyfikat MSC. Wybierając homara, śledzie, krewetki, małże i inne owoce morza z tym niebieskim znakiem macie pewność, że dostaniecie produkt pochodzący ze zrównoważonych połowów. Tym samym zadbacie o ekosystem mórz i oceanów. I jeszcze jedno: produkty z tym niebieskim znakiem możecie znaleźć w wielu sklepach, także tych tańszych. Produkty z logo MSC nie są droższe od ich odpowiedników bez tego znaku. Dlatego mając wybór, wybierzcie odpowiedzialnie. 


Czas przygotowania: 30 minut
Liczba porcji: 2 

Składniki:
200 g makaronu spaghetti 
1 homar odmrożony
300 g pomidorków koktajlowych
30 g masła
1 łyżeczka chilli
sok z 1/2 cytryny

1. Homara wrzucamy do garnka z wrzącą wodą. Gotujemy 4 minuty. Wyciągamy i obieramy. Mięso kroimy w kostkę.

2. Makaron gotujemy według instrukcji na opakowaniu. 

3. W czasie, gdy gotuje się makaron przygotowujemy sos. Na patelnię wrzucamy masło i chilli. Po 1 minucie dorzucamy pomidorki przekrojone na pół. Smażymy na małym ogniu około 5 minut. Dodajemy sok z cytryny i homara. 

4. Makaron odcedzamy, dodajemy do niego zawartość patelni. Mieszamy i serwujemy. 


niedziela, 19 marca 2017

Oleje roślinne - rodzaje, właściwości, zastosowanie

O olejach roślinnych mówi się coraz częściej w kontekście zbilansowanej diety. Są bogate w zdrowe tłuszcze, w tym gównie wielonienasycone kwasy tłuszczowe (omega-3, omega-6), których nasz organizm sam wytworzyć nie potrafi. Jak przechowywać oleje, które podgrzewać, które jeść? 



OLEJ LNIANY

Jest najbardziej znanym polskim olejem. Olej lniany tłoczony na zimno jest najbogatszym roślinnym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3 i kwasów omega-6. Tylko olej tłoczony na zimno zawiera idealną proporcję tych kwasów. Dlaczego ważne jest, by był to olej tłoczony na zimno? Kwas α-linolenowy (omega-3) pod wypływem temperatury, światła i powietrza utlenia się. Dlatego tylko w oleju tłoczonym na zimno jest go sporo. 


WŁAŚCIWOŚCI:

- wspomaga trawienie i metabolizm
- działa osłonowo na układ pokarmowy
- pomaga mózgowi dobrze funkcjonować 
- łagodzi wahania cukru we krwi
- hamuje procesy miażdżycowe


JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej lniany warto kupować w jak najmniejszym opakowaniu i przechowywać w lodówce. Dzięki temu szybciej go zużyjemy i jest większe prawdopodobieństwo, że kwasy omega-3 się nie utlenią. Olej mętnieje, ale nie należy się tym przejmować - to naturalny proces sedymentacji. 

Olej należy spożyć w ciągu 3-4 tygodni. Gorzkawy posmak zdradza, że olej nie nadaje się do spożycia. Nie trzeba go jednak wylewać! Warto nim natłuszczać cienkie włosy, żeby je wzmocnić (wystarczy wetrzeć olej w suche włosy, zostawić na godzinę, a potem umyć głowę szamponem). Można go również wcierać w skórę dłoni i paznokci. 

JAK UŻYWAĆ?

Nie należy go podgrzewać, ale można wzbogacać nim ciepłe potrawy oraz używać jako dodatek do sałatek lub sosów. Świetnie sprawdza się jako dodatek do pyrów z gzikiem, śledzia, klasycznych ziemniaków. My dodajemy go do ugotowanych warzyw dla niemowlęcia.



OLEJ Z PESTEK DYNI 

Olej z pestek dyni ma głęboko zielony kolor i intensywny smak. Nie ma idealnego profilu tłuszczowego, tzn. zawiera więcej kwasów omega 6 i śladową ilość kwasów omega 3. Stosuje się go chętnie w medycynie naturalnej. 

WŁAŚCIWOŚCI:

Olej z pestek dyni jest tradycyjnym lekiem na pasożyty - wystarczy 1 łyżeczka dziennie, by zacząć walkę z tasiemcem, owsikami i glistami. Olej nie podrażnia ścianek żołądka i jelit, więc jest najbezpieczniejszym preparatem dla dzieci.  
Wspomaga też leczenie prostaty i chorób górnych dróg oddechowych. Polecany jest alergikom. 

JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej z pestek dyni przechowujemy w lodówce. Można go przechowywać w temperaturze do 20 stopni Celsjusza, ale im wyższa temperatura tym szybciej zjełczeje. 

JAK UŻYWAĆ?

Nie należy go mocno podgrzewać. Można wzbogacać nim ciepłe potrawy. Świetnie smakuje w sałatkach, na ziemniakach. Pyszny jest twarożek z dodatkiem oleju z pestek dyni.
Olej świetnie leczy bardzo suchą skórę, ale trzeba uważać na ubrania - barwi je i trudno się spiera. Można nim równiej olejować włosy (tak samo jak olejem lnianym). 



OLEJ Z OSTROPESTU 

Olej z ostropestu znany jest od dawna i chętnie wykorzystywany przez medycynę naturalną do wspomagania pracy wątroby i układu krwionośnego.

WŁAŚCIWOŚCI:

Olej z ostropestu zawiera sylimarynę, która jest przeciwutleniaczem regenerującym wątrobę. Sylimaryna oczyszcza wątrobę z toksyn, więc wspomaga leczenie przewlekłych chorób wątroby. Olej z ostropestu obniża poziom cukru we krwi i poziom cholesterolu. Badania wykazały, że olej zapobiega powstawaniu kamieni nerkowych i chorób układu moczowego. 
Olej z ostropestu używany jest również do nawilżania skóry u osób z AZS, rumieniem, zmianami ropnymi. 

JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej z ostropestu tłoczony na zimno przechowujemy w lodówce. 

JAK UŻYWAĆ?

