wtorek, 29 stycznia 2019

Mini Chef, czyli jak wygląda restauracja w Lego House

Kiedy dzieci bawią się na górze klockami, ja sprawdzam jak magicznym doświadczeniem jest Mini Chef – „klockowa” restauracja zlokalizowana w Lego House.


Lego House to miejsce niezwykłe. To raj dla wszystkich miłośników LEGO – klocki są wszędzie, we wszystkich możliwych kolorach i kształtach. Można bawić się w ogromnym basenie lego duplo, można układać tory i bawić się pociągami, można budować miasta, operować robotami, konstruować owady, budować figurki, tworzyć film poklatkowy i podziwiać budowle lego – zarówno te zaprojetkowane przez projektantów lego jak i te przesłane do LEGO przez miłośników duńskich klocków.
Lego House to doświadczenie inne niż Legoland. Nie ma tutaj adrenaliny. Jest ogromna przestrzeń dla kreatywności.




Jednym z objawów kreatywności projektantów lego jest restauracja Mini Chef. Klocki są tutaj najważniejszym elementem „menu”. Ale zacznijmy od początku.

Wchodząc do restauracji zajmujemy miejsce przy stoliku. Na stoliku stoją sztućce, zapakowane małe paczki z klockami, serwetki i menu. Na końcu stolika jest monitor i tacka z kieszonką.

Pochodzi pani kelnerka. Podaje mu menu i woreczek z klockami. Tłumaczy jak składać zamówienie. Napoje zamawia się oddzielnie klikając w monitor.

Otwieram menu. Mogę wybrać po jednym daniu z każdej kategorii. Odpowiedni klocek odpowiada wybranemu daniu. Czerwone klocki to proteiny – mięso i ryba. Jest smażony dorsz, wieprzowina w sosie yakitori, chrupiący kurczak, warzywa z brązowym masłem i orzechami laskowymi i klopsiki w sosie pomidorowym. LEGO twierdzi, że korzysta z ekologicznych składników. Klocki niebieskie odpowiadają „dodatkom skrobiowym” – mogę wybrać frytki z tymiankiem, makaron, chleb z masłem, puree ziemniaczane (ze skórkami) i gorczycą. Czarne klocki to warzywa – pieczone marchewki, smażony kalafior z orzechami i oliwą truflową, grillowana dynia z octem z czarnego bzu. Zielone klocki to „chrupiące dodatki” – coleslaw, zielona sałata, pałeczki warzyw, gotowana pszenica z kalarepką. Wygląda naprawdę lepiej niż się spodziewałam (czyli nie przypomina menu z taniego fast-foodu).



Wszystkie klocki muszę złożyć i włożyć do specjalnej rynienki. Wsuwam ją do półeczki pod monitorem. Na ekranie pojawiają się kucharze- ludziki LEGO i pokazują co zamówiłam. Potwierdzam zamówienie i czekam. W tym czasie na ekranie pojawia mi się filmik na którym ludziki uwijają się w kuchni przygotowując mój obiad. Jest zabawny i sprawia, że w ogóle nie zauważam upływającego czasu. Nagle na monitorze widać jak kucharz z lego dostaje sygał, ze zamówienie jest gotowe do przesyłki. Wtedy uruchamia się taśma po której zjeżdża czerwone pudełko w kształcie wielkiego klocka LEGO. Na dole roboty wyglądające jak kucharze przebierają rączkami czekając na podanie zamówienia. Kiedy zamówienie jest na dole na monitorze pojawia się informacja, że powinnam je odebrać. Na pudełku leży bilecik z numerem stolika i zawartością pudełka.



