wtorek, 27 listopada 2012

Budyń pomarańczowo-cynamonowy

Do pewnego czasu było dla nas oczywiste, jak się robi budyń. Kupuje się torebkę budyniu w sklepie, mleko i przyrządza się zgodnie z przepisem na opakowaniu. Podobnie oczywiste było robienie kisielu i galaretki... Ale teraz trochę dorośliśmy i zrozumieliśmy, że w tych torebkach jest najzwyklejsza mąka ziemniaczana (w budyniach i kisielach) albo żelatyna (w galaretkach) ze sztucznymi aromatami i barwnikami. Zrobienie własnego budyniu, kisielu czy galaretki może być nie tylko zdrowsze ale i dużo tańsze. Zaoszczędzone pieniądze można zainwestować w jakieś wykwintne dodatki.
Tym razem postanowiliśmy zrobić budyń pomarańczowo-cynamonowy. Uwielbiamy to połączenie smaku. Przypomina nam kataloński deser, crema catalana, o którym kiedyś już pisaliśmy na blogu (tutaj), ale robiliśmy go jeszcze z gotowych torebek zawierających przede wszystkim skrobię kukurydzianą. Budyń to jednak polski wynalazek, więc skrobia do zagęszczania będzie z ziemniaka. Tradycyjnie.
Zróbcie ten budyń i pomyślcie, czy dostalibyście taki z torebki.
Z podanych proporcji składników wychodzi 5-6 deserowych porcji budyniu.



Czas przygotowania: 15 minut

Składniki:
2 łyżki mąki ziemniaczanej
4 łyżki cukru białego
1 litr mleka 2%
2 pomarańcze
1 laska cynamonu

Pomarańcze dokładnie myjemy, obieramy je ze skórki możliwie jak najcieniej, tak żeby przy skórce zostało jak najmniej białej błonki. Część skórki możemy zetrzeć na tarce o drobnych oczkach i użyć później do dekoracji. Odlewamy pół kubka mleka, wsypujemy do niego mąkę ziemniaczaną, mieszamy i odstawiamy na bok.
Do garnka wlewamy pozostałe mleko, wrzucamy skórkę pomarańczową i laskę cynamonu. Zagotowujemy, odstawiamy na 10 minut. Po 10 minutach z mleka wyjmujemy skórkę pomarańczową i laskę cynamonu. Dodajemy cukier i ponownie zagotowujemy, dokładnie mieszając. Zdejmujemy z ognia. Do gorącego mleka wlewamy odstawione wcześniej mleko z mąką ziemniaczaną, ciągle mieszając. Płyn zacznie gęstnieć i po ok. 30 sekundach uzyska odpowiednią konsystencję. Gotowy budyń wlewamy do miseczek lub pucharków. Czekamy kwadrans, żeby delikatnie ostygł i podajemy ciepły.

środa, 21 listopada 2012

Tort marchwiowy

Proste rozwiązania są najlepsze. Właśnie takim prostym rozwiązaniem urodzinowego dylematu tortowego był ten tort. Proste i pyszne ciasto marchwiowe przełożone kremem z serka Philadephia, udekorowane wiórkami kokosowymi. Nie dość, że szybki w przygotowaniu (i dekorowaniu), to jest imprezowym pewniakiem - bo wszyscy lubią ciasto marchwiowe. Nie dodawaliśmy do niego rodzynek i orzechów, bo wiedzieliśmy, że te składniki bywają problematyczne. Jeśli macie problem z wyborem bezpretensjonalnego tortu, zróbcie tort marchwiowy.



Czas przygotowania: 45 minut
Czas pieczenia: 40-50 minut

Składniki:
Ciasto
1/2 szklanki oleju
4 jaja
2 szklanki drobno utartej marchewki
2 szklanki mąki
1 1/2 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki sody
szczypta soli

Krem
1 opakowanie serka Philadephia
100 g masła w temperaturze pokojowej
4 czubate łyżki cukru pudru
1/2 szklanki wiórków kokosowych