Oleju nie powinno się podgrzewać. Można stosować go do sałatek. Osobom, które chcą oczyścić wątrobę zaleca się picie 1 łyżeczki oleju 3 razy dziennie przed posiłkiem. 


OLEJ RZEPAKOWY

Olej rzepakowy to jeden z najchętniej spożywanych olejów. W sklepach występuje głównie w postaci oleju rafinowanego. Ten rafinowany jest pozbawiony wielu substancji, które naturalnie występują w ziarnie, a które w procesie oczyszczania (rafinacji) zostają usunięte. Jest neutralny smakowo, nie utlenia się, ale nie zawiera witaminy A i E. 

WŁAŚCIWOŚCI:

Olej rzepakowy nierafinowany i tłoczony na zimno to źródło kwasów Omega 3 i witaminy E, którą popularnie nazywa się "witaminą młodości". Olej rzepakowy tłoczony na zimno nadaje się do smażenia. Można go również dodawać do sałatek, zup, twarogu, śledzi. 

JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej rzepakowy tłoczony na zimno najlepiej przechowywać w lodówce. 

JAK UŻYWAĆ?
Olej możemy podgrzewać, więc można na nim smażyć, można dodawać go do ciast. Można używać go tez do sałatek, zup, twarogu, śledzi. 


OLEJ SŁONECZNIKOWY

Złoty olej słonecznikowy rafinowany to jeden z ulubionych olejów Polaków na którym chętnie smażą wszystko, co się da. Zupełnie inaczej wygląda i smakuje olej słonecznikowy nierafinowany. Taki olej ma barwę ciemno zółtą, ma intensywny smak i zapach. Ma niezbyt korzystny profil kwasów tłuszczowych - więcej kwasów Omega 6 niż Omega 3. Dlatego warto spożywać go z umiarem. 

WŁAŚCIWOŚCI:

Olej słonecznikowy jest bogatym źródłem witaminy E. Ze względu na dużą zawartość kwasów Omega 6 jego nadmierne spożycie może spowodować zaostrzenie stanów zapalnych w organiźmie. 

JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej słonecznikowy tłoczony na zimno najlepiej przechowywać w lodówce. 

JAK UŻYWAĆ?

Olej słonecznikowy ma bogaty smak, jednak trzeba używać go z umiarem. Najlepiej dodać go do sałatki lub skropić nim zupę krem - np. z dyni. 



OLEJ Z NASION KONOPII 

To nasze nowe odkrycie. Zielony olej o intensywnie orzechowym smaku jest świetnym dodatkiem do sałatek i zup. Ma dobry stosunek kwasów Omega 3 i Omega 6, więc wykazuje właściwości lecznicze. 

WŁAŚCIWOŚCI:

Ze względu na dobry stosunek wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, olej z konopii jest dobrym uzupełnieniem diety. Zalecany jest osobom z podwyższonym cholesterolem we krwi - olej z nasion konopii pomaga go obniżyć. Działa przeciwzapalnie.

JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej z nasion konopii tłoczony na zimno najlepiej przechowywać w lodówce. 

JAK UŻYWAĆ?

Nie należy go podgrzewać, ale można wzbogacać nim ciepłe potrawy oraz używać jako dodatek do sałatek lub sosów. Świetnie sprawdza się jako dodatek do sałatek,  klasycznych ziemniaków, zup. Świetnie smakuje z pieczonymi burakami! 



OLEJ Z CZARNUSZKI

Prawdziwa enigma wśród olejów. Podobno właściwości oleju z czarnuszki nie przypominają tradycyjnych olejów tłoczonych na zimno. Olej z czarnuszki ma ciemnobrązową barwę i charakterystyczny smak. Olej jest ostry i delikatnie gorzki. 


WŁAŚCIWOŚCI:

Przyprawa ta znana była już w starożytnym Egipcie, gdzie traktowano ją jako specyfik leczący wszystko poza śmiercią. Wspomaga walkę z wieloma schorzeniami skóry i infekcjami dróg oddechowych. 


JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej z czarnuszki na zimno najlepiej przechowywać w lodówce. 


JAK UŻYWAĆ?

Nigdy nie dodawaliśmy tego oleju do potrawy, ponieważ jest zbyt ostry i dominujący. Za to pijemy go regularnie, kiedy czujemy się przemęczeni lub kiedy mamy pierwsze objawy przeziębienia. Pijemy po 1 łyżeczce 3 razy dziennie. Olej pomaga niektórym dzieciom z AZS - piją 1 łyżeczkę dziennie. 

Olej można stosować zewnętrznie - bardzo pomaga chorym na AZS. Ponieważ barwi ubrania, warto smarować nim skórę po kąpieli i zakładać "domowe" ubranie. 


OLEJ KOKOSOWY 

Wielkim szturmem zdobył półki w eko-sklepach, polecają go celebryci, jemy go, nacieramy się nim. W sklepach można kupić olej rafinowany, który nie pachnie i pięknie pachnący olej nierafinowany. Najważniejszym składnikiem oleju kokosowego jest kwas laurynowy, który wspomaga układ immunologiczny. Olej kokosowy świetnie nawilża, chociaż nie powinno się go stosować na twarz. 


JAK PRZECHOWYWAĆ?

Olej kokosowy przechowujemy w temperaturze pokojowej. Olej będzie zmieniał swoją konsystencję w zależności od temperatury otoczenia - rozpuszcza się już w 30 stopniach. 

JAK UŻYWAĆ?

