czwartek, 12 lipca 2018

SPA Bończa, czyli takiego gotowania jeszcze nie było

W Bończy świat się kończy, mówi przysłowie. Autor przysłowia ewidentnie nie był tam, gdzie życie zaczyna się po czterdziestce.



Bończa to wieś niedaleko Warki. Wokół same sady, jabłka, czereśnie i zieloności. Wieś liczy kilkanaście domów. Jaki macie obraz takiej wsi i jej mieszkańców? Kościół, dom, obiad, wnuki? Żebyście się  nie zdziwili!

W Bończy wita nas pani sołtys. Mówi o sobie sołtys, bo nie lubi żeńskich form. Wokół niej kilka młodych kobiet z jajami – sypią dowcipami, karmią pesto z pokrzywy, pokazują profesjonalny film o Bończy i ich planach. Otwierają przepastną szafę w której jest milion słoików – musztarda piekielnica, słodka laska (truskawki z wanilią), sławetne pesto. Wszystko w takich samych słoikach z pięknymi etykietami. Made with Love in Bończa. Mam nadzieję, że niedługo takie słoiki będzie można kupić. Smakują miłością!



Wszystko dzieje się w świetlicy z piękną kuchnią, szafami, stołem do tenisa stołowego i … hipsterskim napisem Bończa. Plac zabaw? Asfalt? Jarmark? Wszystko tu jest. Chwilę później panie porywają dzieci na piracki statek, który zwiedza Szkółkę Owocową Bończa.  My zostajemy w SPA Bończa. 

SPA czyli Seniorzy Preferują Aktywność. Po staremu – Koło Gospodyń Wiejskich. „I żebyście się mieszczuchy nie przebierały za gospodynie wiejskie, bo nie ma co się lansować na wieś”, mówi jedna z nich. Panie spotykają się co tydzień wieczorem – rozmawiają, gotują, dzielą się radami (np. gdzie jest najlepsze sushi). Robimy szare kluski (tak się mówi na Podlasiu) czyli pyzy i racuchy drożdżowe. Ja, jako Drożdżowa Baba, jestem w zespole racuchowym. Ale wcześniej karnie trę ziemniaki. W trakcie tarcia mówię paniom, że moi rodzice to mają taką ruską maszynkę. I wtedy słyszę „kochana, my to wszystko robimy w thermomixie. Dzisiaj tylko tak tradycyjnie”. Moje wszystkie wyobrażenia o wsi i kole gospodyń wiejskich rozpadają się jak domek z kart i czuję się z tym cudownie.


Dowiaduję się, że kobieta w sadzie robi wszystko, że wielopokoleniowe domy są cudowne chociaż trudno na początku podzielić się obowiązkami (bo ojciec to kocha kotlety, a synowa chciałaby tak delikatniej z dietą), że raz na jakiś czas fajnie wyskoczyć do miasta na sushi czy ramen, że kolendra to w ziarenkach, ale raczej nie natka, że trudno jest pogodzić się z myślą, że dzieci nie chcą być sadownikami, że na wsi nie ma nudy bo jest tyle do zrobienia i przegadania. Widać, że panie znają się jak łyse konie i są po prostu ze sobą zżyte. Ale widać coś jeszcze: energię, chęć uczenia się, głód świata.

Ze Szkółki Owocowej dzieciaki wracają szczęśliwe i głodne. Opowiadają o 320 kg jabłek, które mieszczą się w skrzynio-palecie, o drzewach rosnących gęsto, o soku tłoczonym, o pszczołach, o wrześniowym rejwachu w sadzie. Szkółka Owocowa to dla nich jedna z najlepszych przygód w jabłkowym życiu. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym to idealny pomysł na jednodniową wycieczkę z Warszawy i okolic. Szkółka należy do Wareckiego Szlaku Jabłkowego.


A racuchy? Przepis teściowej – najlepszy na świecie. Są miękkie, delikatne, puszyste. Nie wolno żałować im tłuszczu – muszą swodobnie się w nim poruszać. Jeśli dodamy do ciasta kapkę spirytusu, placki tłuszczu nie wypiją. Zróbcie koniecznie (możecie tylko robić czasem z połowy porcji, bo kilogram to za dużo nawet dla 5 osobowej rodziny).


Składniki: 

1 kg mąki pszennej
1 litr mleka
5 dkg drożdży
1 łyżka cukru
2 całe jajka
3 żółtka
aromat waniliowy 

1. Mleko podgrzewamy, aż będzie ciepłe. Odmierzamy ¼ kubka. Resztę wlewamy do miski w której będzie wyrastało racuchowe ciasto.

2. Do mleka w kubeczku dodajemy drożdże i cukier. Mieszamy dokładnie. Czekamy, aż drożdże ruszą (czyli się delikatnie spienią).

3. Do dużej miski dodajemy pozostałe składniki. Mieszamy dokładnie ciasto.

4. Jednolite ciasto przykrywamy czystą ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu do podwojenia objętości.

5. Placki smażymy na dobrze rozgrzanym tłuszczu, który wypełnia około 2 cm patelni (licząc od dna).

6. Placki nakładamy ostrożnie łyżką wcześniej zanurzoną w wodzie (dzięki temu ciasto się nie klei).

7. Smażymy z obu stron na złoto. Oprószamy cukrem pudrem.


środa, 11 lipca 2018

Nie masz czasu na pieczenie ciasta? Zrób scones z borówkami

Kiedy masz wielką ochotę na ciasto, ale nie masz tyle czasu. Co robisz? Ja robię scones.