Marchew obieramy i ścieramy na tarce z małymi oczkami.
Nagrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni. Tortownicę o średnicy 26 cm wykładamy papierem do pieczenia, dno i boki smarujemy masłem, a następnie oprószamy mąką. Nadmiar mąki wysypujemy.
Jaja ucieramy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy stopniowo mąkę i olej, na końcu marchew, proszek do pieczenia, sodę i cynamon. Pieczemy ok. 40 minut. Sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest upieczone - jeśli nie, dopiekamy kolejne 10 minut i sprawdzamy ponownie. Wyjmujemy ciasto i studzimy.
Ostudzone ciasto przekrawamy na pół (najlepiej długim nożem z piłką). Masło ucieramy z cukrem i serkiem Philadephia na puszystą masę. Połową masy przekładamy tort, a drugą połową smarujemy równomiernie wierzch i boki. Posypujemy wiórkami kokosowymi. Przechowujemy w lodówce.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dwukolorowa zupa krem

Lubisz pomarańczowy czy zielony? Dzisiaj nie musisz wybierać, bo dostaniesz wszystko na raz. Krem w kolorze pomarańczy to zupa ze słodkich ziemniaków i kukurydzy z nutką imbiru, smkuje słodko i ostro jednocześnie. Zielony krem ma smak brokułów, zielonego groszku i oregano. Co się stanie, kiedy wymiesza się ze sobą dwa kremy? Zupa będzie miała zupełnie nowy smak i też będzie całkiem niezła. Gorzej z wyglądem. Dlatego radzimy nie mieszać intensywnie w talerzu przez zjedzeniem. Ze względu na konsystencję obie zupy łatwo da się wlać do talerzy tak, by pokojowo ze sobą sąsiadowały. Do przygotowania zup radzimy użyć bulionu warzywnego własnej roboty (przepis znajdziecie tutaj). Jeśli brakuje Wam czasu, zróbcie go w przeddzień przygotowania zupy.
Skąd pomysł na ten niecodzienny krem? Niedawno ogłosiliśmy konkurs na lekkie i zdrowe danie z wykorzystaniem produktów opakowanych w kartony Tetra Pak. Skoro Waszym zadaniem konkursowym jest przesłanie przepisu, to my pomyśleliśmy że też powinniśmy coś zaproponować. Długo zastanawialiśmy się jak wykorzystać konserwy w kartonach w niecodzienny sposób. Przecieru pomidorowego używamy bardzo często, więc wiele przepisów z przecierem już publikowaliśmy. Groszek i kukurydza kojarzyły nam się głównie z sałatką jarzynową i dlatego postanowiliśmy zmierzyć się z nimi i wykorzystać je do czegoś zupełnie innego.
Z podanych składników otrzymamy 4 porcje.


Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
260 g słodkich ziemniaków
180 g kukurydzy w kartonie (bez zalewy)
1,5 cm korzenia imbiru
340 g brokułu
180 g groszku w kartonie (bez zalewy)
6 listków świeżego oregano
50 ml śmietanki 30%
sól
pieprz
2 kromki chleba wiejskiego 
kilka nitek chilli do dekoracji

Przygotowujemy dwa garnki. Do każdego wlewamy po 2,5 szklanki bulionu.
Słodkie ziemniaki obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Kukurydzę odsączamy z zalewy. Korzeń imbiru ścieramy na tarce. Brokuły myjemy i drobno siekamy (różyczki i łodygi). Groszek odsączamy z zalewy. Oregano myjemy.
Do jednego garnuszka wrzucamy słodkie ziemniaki i imbir. Gotujemy do miękkości (ok. 10 minut), dodajemy kukurydzę i gotujemy jeszcze 2 minuty. Zdejmujemy z ognia. Do zupy dolewamy 25 ml śmietanki 30%, blendujemy, doprawiamy solą i pieprzem do smaku.
W tym samym czasie przygotowujemy zielony krem. Do garnka z bulionem dodajemy brokuły, groszek, liście oregano. Gotujemy warzywa do miękkości (ok. 10 minut). Zdejmujemy z ognia. Do zupy dolewamy 25 ml śmietanki 30%, blendujemy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
W czasie, gdy gotują się warzywa przygotowujemy grzanki. Chleb kroimy w plasterki o grubości 1 cm i prażymy na suchej patelni, aż nabiorą złotego koloru.
Rozlewamy zupę. Najlepiej sprawdza się nalewanie dwóch zup jednocześnie, np. z dwóch rondelków. Ale można też po kolei - wtedy zaczynamy od zielonego kremu (powinien być gęstszy), wlewając porcję począwszy od zewnętrznej krawędzi talerza; dopiero potem uzupełniamy kremem ze słodkich ziemniaków i kukurdzy. Dekorujemy nitkami chilli. Podajemy z grzankami.