Olej kokosowy ze względu na wysoką zawartość kwasów nasyconych powinien być spożywany z umiarem. Teoretycznie można na nim smażyć, ale trzeba uważać, bo jego temperatura dymienia jest dość niska - około 170 stopni Celsjusza. Niektórzy dodają go do kuloodpornej kawy (kawa, olej kokosowy, masło klarowane, mleko roślinne). Świetnie nadaje się do pięlęgnacji ciała - można użyć go do przygotowania domowego peelingu, balsamu do ust. Można nim nawilżać grube i gęste włosy. 

sobota, 18 marca 2017

Wszystko zaczyna się od dobrych zbiorów [Rozmowa #11]

O tłoczeniu oleju na zimno, cudownym leku na przeziębienie i dobrych ziarnach mówi Kamila Zubrycka-Sobolewska, założycielka firmy Olejowy Raj



Jak się tłoczy olej? 
Na zimno – oznacza to, że temperatura całego procesu nigdy nie przekracza 40 stopni Celsjusza. Ale dla każdego ziarna jest inaczej. Przy oleju z pestek dyni temperatura prawie dochodzi do 40 stopni, bo inaczej się nie da go dobrze wytłoczyć, ale przy oleju lnianym jest niższa. Każde ziarno wymaga innego traktowania. Jak prasa wytłoczy olej, to on wpada do pojemnika, wkładamy go do chłodni i on odpoczywa. To jest proces, dzięki któremu unikamy filtracji i odwirowania. Oddziela się wtedy osad od oleju, ale tym samym traci się dużo witamin i kwasów omega-3. My tego unikamy. Osad sobie opada na dno. Po dobie-dwóch dochodzi do sedymentacji – na dole są resztki ziarna, a na górze jest czysty olej. My sprzedajemy co prawda czysty olej, ale ja uważam, że to co jest na dole jest też bardzo wartościowe, bo tam są drobinki ziarna. Mamy klientów kupujących ostropest, którym zależy na silimarinie działającej na wątrobę i oni chcą kupować te zlewki z tłoczenia, bo mają świadomość co tam jest. Oczywiście, zlewki wyglądają nieapetycznie i większość sprzedajemy dla koni i krów. Rolnicy dodają je zwierzętom do paszy.

Nic się nie marnuje.

Zagospodarujemy wszystko – odtłuszczone ziarno, zlewki. Mamy klientów, którzy prowadzą agroturystykę i kupują na przykład wytłoczyny po dyni, żeby zrobić z nich mąkę dyniową do bezglutenowych wypieków. Mąki bezglutenowe właśnie tak powstają – to zmielone odtłuszczone ziarno. Niby efekt uboczny tłoczenia.

Z ilu rodzaju ziaren tłoczycie oleje?

Teraz z dziesięciu.

piątek, 17 marca 2017

Beghrir czyli marokańskie placuszki z miodem

Od pytania "czy kiedykolwiek to jadłaś" do momentu w którym stałam nad patelnią obserwując małe rosnące placuszki nie minęła godzina. W Maroko nigdy nie byłam, ale za to Maroko było dzisiaj u nas na stole. 

Beghrir to śniadaniowe placki drożdżowe, które pochodzą z Maroko. Wyglądają na talerzu jak zrobione z koronki. Ciasto  zawiera kaszę manną, więc podczas rośnięcia kasza utrzymuje tę misterną strukturę.  Dzięki tym malutkim dziurkom placki cudownie przesiąkają sosem miodowo-maślanym z którym się je podaje.

Ciasto na placki jest dość luźne. Na środek suchej rozgrzanej patelni trzeba wlać około 1/4 szklanki masy, pozwolić się jej rozlać i smażyć na średnim ogniu  około 3 minut. W trakcie smażenia na placku zaczną pojawiać się małe "kratery". Masa zacznie się ścinać i przestanie błyszczeć. To sygnał, że placek należy zdjąć z patelni. Placków nie przewracamy. Dlaczego? Wtedy błyskawicznie by się ścięły i wyschły. A tak mamy placek, który jest delikatnie wilgotny (ale bezpieczny, bo ścięty). Warto zatem ubroić się w dwie patelnie. Próbowaliśmy smażyć po kilka placków na raz. Niestety, masa jest rzadka i mocno się rozlewa. Placki wylewane tuż przy brzegu patelni nie mają ładnych okrągłych kształtów. Sprawdzałam też co się stanie, kiedy zagęścimy masę - możemy smażyć po kilka placków na raz, ale nie rosną tak ładnie, nie mają koronkowej struktury i smakują bardziej jak nasze racuszki. Jeśli więc chcemy spróbować tych prawdziwych marokańskich beghrir trzymajmy się przepisu.


Czas przygotowania: 10 minut (plus smażenie)
Czas oczekiwania: 20 minut 

Składniki:
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
1 2/3 szklanki ciepłego mleka
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka kaszy manny
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka

sos:
6 łyżek miodu
3 łyżki masła
2 łyżki wody pomarańczowej 



1. Drożdże mieszamy z cukrem i ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 5 minut.

2. Do drożdży dodajemy pozostałe składniki - mąkę, kaszę, proszek do pieczenia, jajka. Mieszamy łyżką do powstania jednolitej masy.

3. Miseczkę z masą przykrywamy czystą ścierką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut.

4. Patelnię rozgrzewamy. Na sam środek wylewamy około 1/4 szklanki masy. Smażymy na średnim ogniu, aż wierzch przestanie być błyszczący, a spód się zarumieni - około 3 minut. Przekładamy na talerz.

5. W czasie, gdy smażymy naleśniki przygotowujemy sos. Do rondelka wrzucamy masło, miód. Podgrzewamy mieszając, aż masło i miód się połączą. Dodajemy wodę pomarańczową.

6. Gotowe placki serwujemy z miodowo-maślanym sosem.

wtorek, 7 marca 2017

Placek Lisy z Bullerbyn #smakiAstrid

Pewnego dnia Lisa z Bullerbyn pokłóciła się z Brittą i Anną. Zupełnie nie miała co robić i szukała zajęcia.  Mama namówiła ją na upieczenie placka. 


W książce "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren dokładnie opisuje sposób przygotowania placka - utrzeć 2 szklanki cukru z 4 jajkami, roztopić w rondelku kawał masła, dość duży, dodać mleka i mąki. Ile?  "Nie pamiętam, ile dokładnie," twierdzi Lisa. Do tego dosypać skórki cytrynowej i drożdży w proszku. Wypisz,  wymaluj drożdżowy placek ze skórką cytrynową. 

piątek, 24 lutego 2017

Focaccia z suszonymi pomidorami i orzechami włoskimi

Focaccia to bardzo dobra przekąska i można przyrządzić ją na setki sposobów. Jednak ta focaccia jest wyjątkowa, bo daje dużo energii do walki z chorobą onkologiczną. 