Biorę pudełko i podchodzę do stołu. Trochę się boję, że zaraz zobaczę jakieś straszne rzeczy. W środku mam coś na kształt bento. Wszystko, co zamówiłam znajduje się w oddzielnych przegródkach. Ryba jest bardzo wilgotna i delikatna – pięknie wygląda z gałązką tymianku. Podana jest z dość ostrym sosem tatarskim, który nieco zabija smak ryby. Ziemniaczane puree podane jest ze skórką (to norma w Danii). Oprószone ziarnami gorczycy ma przyjemnie zdecydowany smak. Coleslaw to klasyczna siekana sałatka. Za to kalafior był mistrzowski i chętnie zamieniłabym na niego zawartość pozostałych przegródek. Był delikatnie słodki i chrupiący. Migdały robiły robotę. Do tego odrobinka oliwy truflowej sprawiła, że był po prostu boski! Jutro robię go w domu.

Menu dla dorosłych kosztuje 169 koron, a menu dla dzieci 98. Klocki można zabrać do domu na pamiątkę wizyty w Mini Chef. Do Mini Chefa można wejść bez konieczności kupowania biletu do Lego House. Film z wizyty możecie obejrzeć w wyróżnionych wątkach na naszym Instagramie - KLIK.



poniedziałek, 31 grudnia 2018

Faszerowane portobello

Pieczarka stworzona do nadziewania, faszerowania, zapiekania, zasmażania. Pieczarkowy ideał.

Końcówka roku jest dla nas czasem zupełnie wyjętym z rzeczywistości. Mamy poczucie podróży w przestrzeni i czasie, które są równie wymagające i meczące. Dlatego w Sylwestra cieszymy się prostotą. Smakami, które nie wymagają wiele, które są samograjami. Dlatego nadzialiśmy portobello resztami szpianku z poświątecznej sałatki, kawałkiem sera korycińskiego, odrobiną domowej wędzonej szynki (którą można zastąpić każdą szynką i kiełbasą). Wszystko powstało szybko i ucieszyło gości. Taka pieczara to też dobra opcja na noworoczną kolację. Można ją nadziać dosłownie wszystkim (więc to taka opcja no waste).

To nasz ostatni w tym roku przepis inspirowany Water&Wine. Obejrzyjcie relacje z tej cudownej restauracji, zobaczcie nasze przepisy i pomyślcie z kim moglibyście tam pojechać. Piszemy to, bo Water and Wine jest miejscem magicznym i zachwycającym. Wszyscy, którym je poleciliśmy byli oczarowani. I wracają.



Czas przygotowania: 30 minut

Składniki dla 3 osób:

3 pieczarki portobello
1/2 szklanki pęczaku
1 mała czerwone cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki masła
1 1/2 szklanki szpinaku (jakieś 100 g)
100 g sera korycińskiego pokrojonego w kostkę
3 plastry szynki wędzonej (może być każda szynka lub kiełbasa)
1 łyżka octu balsamicznego
szczypta soli
duża szczypta pieprzu


1. Na dno prostokątnej blaszki w której zmieszczą się nasze pieczarki wylewamy 1/2 szklanki wody. Kładziemy pieczarki i wstawiamy do zimnego piekarnika. Ustawiamy temperaturę 180 stopni Celsjusza i zabieramy się za przygotowanie kaszy.

2. Do rondelka wsypujemy kaszę, wlewamy 1 szklankę wody. Doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy, aż kasza wchłonie wodę - około 10 minut. W tym czasie myjemy szpinak pod bieżącą wodą.

3. Liście szpinaku myjemy, odrywamy końcówki.

4. Szynkę kroimy w cienkie paseczki.

5. Cebulę i czosnek drobno siekamy.

6.  Na patelni rozgrzewamy masło, dodajemy cebulę. Przykrywamy i zostawiamy na małym ogniu na minutę. Okrywamy, dodajemy czosnek i szpinak. Ciągle mieszając czekamy, aż szpinak zwiędnie - około 2 minut. Dodajemy szynkę, ser koryciński, ocet balsamiczny, sól i pieprz. Mieszamy, zdejmujemy z ognia.