Muffiny czekoladowo-miętowe

Muffiny czekoladowo-miętowe są dla M. znakiem, że zbliżają się Święta! W Polsce Święta mają zapach przypraw korzennych - cynamonu, kardamonu, imbiru... W Stanach, te zapachy są zarezerwowane dla jesieni. Stąd też wszystkie ciasta i ciasteczka z dyni czy słodkich ziemniaków doprawiane są właśnie "pumpkin spice", składającą się przede wszystkim z cynamonu, imbiru i ziela angielskiego. Boże Narodzenie i Hannukah to zapach czekolady i mięty. Te wszystkie czerwono-białe cukierki laseczki, ciastka, ciasta mają w sobie nutkę mięty. Mięta i czekolada zwiastują Boże Narodzenie. Przynajmniej na naszym blogu.
Pewnie zastanawiacie się skąd wziąć ekstrakt miętowy. Jeśli nie macie takowego pod ręką, pójdźcie do apteki i kupcie krople żołądkowe. Działają cuda!


Czas przygotowania: 20 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
1 3/4 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1 szklanka cukru
2 łyżki kakao
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
1 szklanka mleka
1 jajko
1/3 szklanki oleju
2 łyżeczki ekstraktu miętowego (lub kropli żołądkowych)

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Blaszkę do muffinów wykładamy papilotkami. Czekoladę siekamy (każdą kostkę na dwie części). Wszystkie suche składniki (mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę, kakao, czekoladę) mieszamy razem. W oddzielnej misce dokładnie łączymy pozostałe składniki - mleko, olej, jajko i ekstrakt miętowy. Teraz łączymy zawartość obu miseczek. Mieszamy tylko do połączenia składników - zbyt długie mieszanie sprawia, że muffiny robią się gliniaste. Foremki napełniamy masą do 3/4 wysokości. Pieczemy 20-25 minut. Aby sprawdzić, czy babeczki są już upieczone, pod koniec pieczenia wbijamy w sam środek jednej z nich drewniany patyczek. Jeśli jest suchy, wyjmujemy blaszkę. Uwaga! Jeśli na patyczku zostaje sama czekolada, wtedy też wyjmujemy blaszkę. Czekolada w pieczeniu się rozpuszcza :)

sobota, 17 listopada 2012

Na jesienne wieczory? Gulasz! Warsztaty w bistro Masz Gulasz

O tych warsztatach powinnam była napisać zaraz po ich zakończeniu. Na szczęście, do tej pory tego nie zrobiłam. Dopiero, kiedy jesień naprawdę daje nam popalić, można napisać o jedzeniu, które pozwoli jakoś przeżyć ten czas.


Warsztaty odbyły się w bistro Masz Gulasz - jednym z nowych lokali Magdy Gessler, której współpracowników podziwiam za wynajdowanie kolejnych nisz na rynku restauratorskim. Obok bistro serwującego gulasze przechodziłam kilka razy - ciepłe, proste wnętrze, świetna witrynka ze słoikami wypełnionymi kaszami. Wydawało mi się, że jest to raczej lokal stworzony dla pracowników okolicznych korporacji, a nie tych, którzy nie mają pomysłu na obiad/kolację w weekend i poszukują czegoś niecodziennego. Okazało się, że lokal ma w swoim menu interesujące eintopfy, które z pewnością rozgrzeją podczas jesiennego spaceru.
Czy gulasz może być niecodzienny? Jak się okazuje - może, bo gulasz to nie tylko węgierska potrawa składająca się z mięsa, cebuli i papryki. Gulasz to po prostu potrawa jednogarnkowa, a takie ma w swoim menu każdy region świata. Na warsztatach przygotowywaliśmy więc coś z Hiszpanii, coś z Włoch i coś... uniwersalnego. Tradycyjne hiszpańskie pisto to wegetariański gulasz z pomidorów, bakłażanów, papryki, cukinii i ziemniaków. Receptura nie była zaskakująca, ale forma podania - tak. Gulasz bowiem serwowaliśmy z sadzonym jajkiem, a nie kaszą. Kolejnym daniem był rewelacyjny gulasz z kurczaka, suszonych pomidorów i szpinaku. Zaskakująco lekki, delikatny, wspaniały. Mnie jednak najbardziej urzekł gulasz cielęcy z tymiankiem i oliwkami. Delikatne mięso, cudowny pomidorowy sos, nutka ziołowa sprawiły, że miałam ochotę go jeść i jeść. Poza tym, była to jedyna potrawa wymagająca cierpliwości - dusił się prawie godzinę i jako jedyna tak długo nęciła zapachem. 