Zmaganie się z ciężką chorobą zupełnie zmienia dotychczasowe życie. Nagle okazuje się, że trzeba podporządkować się terapii i zmienić nie tylko rytm dnia, ale także skład posiłków. W wywiadzie, który przeprowadziliśmy z Ewą Ceborską-Scheiterbauer, dietetyczką i współautorką książki "Medycyna XXI wieku - żywienie w chorobach nowotworowych" pada ważne zdanie - dietę należy dostosować do potrzeb konkretnej osoby (pełny wywiad przeczytacie TUTAJ). Tyle, że w tym wymagającym czasie chory może nie mieć zupełnie siły na dostosowywanie diety. Odpowiednia dieta może zmniejszać efekty uboczne choroby i jej leczenia, zwiększać tolerancję pacjenta na stosowaną terapię, wzmacniać układ  immunologiczny i ułatwiać walkę z  chorobą. Najlepsze efekty daje dieta lekkostrawna, dopasowana do zwiększonych potrzeb pacjenta, bardzo czesto wysokobiałkowa i jak najbardziej urozmaicona. Biorąc pod uwagę jak trudno czasem zmusić się do jedzenia, posiłki mogą się stać się koszmarem. Są jednak preparaty, które ułatwiają odżywianie w tym trudnym czasie.

środa, 22 lutego 2017

NutriDzień, czyli warsztaty kulinarne dla osób z chorobami onkologicznymi

Choroba onkologiczna to nie wyrok. Trzeba jednak przygotować się na walkę o siebie i warto w tym czasie pamiętać też o jedzeniu. 

Dwa lata temu prowadziłam z Twardym Szparagiem warsztaty kulinarne na onkologii dziecięcej. Strasznie się bałam – choroby, cierpienia, bezradności. Po pięciu minutach pobytu na oddziale zrozumiałam, że mój strach nie jest nikomu potrzebny. Za to wszystkim potrzebna jest normalność, a przynajmniej jej zalążek – dzieciom, którym na oddziale jest po prostu nudno i rodzicom, którzy potrzebują wsparcia „z zewnątrz”. 


Kiedy Nutricia Medyczna zaprosiła mnie do projektu mającego na celu wsparcie w odżywianiu podczas choroby nowotworowej nie wahałam się ani chwili. Z wielką radością przyjęłam pomysł na czynne uczestnictwo w NutriDniu – warsztatach dietetycznych mających na celu pokazanie pacjentom jak odżywiać się podczas choroby onkologicznej. A odżywiać się trzeba, bo zapotrzebowanie na białko podczas terapii onkologicznej rośnie nawet dwukrotnie. Właściwie dobrane posiłki pozwalają poprawić apetyt i zmniejszają ryzyko rozwoju niedożywienia.  Odpowiednia dieta może zmniejszać efekty uboczne choroby i jej leczenia, zwiększać tolerancję pacjenta na stosowaną terapię, wzmacniać układ  immunologiczny i ułatwiać walkę z  chorobą. Najlepsze efekty daje dieta lekkostrawna, dopasowana do zwiększonych potrzeb pacjenta, bardzo czesto wysokobiałkowa i jak najbardziej urozmaicona. Biorąc pod uwagę jak trudno czasem zmusić się do jedzenia, posiłki mogą się stać się koszmarem.



Dlatego w Smolna8Food Studio dietetyczka Ewa Ceborska-Scheiterbauer i cztery blogerki – Ania - Czosnek w Pomidorach, Marta – Kuchnia Marty, Aga – Eksperymentalnie i ja przygotowywałyśmy proste dania z preparatami odżywczymy Nutridrink Protein. Nutridrinki Protein to preparaty o małej objętości i dużej zawartości białka, co ważne jest dla pacjentów onkologicznych . Mówiąc prościej – dostarczają kalorii i składników odżywczych, dzięki czemu dania o małej objętości są odpowiednio zbilansowane. Ta mała objętość jest tutaj kluczowa – podczas chemioterapii czy radioterapii spożywanie dużych posiłków bywa nielada wyzwaniem. Preparat Nutridrink Protein można pić jak napój, a można go również dodawać do dań - tym właśnie zajęłyśmy się my. Trzeba pamiętać, że ich przyjmowanie trzeba zawsze skonsultować z lekarzem.


Ania przygotowała kurczaka w mleczku kokosowym z fistaszakami, anansem i kolendrą i Nutridrink Protein o smaku brzoskwinia-mango. Aga zrobiła gryczankę z chia, kokosem, malinami i nutridrinkiem waniliowym. Marta przygotowała tosty francuskie z nutrii-lodami o smaku owoców leśnych i sosem malinowym. Ja przygotowałam foccaccię z suszonymi pomidorami, orzechami włoskimi, rozmarynem i Nutridrink Protein o smaku brzoskwinia-mango. 

Zmaganie się z ciężką chorobą zupełnie zmienia dotychczasowe życie. Przygotowując przepis z Nutridrink Protein chciałam pokazać, że w tym wymagającym czasie można przygotować coś, co kojarzy się z domem, ciepłem, a nawet wakacjami. Stąd pomysł na drożdżową foccacię z suszonymi pomidorami i orzechami włoskimi, która może być słonym śniadaniem czy podwieczorek. Dodatkowo, foccacię można mrozić, więc warto przygotować ją z podwójnej czy potrójnej porcji i wyciągać wtedy, kiedy przyjdzie ochota na śródziemnomorskie smaki. Focaccia okazała się hitem – pięknie pachnie, jest delikatna i pyszna.