7. Ugotowany pęczak wkładamy na patelnię i mieszamy z pozostałymi składnikami.

8. Z pieca wyciągamy pieczarki. Każdą z pieczarek nadziewamy farszem, który jest na patelni.

9. Pieczarki wstawiamy do piekarnika i podpiekamy 10 minut.



sobota, 22 grudnia 2018

Świąteczny koszyk ciastkowych rozkoszy

O tym, że jadalne prezenty to moja słabość wiadomo nie od dziś. W tym roku zainspirowana restauracją Water and Wine postanowiłam przygotować Rozkoszyk.

W Water&Wine nic nie może być zwyczajne. Kiedy na stole pojawił się drewniany koszyk na nici (taki z półeczkami na różnych poziomach, które się rozjeżdzają na dwie strony) nie miałam pojęcia czemu on służyć miałby. Okazało się, że jest to rozkoszyk - koszyk pełen rozkoszy. Były w nim cudowne pralinki - chlebowe, śliwki nałęczowskie, winne. Pralinki nie są moją mocną stroną i czasem źle znoszą loty. Dlatego w tym roku zrobiłam rozkoszne pudełka pełne ciasteczek. 

Podam Wam przepisy na wszystkie - ciastka owsiane z suszoną wiśnią, czekoladą, skórką i migdałami; rogaliki rugelachy na serku philadelphia z orzechami włoskimi i wiśniami; maślane ciastka z tahini i pomarańczą; szybkie pierniczki. Upieczenie tych ciastek zajęło mi 3 godziny - są ich cztery rodzaje. Warto przygotować wcześniej masło, żeby było miękkie; papier do pieczenia i naprawdę robić jedną masę za drugą. Bez popijania winka, gadania przez głośno-mówiący i oglądania serialu. Poza tym, kiedy jedna porcja ciastek jest w piecu trzeba porcjować lub przygotować kolejną porcję. Taka solidna praca bardzo się opłaca, bo wszystko załatwiacie w jednym czasie. Jeśli chcecie do pracy włączyć dzieci to spokojnie zajmie Wam to cały dzień. Dlatego z ręką na sercu - nie radzę robić z dziećmi tak dużo. Za to miłośniczkom pieczenia naprawdę polecam taki maraton z piekarnikiem - to była moja najlepsza część urodzin. 

Ważna jest też kolejność przygotowania ciastek: przygotowujemy masę na rugelachy, robimy ciastka owsiane, wałkujemy masę na rugelachy, przygotowujemy ciastka z tahini, robimy rugelachy, a na końcu pierniczki. Powodzenia! 



Rugelachy z orzechami włoskim i wiśniami 

Duńskie Boże Narodzenie

Dania to jest jedynak fascynujący kraj: od połowy listopada oficjalnie zaczyna się świętowanie Bożego Narodzenia. Nie tylko wszędzie wiszą świąteczne dekoracje, ale na wszystkich stołach pojawiają się typowe świąteczne dania. 



Po czym poznać, że to już?

Po pierwsze, po piwie. Duńczycy od niedawna mają niezwykły sposób na uroczyste rozpoczęcie sezonu świątecznego. Jest to J-Dag (dzień J). W pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59 browar Tuborg wypuszcza świąteczne piwo – Jullebryg, stąd nazwa dzień bożonarodzeniowego piwa. Tradycja narodziła się w 1990 roku po tym jak o 20:59 w telewizji poleciała pierwsza reklama obwieszająca światu – świąteczny Tuborg oznacza Święta. Tego dnia dokładnie o 20:59 wielkie ciężarówki Tuborga otwierają swoje bagażniki i pod najważniejszymi barami w największych miastach Danii zupełnie za darmo rozdają świąteczne piwo. W sklepach sprzedaż zaczyna się o 20:59. Można więc uznać, że w pierwszy piątek listopada o godzinie 20:59 zaczyna się świąteczny sezon.