Scones odkryłam na drugim roku studiów podczas wizyty u przyjaciół w Oxfordzie. Ależ to były czasy! Jedliśmy najtańszą kiełbasę z jabłkami (w smaku dość wymagająca), makaron z gotowym sosem i tonę najtańszych gliniastych bułeczek o wdzięcznej nazwie scones. Wszystko po to, żeby móc napić się kawy w Starbucks (bo to było coś w 2006)  i wypić piwo w ulubionym pubie Tolkiena. Klasyczni polscy studenci.

Jakis czas pózniej mieszkaliśmy w USA i tam po raz kolejny spróbowałam scones. Ależ były inne. Jakby delikatniejsze, nieco tylko gliniaste, wypełnione hojnie borówkami. Same w sobie były po prostu dobre, ale z ciepłą kawą aromatyzowaną orzechami laskowymi smakowały po prostu odlotowo! Od tamtej pory scones mają specjalne miejsce w moich biodrach i robię je, kiedy tylko w TKmaxx dorwę aromatyzowaną kawę. To jak Fish and Chips albo Gin z Tonikiem.

Złota zasada sconesow jest taka: rób na odwal się. Naprawdę. Zbyt mocno wymieszane i wyrobione, idealnie gładkie ciasto to nie scones. To ciasto półkruche. Scones wymagają tylko połączenia składników. Jak coś opada to zakładamy, że tak właśnie ma być. Nierówno, nieidealnie, domowo. Mam doświadczenie w mieszaniu ciasta na scones mikserem - nie róbcie tego. Prawdziwe scones to kwintesencja pieczenia w trudnych czasowo warunkach.


Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 20 minut 

Składniki na 8 sztuk:

2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
1 łyżka proszku do pieczenia 
szczypta soli 
1 łyżka cukru waniliowego albo ekstraktu 
1 jajko
200 ml śmietany 18%
170 g zimnego masła
1 szklanka umytych borówek 
opcjonalnie: 1/2 szklanki drobnego cukru 

1. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

2. Składniki sypkie mieszamy w misce.

3. Masło siekamy. Dodajemy do sypkich składników i łączymy palcami tak, żeby masło miało wielkość ciecierzycy.

4. Dodajemy jajko, śmietanę, borówki. Mieszamy ręką do połączenia składników.

5. Z ciasta formujemy płaski placek o średnicy kartki a4. Kroimy go na 8 części (jak pizzę).
Jeśli chcemy chrupką skórkę na bułeczkach otoczmy je w cukrze drobnym.

6. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20-25 minut (do zezłocenia).


piątek, 6 lipca 2018

Chcesz próbować naprawdę lokalnych specjałów? Szukaj tego znaku

Biała czapka na niebieskim tle umieszczona na słoiku, kartonie, butelce czy drzwiach restauracji. To symbol Sieci Dziedzictwa Kulinarnego – znak, który gwarantuje, że produkt pochodzi z konkretnego regionu i wytwarzany jest według tradycyjnej receptury, a miejsce kultywuje regionalne tradycje. 


Dawno temu w 1995 roku, kiedy wszyscy wyrzucaliśmy z domów oleje i kupowaliśmy oliwę z oliwek w dalekiej Skandynawii postanowiono promować produkty lokalne. Coraz więcej na rynku pojawiało się produktów importowanych, a produkty lokalne potrzebowały wsparcia. Mieszkańcy szwedzkiej Skanii i duńskiego Bornholmu postanowili znaleźć sposób na wyróżnienie tego, co robili sami. Wymyślono Sieć Dziedzictwa Kulinarnego. Głównym celem regionów znajdujących się w sieci jest promocja lokalnej żywności opartej na regionalnych surowcach. Regiony realizują działania, które mają na celu promocję i poprawę, jakości regionalnej żywności oraz wzmocnienie regionalnej tożsamości. Producenci (ale też sklepy czy agroturystyki) zrzeszone w Sieci Dziedzictwa Kulinarnego mają prawo do korzystania z  logo sieci. Logo daję gwarancję, że produkt czy miejsce służy ochronie tego, co lokalne.

Sieć Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsze to sieć najbliższa naszemu sercu. Mazowsze wydaje nam się bardzo różnorodnym i bardzo niedocenionym regionem. Ma tak wiele do zaoferowania i dla ciała i dla ducha. Nam oczywiście jest blisko do tych hedonistycznych przyjemności podniebienia. Nie jesteśmy jednak egoistami i podzielimy się z Wami mazowieckimi perełkami. Pierwsze zestawienie sprzed 4 lat możecie przeczytać TUTAJ. Dalej są same nowości.

1. Miody Tuszyńscy

O miodach z tej niezwykłej pasieki możecie przeczytać w obszernym wpisie – wystarczy kliknąć. Przez ostatnie 2 tygodnie jemy codziennie owsiankę z miodem rzepakowym i nie wydaje mi się, żeby mógł się nam znudzić. Pasieka państwa Tuszyńskich to miejsce w którym czuć, że pszczoły to pasja wielu pokoleń.