Najważniejszym momentem podczas NutriDnia były dla mnie rozmowy z pacjentkami. Tak naprawdę było to wspierające słuchanie – każda z nich chciała z detalami opowiedzieć o swojej chorobie, o swoich małych zwycięstwach i porażkach, o swoich ulubionych smakach i o tym, jak ma dość dobrych rad. Dlatego najważniejszym momentem tego dnia było dla mnie po prostu uważne słuchanie – bez oceniania, doradzania, dopytywania o szczegóły. Prawda jest jednak taka, że czasem pacjenci mają wokół siebie zbyt wiele osób chcących im coś powiedzieć niż tych, które chcą ich po prostu wysłuchać. A to słuchanie pokazało mi, że pacjenci czują się momentami zupełnie bezradni – nie mają ochoty na nic do jedzenia, jest im trudno się zmusić, czują się jak dzieci, kiedy rodzina ciągle prosi, żeby „o siebie dbali.”. Szczególnie zapamiętałam słowa jednej pani: „zamiast ciągle do mnie dzwonić i mówić mi o tych cudownych rosołkach na gołębiach, mogliby mi to po prostu zrobić i przywieźć.”


Jeśli znacie kogoś kto walczy o swoje życie, jeśli sami próbujecie wzmocnić się w walce z chorobą, to bardzo polecam Wam Nutriblog. Znajdziecie tam mnóstwo zbilansowanych przepisów na dania z preparatami Nutridrink Protein. Chcąc jak najbardziej urozmaicić jadłospis, możemy przygotowywać większe ilości dań i bez szkody je mrozić (trzeba tylko pamiętać, że raz rozmrożone danie trzeba zjeść i nie wolno go ponownie zamrozić). Jeśli chcecie przygotować posiłki dla bliskich, to znajdziecie tam mnóstwo inspiracji. Zachęcam Was do przeczytania wywiadu na temat odżywiania w chorobie onkologicznej w którym dietetyk Ewa Ceborska-Scheiterbauer zwraca uwagę na to jak jeść, żeby wzmacniać się podczas choroby. 

Żywienie medyczne to dietetyczne środki spożywcze specjalnego przeznaczenia medycznego i należy je stosować pod nadzorem lekarza.

wtorek, 21 lutego 2017

Chemia nie lubi chemii [Rozmowa #10]

O diecie w chorobie nowotworowej, o produktach których trzeba unikać, o jedzeniu, które odżywia rozmawiamy z Ewą Ceborską-Scheiterbauer, dietetyczką i współautorką książki "Medycyna XXI wieku - żywienie w chorobach nowotworowych."


Czy jest jakaś dieta dzięki której nie zachorujemy na nowotwór?

70% to styl życia – jeśli zdrowo jesz, uprawiasz sport, nie palisz i nie stresujesz się to możesz zmniejszyć ryzyko zachorowania. Zostaje jeszcze 30% na które nie masz wpływu. Jest kilka zasad, których przestrzeganie uprawnia nas do powiedzenia, że zdrowo jemy – regularnie, naturalnie, odpowiednie proporcje i z różnych grup produktów. Nie jemy tylko mięsa albo tylko ryb, albo samych warzyw i sałaty. W diecie potrzebne jest duże urozmaicenie. Jeśli lubisz mięso, to spróbuj czasem zamienić je na ryby, jeśli lubisz kluski, to dobrze by było, żeby nie były tylko pszenne kluski, ale też orkiszowe, jaglane, żytnie. 

Czy jakieś elementy naszej diety sprawiają, że wzrasta ryzyko zachorowania?

poniedziałek, 6 lutego 2017

Cynamonowe bułeczki dzieci z ulicy Awanturników

Uwielbiamy książki Astrid Lindgren. Są radosne, beztroskie, a jednocześnie bardzo realistyczne. Właśnie z tej miłości do prawdziwej Szwecji zrodził się pomysł cyklu #smakiAstrid. 


Kiedy po latach wróciliśmy do książek Astrid Lindgren zauważyliśmy, że są one absolutnie szwedzkie - pory posiłków, rozliczne przerwy na ciasteczko i czekoladę, opisy świąt. Chcąc pokazać naszym dzieciom, że Szwecja istnieje nie tylko w książkach postanowiliśmy "ugotować" im każdą książkę. Szukamy więc w książkach tych smakowitych fragmentów, zaznaczamy je, a potem szukamy na szwedzkich blogach i w szwedzkich książkach kucharskich przepisów na potrawy przypominające te, o których czytamy. 

wtorek, 31 stycznia 2017

Skóra w której trzeba nauczyć się żyć - #sosAZS

Chroni, ogrzewa, oziębia, pozwala odczuwać, jest naszą wizytówką. Skóra to największy organ naszego ciała. Jak nauczyć się żyć z narządem, który ciągle swędzi i boli?


Skóra dla chorych na atopowe zapalenie skóry to błogosławieństwo i przekleństwo jednocześnie. Oczywiście spełnia wszystkie swoje podstawowe funkcje, ale ma funkcję zupełnie nadprogramową - jest lusterkiem w którym odbijają się wszystkie emocje. Kiedy inne dzieci podgryzają koszulki, trzymają palce w buzi czy po prostu krzyczą, dzieci z AZS okrutnie się drapią. Wtedy też u rodziców, ale też samych chorych, pojawia się pytanie: jak walczyć z AZS?

Przez wiele lat to samo pytanie zadawaliśmy sobie my. Do czasu. Atopia to nie jest zewnętrzny wróg - źródłem problemu nie są bakterie ani wirusy; nie są nim też czynniki zewnętrze chociaż one zaostrzają objawy. Głównym źródłem tej choroby jest sam chory - wyjątkowo wrażliwy człowiek, którego ciało reaguje nie tylko na alergeny, ale też na trudne emocje. Czy można zatem walczyć z samym sobą? Czy można walczyć z dzieckiem? Może się wydawać, zmiana w nazywaniu procesu z "walki" na "oswajanie" to kosmetyczna zmiana językowa. Okazuje się, że od tej zmiany w nazywaniu biorą się zmiany w zachowaniu.

środa, 25 stycznia 2017

Dieta, która pomaga skórze - #sosAZS


Atopowe zapalenie skóry, które znane jest też jako egzema, to choroba, która dotyka coraz więcej osób. Można ją opisać jako swędzenie, którego nie uśmierza drapanie. Czy dieta może je wyleczyć?