Po drugie, na wszystkich kostkach masła Lurpak i na każdym kartonie mleka Arla widnieje napis God Jul. W sklepach, w zoo, muzeach, szkołach wiszą piękne czerwono-białe serduszka – papierowe wycinanki, które podobno wymyślił sam Andersen (tak, ten od bajek dla dorosłych). Z każdego rogu wyglądają małe skrzaty – nisse, które dobrze znacie z produktów m.in. ikea. Mają długie brody, kartoflane noski i szpiczaste czapeczki. Wszyscy od połowy listopada zajmują się też kupowaniem kalendarzy adwentowych (o których pisałam tutaj) lub kolekcjonowaniem podarków do kalendarzy. Nisse przynosi prezenty codziennie, ale tylko jeśli zostawi mu się odrobinę ryżu. Mikołajek zatem się zupełnie nie obchodzi.

Po trzecie, święta zaczynają się wraz z odpaleniem choinki na głównym placu miasta i otwarciu uroczych jarmarków bożonarodzeniowych. Wszystko dzieje się w drugiej połowie listopada.


Adwent, czyli hygge

czwartek, 29 listopada 2018

Hummus z brukselką w miodzie i granatami

Brukselka - dla jednych zmora, bo zabiedzona rozciapciana mała kapustka nie wnosiła do zupy nic prócz goryczy. Dla innych - wielka miłość. Dla mnie - nowe odkrycie. 


Nie będę oryginalna pisząc, że nie lubiłam brukselki. Owszem była piękna i fascynująca. Lubiłam obierać listek po listku i sprawdzać jak natura pięknie wymyśliła tę roślinę. Jednak na samą myśl o gorzkiej dziwnie rozłażącej się pod językiem kulce, która skutecznie psuła smak jarzynowej dostawałam dreszczy. Jakieś 6 lat temu Adam oglądając jakiś program kulinarny zarządził zblanszowanie brukselki, a potem przesmażenie jej z boczkiem. Jakie to było cudowne, odkrywcze i dobre. Jednak dla mnie zawsze takimi testerami smaku są dzieci. Upiekłam więc im brukselkę z octem balsamicznym, ziemniakami i winogronami zgodnie z przepisem z książki "Miska Smaku". Podałam im to kiedy wrócili wygłodniali do domu. Ziemniaki i winogrona zjedli chętnie, brukselkę trochę mniej, ale nie pluli nią! To dobry znak.

Dla dorosłych brukselka z hummusem to po prostu świetny pomysł na lunch i dodatkowe witaminy. Upieczona z dodatkiem miodu jest niesamowicie dobra i pięknie gra ze smakiem sezamu. Dla nas było to kolejne bruselkowe odkrycie.

Jeśli macie więcej czasu i ochoty na kuchenne zabawy to możecie hummus przykryć pojedynczymi listkami brukselki. Pamiętam jak kiedyś Marek Flisiński, szef kuchni Water&Wine, poprosił mnie, żeby obierała brukselkę. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Potem pokazał im, że potrzebuje dużej miski listków. Do miski wlał lodowatą wodę, a ja pieczołowicie obierałam listek po listku. Potem te listki wpadły do wrzątku na 20 sekund, a potem znowu do lodowatej wody. Ich kolor był nieziemsko zielony, były chrupiące i piękne. Hummus obsypany brukselkowymi liśćmi jest piękny. Zajmuje to wszystko jednak trochę więcej niż pół godziny. Tyle właśnie czasu przeznaczamy na przygotowanie śniadaniówek. Możecie jednak spróbować tego tricku prosto z serca jednej z najlepszych restauracji w Polsce.


Składniki:
1 puszka ciecierzycy
2 łyżki tahini
szczypta soli
1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka soku z cytryny

100 g brukselki
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka octu balsamicznego
1 łyżeczka miodu
2 łyżki granatu
orzechy laskowe


1. Ciecierzycę miksujemy z tahini, solą, mielonym kminem, czosnkiem i sokiem z cytryny. Masa musi być gładka.

2. Brukselkę mieszamy z oliwą i octem balsamicznym. Wstawiamy do pieca na 180 stopni na 20 minut lub przesmażamy na patelni 10 minut.

3. Wyciągamy warzywa z pieca. Skrapiamy miodem.

4. Hummus wkładamy do pojemnika, dodajemy brukselkę, posypujemy ziarnami granatu i orzechami.