O AZS po raz pierwszy usłyszeliśmy 15 lat temu. Wiedzieliśmy tyle, że jest to choroba skóry, która objawia się zaczerwieniem skóry i świądem. 10 lat później urodziła się nasza córeczka, której skóra schodziła płatami od pierwszego dnia życia. Usłyszeliśmy od lekarzy, że niektóre maluchy mają problem z adaptacją do nowych warunków i mamy przeczekać. Czekaliśmy i adaptacja chyba nigdy nie nastąpiła.

Na AZS cierpi około 20% populacji, a w ciągu ostatnich 30 lat w krajach uprzemysłowionych liczba zachorowań wzrosła trzykrotnie. AZS to choroba genetyczna o podłożu zapalnym. Nie znana jest jej dokładna przyczyna. Wiadomo, że ponad 30% dzieci z AZS ma alergie pokarmowe, ale AZS alergią nie jest. Jest to choroba, która zaostrza się pod wpływem stresu. Skóra i układ nerwowy są ze sobą ścisłe powiązane, bo to centralny układ nerwowy zarządza wieloma czynnościami skóry. Nic więc dziwnego, że pod wpływem stresu na skórze pojawią się najpierw niewielkie, a potem coraz większe czerwone plamy, które swędzą i zamieniają się w małe rany.

Wiele osób chcąc ułatwić sobie zrozumienie atopii przyjmuje, że jest to po prostu złożona alergia. Dlatego po zrobieniu testów zleconych przez alergologa unikają alergenów w nadziei, że wszystko będzie dobrze. Nie jest. Nie będzie. Czasem będzie, a czasem nie będzie, bo AZS to nie jest alergia. Dlatego wyłączając z diety wszystkie produkty, które alergizują nie uda nam się uniknąć zaostrzenia choroby. Chociaż oczywiście, nie zmieniając diety będzie jeszcze gorzej. Dlaczego? Dlatego właśnie, że na AZS składa się wiele czynników i jeszcze nikomu nie udało się znaleźć jego przyczyny. 

Jest jednak nadzieja dla wszystkich, którzy chorują lub opiekują się osobą z atopią (tak, to do Was, rodzice!). Tą nadzieją jest dieta, która wzmacnia organizm, uszczelnia jelita, które u atopików są zwykle osłabione, dodaje siły. Początki tej diety są wymagające - nagle okazuje się, że czeka nas więcej pracy. Efekty też nie od razu widać - organizm potrzebuje czasu na oczyszczenie się i przez pierwsze dwa, trzy tygodnie nie będzie widać poprawy. Kiedy przestrzegacie diety, jest dużo lepiej, za to po każdym "dniu bez wyrzutów sumienia" skóra atopika od razu reaguje.

Nie jesteśmy lekarzami ani dietetykami. Piszemy o naszym doświadczeniu, o doświadczeniu naszej dorosłej przyjaciółki z AZS i doświadczeniach dorosłych, którzy przestrzegają tych zaleceń. Nie gwarantujemy, że nagle AZS zniknie, ale na pewno będzie go łatwiej opanować. Ta dieta była zresztą podawana naszemu dziecku w szpitalu, chociaż o nią nie prosiliśmy. Jest to po prostu najczystsze i najprostsze (w sensie składników) jedzenie. 

1. Dietę dopasuj do alergii. Jeśli wiadomo, że coś uczula to bezwzględnie należy to wyeliminować. Przykład? Dziecko uczulone na pomidory nie tylko nie je pomidorówki i plastrów pomidora, ale też ketchupu, gotowych sosów w słoiku z dodatkiem pomidorów, przekąsek z pudrem pomidorowym, etc. Czytamy etykiety i nie pozwalamy na "cheat day" (on bardzo dużo kosztuje i tego, kogo swędzi i boli i tego, kto musi w nocy siedzieć przy łóżku i bezradnie na to patrzeć). 

2. Wszystko, co możliwe rób samodzielnie. Unikaj kupowanych wędlin z długim składem, nabiału z niewyobrażalną ilością cukru i barwników, gotowych dań w słoikach i puszkach. Barwniki i konserwanty bardzo zaostrzają chorobę.

3. W czasie mocnego zaostrzenia postaw na lekkostrawną dietę. Podawaj pieczone mięsa, gotowane warzywa, kasze, pieczone owoce. Unikaj octu (który jest też w majonezie, ketchupie, gotowych sosach, piklach), ostrych przypraw, produktów wędzonych i cukru, alkoholu.

4. Podawaj ciepłe posiłki. Skóra potrzebuje nawilżenia, a najlepiej "od środka" nawilżają ciepłe posiłki i ciepła woda. Wszystko, co mocno chrupie mocno wysusza.

5. Pokochaj kaszę jaglaną. Kasza jaglana działa trochę jak odkurzacz usuwający z organizmu toksyny. Żeby nie było nudno, jaglankę można podawać na słodko (tutaj macie przepisy) i na słono. Można robić ją na mleku, mleku roślinnym, soku (pyszna jest jaglanka na soku jabłkowym). Można ją zmiksować na jaglankowy budyń. Można skropić ją olejem lnianym i podać z pestkami dyni. Nasza przyjaciółka z AZS jest mistrzynią jaglanki i mówi, że nie wyobraża sobie bez niej życia. My też nie.

6. Unikaj cukru i nabiału z cukrem. Nabiał, a szczególnie nabiał słodzony, bardzo obciąża organizm i widać to na skórze. Jeśli atopik lubi jogurty owocowe, to spróbujcie przynajmniej robić je samodzielnie - do jogurtu naturalnego dodajcie zmiksowane owoce.

7. Wspomagaj jelita probiotykami. Zauważyliśmy, że od kiedy podajemy dziecku sanprobi, jest lepiej. A może inaczej, kiedy odstawiamy probiotyk, jest zawsze gorzej. Jest jakaś ogromna zależność między dobrostanem jelit, a dobrostanem skóry. Dlatego warto podawać dziecku probiotyki, żeby wzmocnić jelita.

To jest bardzo podstawowa dieta dla atopika - przede wszystkim musi być lekkostrawna (i taką też podają dzieciom na oddziale dermatologicznym w Międzylesiu). My w czasach zaostrzenia choroby staramy się dietę jeszcze bardziej ograniczyć. Na co dzień jednak trzymamy się tych reguł. Dla naszego dziecka przygotowujemy też posiłki do przedszkola - jeśli chcecie zobaczyć jakie to przeczytajcie ten tekst "Dieta, AZS i przedszkole".

Matkom z maluszkami bardzo polecam karmienie piersią. Dopóki nie odstawiłam naszej córki, nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mleko matki pomaga dziecku zmagać się z chorobą - jest to pełnowartościowy pokarm, a poza tym podczas karmienia dziecko się uspokaja i mniej drapie. 

wtorek, 17 stycznia 2017

7 rzeczy, których uczy gotowanie z dziećmi

Do gotowania z dziećmi zachęcamy od kiedy sami zostaliśmy rodzicami. Rozumiemy, że to może być wyzwanie, którego nie wszyscy chcą się podjąć. Dlatego chcemy napisać dlaczego warto.


1. Uczymy się współpracy

Gotowanie i przygotowywanie czegokolwiek z dziećmi bywa trudne. Ich umiejętność skupienia uwagi wydaje się zbyt krótka, żeby coś zrobić. My wolimy myśleć o tym w inny sposób. Jeśli dziecko się nudzi, daj mu inne zadanie. I pozwól mu zrobić to po swojemu. Gotując z dziećmi nauczyliśmy się odpuszczać kontrolowanie wszystkiego. Nauczyliśmy się też, że naprawdę czasem nie ma znaczenia czy coś jest starte na tarce o dużych oczkach czy mniejszych. Dzieci za to nauczyły się, że jeśli one nie zetrą jabłek na tarce (i powstrzymają się przed zjedzeniem ich) nie będziemy mieli szarlotki.  Nauczyły się też, że są w stanie zrobić naprawdę dużo. My się nauczyliśmy, że dzieci zwykle potrafią więcej niż nam się wydaje. Wszyscy uczymy się, że oczywiście można coś zrobić samemu, ale robiąc razem jest radośniej.  

2. Uczymy się szanować pracę innych

Gotując wspólnie rozmawiamy często o składnikach, których potrzebujemy do przygotowania dań – skąd pochodzą, jak rosną, jak się je zbiera. Dzięki temu dzieci wiedzą, że jedzenie jest darem ziemi, jest pracą wielu ludzi i trzeba je szanować. Co za tym idzie, nie warto brać na talerz więcej niż się zje (bo my pozwalamy im nakładac sobie porcje) i warto zjeść absolutnie wszystko, szczególnie jeśli chodzi o mięso. 

3. Uczymy się o produktach

Jajka są najlepszym przykładem tego jak można pokazać dzieciom jak działa przemysł spożywczy i jak warto podejmować dobre decyzje. Dlaczego niektóre jajka, np. te od cioci nie mają stempli, a na innych jest cyferka 0,1? Skąd mamy miód, dlaczego miód się krystalizuje? Jak poznać świeżą rybę? Nie oznacza to, że jak za dotknięciem magicznej różdżki przestają kochać żelki, ale oznacza to, że jak będą dorosłymi ludźmi to będą to po prostu wiedzieli. 


4. Uczymy się o historii naszej rodziny

Jedna babcia robi najlepszą szarlotkę, druga babcia jest mistrzynią sałatki jarzynowej. Ja będąc małą dziewczynką uwielbiałam pączuszki serowe, a babcia gotowała mi parówki z ziemniakami. Ciocia smażyła najlepsze pączki i była siostrą babci Marii. Ciocia Ewa gotuje zupy z posiekanym jajkiem i jest siostrą dziadka. To jest fantastyczny sposób, żeby dzieci poznały drzewo genealogiczne, żeby poznały rodzinne anegdoty, które przypominają się w zupełnie nieoczekiwanych momentach. 

5. Uczymy się dobrych praktyk

„Clean as you go” było najlepszą radą jaką dostałam do koleżanki cukierniczki i próbuję to przekazać dzieciom. Nie emożesz gotować jak masz bałagan wokół. Spróbuj zastanowić się ile naczyń potrzebujesz, czy możesz zredukować ich ilość, sprzątnij po sobie od razu, zetrzyj plamę z podłogi od razu. To wszystko sprawia, że w kuchni jest naprawdę akceptowalnie. Uczymy też je czytać przepisy od początku do końca zanim zaczną gotować. Żeby po tym jak wyleją do zlewu żółtka nie okazało się, że do ciasta nie wystarczą same białka. 

Piszę tutaj o gotowaniu z dziećmi, które mają 4 5, 6, 7 lat. Ja gotowałam z dziećmi od kiedy miały rok. Ciasto drożdżowe na pizzę jest świetne do ćwiczenia integracji sensorycznej. 

6. Uczymy się bezpieczeństwa

Nasze dzieci używają noży od 3 roku życia. Prawdziwych, ostrych noży. Czy się pocięły? Zdarzyło się. Może 3-4 razy. Ale teraz wiedzą, że jeśli chcesz coś kroić musisz użyć deski i ustabilizować produkt. Nie warto kroić warzyw i owoców w ręku. Obieranie warzyw wymaga precyzji i cierpliwości. Jeśli czujesz, że Twoje dziecko nie jest gotowe, spróbuj z nożem obiadowym i jakimś prostym zadaniem – na pewno może pokroić jabłka do placków, obrać mandarynki, rozbić jajka. 

7. Uczymy, że przyjaciół trzeba karmić 

Zwykle z dziećmi robimy pizzę, kanapki, owsiankę, szaszłyki owocowe, kolorowe warzywne frytki albo ciastka. Zawsze (prawie zawsze) staramy się dzielić tym, co ugotujemy czy upieczemy. Zapraszamy gości, którzy mogliby z nami cieszyć się jedzeniem. A tym samym uczymy ich, że dobrze myśleć o innych, sprawiać im przyjemność. Bo przyjemnościami łatwo się dzielić. 


Na zdjęciach widzicie nas w takich samych fartuszkach - dla dorosłego i dla dziecka. Fartuszki dostaliśmy w prezencie od naszej koleżanki Agnieszki. Wybrała materiał na stronie KUKA - księżniczkowy dla dziewczyn i liskowy dla chłopaków, kupiła gotowy wykrój w naszych rozmiarach i zrobiła nam najpiękniejszy kuchenny prezent. Takie ręcznie robione prezenty są cudowne i mamy ochotę je powiescić w ramce (bo fartuszki jednak się brudzą). Walczymy jednak ze sobą i pozwalamy im spróbować trochę sosu do pizzy czy czekolady z brownie, bo one też chcą żyć swoim własnym kuchennym życiem. Jeśli szukacie prezentu dla dzieci to koniecznie wejdźcie na stronę KUKA i przejrzyjcie te wspaniałe wzory. Na pewno coś Wam od razu wpadnie w oko (i do koszyka!). 

wtorek, 10 stycznia 2017

Portobello z pęczakiem, szynką i szpinakiem

Portobello to piękna nazwa ogromnych pieczarek, które są stworzone do faszerowania i zapiekania. I właśnie w ten sposób je przygotowaliśmy.

Pierwszy raz portobello widzieliśmy w jakimś programie kulinarnym kilka lat temu. Jakaś piękna pani grillowała je i podawała razem z pomidorami i papryką. Nie mogliśmy ich znaleźć wtedy w żadnym sklepie, więc pomyśleliśmy, że to była jakaś genetycznie zmodyfikowana pieczarka stworzona na potrzeby programu. Ale ostatnio takie piękne duże pieczarki leżały sobie spokojnie w Biedronce i czekały, aż ktoś je zabierze do koszyka. Więc je wzięliśmy. Okazało się, że smakują zupełnie jak ich mniejsze pieczarkowe odpowiedniki. 

W domu mieliśmy ugotowany pęczak, jakieś resztki szpinaku, szynkę dojrzewającą i kawałek parmezanu. Wszystko to zupełnie nadawało się do zrobienia farszu do pieczarek. Wyszło naprawdę pyszne i lekkie danie - takie, które można zrobić sobie do oglądania ulubionego serialu albo nakarmić nim przyjaciół. Wystarczy pół godziny i wszystko jest gotowe. Prostota i smak!


Czas przygotowania: 30 minut

Składniki dla 3 osób:

3 pieczarki portobello
1/2 szklanki pęczaku
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
2 łyżki masła
1 1/2 szklanki szpinaku (jakieś 100 g)
1/2 szklanki tartego parmezanu
3 plastry szynki dojrzewającej (może być jamón lub szwarzwaldzka)
1 łyżka octu balsamicznego
szczypta soli
duża szczypta pieprzu


1. Na dno prostokątnej blaszki w której zmieszczą się nasze pieczarki wylewamy 1/2 szklanki wody. Kładziemy pieczarki i wstawiamy do zimnego piekarnika. Ustawiamy temperaturę 180 stopni Celsjusza i zabieramy się za przygotowanie kaszy.

2. Do rondelka wsypujemy kaszę, wlewamy 1 szklankę wody. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy, aż kasza wchłonie wodę - około 10 minut. W tym czasie myjemy szpinak pod bieżącą wodą.

3. Liście szpinaku myjemy, odrywamy końcówki.

4. Szynkę kroimy w cienkie paseczki.

5. Cebulę i czosnek drobno siekamy.

6.  Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy cebulę. Przykrywamy i zostawiamy na małym ogniu na minutę. Okrywamy, dodajemy czosnek i szpinak. Ciągle mieszając czekamy, aż szpinak zwiędnie - około 2 minut. Dodajemy szynkę, parmezan, ocet balsamiczny, sól i pieprz. Mieszamy, zdejmujemy z ognia.

7. Ugotowany pęczak wkładamy na patelnię i mieszamy z pozostałymi składnikami.

8. Z pieca wyciągamy pieczarki. Każdą z pieczarek nadziewamy farszem, który jest na patelni.

9. Pieczarki wstawiamy do piekarnika i podpiekamy 10 minut.



poniedziałek, 9 stycznia 2017

Chcesz efektywniej pracować? Zacznij dzień od lodów

Naukowcy raz po raz publikują badania przestrzegające przed cukrem czy kofeiną. Tym razem jednak ich wyniki badań są balsamem dla uszu milionów dzieci: tak! można jeść lody na śniadanie.


Jak donosi brytyjski Telegraph, japońscy naukowcy z Uniwersytetu Kyorin w Tokio odkryli, że jedzienie lodów zaraz po przebudzeniu pomaga w koncentracji i efektywnym wykonywaniu zadań. Grupa badanych miała codziennie rano zjeść porcję lodów, a następnie wykonać szereg zadań na komputerze. Te same zadania wykonywała duga grupa, której nie było dane cieszyć się porannym deserem. Okazało się, że lodożercy lepiej i szybciej radzili sobie z zadaniami. Chcąc sprawdzić czy to lody czy tylko reakcja szokowa na zimne przebudzenie, w kolejnej serii badań badani musieli jeść sam lód. Wyniki im się znacznie pogorszyły. 

Naukowcy chcą okryć które dania, składniki, substancje są najlepszym paliwem dla naszego mózgu. Lody, według naukowców, uruchamiają ośrodek nagrody w mózgu przez co lepiej nam się pracuje. Jesteśmy szczęśliwsi, więc mamy więcej motywacji do pracy. 

Dietetycy nie kryją wściekłości. Mówią, że każde śniadanie pomaga w koncentracji, każda dawka węglowodanów rano pobudza do działania, więc zamiast lodów można by podawać badanym pełnoziarniste pieczywo. Zgadzają się w zasadzie co do jednego - słodycze powinniśmy jeść rano, żeby mieć czas na wykorzystanie tych "pustych" kalorii. 

Japońscy naukowcy zapowiadają kolejne badania nad lodami i ich wpływem na efekt starzenia się. Myślę, że miliony dzieci chciałyby szybciej się zestarzeć tylko po to, żeby nigdy nie pytać o to czy mogą zjeść lody czy nie.