Jako blogerka gotująca muszę jednak wspomnieć o tym, czego właściwie się na tych warsztatach nauczyłam, bo o tym, że darmowe jedzenie w dobrej knajpie jest fajne - wie każdy. Podobnie jak picie wina i podjadanie kanapeczek z przeróżnymi pastami (wątróbka, my love!) 
Po pierwsze, jak przesmażasz mięso, to rób to partiami. Mięso przesmażamy po to, żeby  "zamknąć" je od zewnątrz i żeby mimo długiego gotowania pozostawało w środku wilgotne. Jak się wrzuci na rozgrzany olej tego mięsa za dużo, to ono puszcza wodę i zaczyna się dusić. Wtedy to w zasadzie nie ma różnicy czy najpierw wyląduje w tym oleju czy nie. Najlepiej więc wrzucać tyle kawałków, żeby zajmowały ok. 1/3 patelni, tworząc jedną warstwę. Jak już się z każdej strony zarumienią, zdejmujemy z patelni i przysmażamy kolejną porcję. Może to trochę kłopotliwe, ale naprawdę robi różnicę. Po drugie, jeśli chcesz zrobić jakieś danie warzywne i zależy Ci na tym, żeby naprawdę było czuć smak warzyw, pokroj je w grube plastry lub dużą kostkę. W przeciwnym razie, wszystko się rozpadnie, będzie wyglądało nieapetycznie i odda swój cały smak potrawie, nie zachowując nic dla siebie. Po trzecie, pęczak to kasza, której można w kuchni używać nie tylko do kutii. To moje największe odkrycie tych warsztatów. Do tej pory pęczak kojarzył mi się tylko z kutią i skojarzenie to było tak silne, że nie odważyłabym się podać czegokolwiek innego z pęczakiem. Błąd! Ze wszystkich kasz, to właśnie pęczak najlepiej pasuje do eintopfów.
 

Jeśli chcielibyście się przekonać jak cudownie smakuje gulasz z cielęciną, spróbujcie wykonać go sami. Z podanych proporcji otrzymacie cztery porcje gulaszu dokładnie takiego, jaki serwują w bistro Masz Gulasz.

Składniki:
300 g chudej cielęciny pokrojonej w 2-cm kostkę
1 cebula pokrojona w piórka 
200 g pomidorów bez skórki pokrojonych w kostkę
sól
pieprz
kilka gałązek tymianku
1 liść laurowy
50 g zielonych oliwek bez pestek
czarne oliwki do dekoracji

Na rozgrzanym tłuszczu rumienimy mięso, dodajemy sól i pieprz. Następnie wyjmujemy z garnka i odkładamy w ciepłe miejsce. Na pozostałym tłuszczu szklimy cebulę, dodajemy  pomidory, dusimy na małym ogniu około 15 minut. Dodajemy cielęcinę, tymianek i liście laurowe, dusimy pod przykryciem przez około 20 minut. Doprawiamy do smaku, dodajemy oliwki i wszystko razem dusimy jeszcze kolejne 20 minut. Dekorujemy tymiankiem i czarnymi oliwkami.

piątek, 16 listopada 2012

Co zamiast konserwantów? KONKURS

W naszej kuchni dość często używamy zakonserwowanych warzyw: kukurydzy, groszku, fasoli czy pomidorów. Kto z Was nie stosował nigdy w kuchni koncentratu pomidorowego? Gotowanie zimą pomidorówki ze świeżych pomidorów może zakończyć się rozczarowaniem: co z tego, że są świeże, jeśli mają nieporównanie mniej smaku niż latem? Całkiem regularnie używamy w naszej kuchni konserwowej fasoli, zwłaszcza gdy nie mamy czasu żeby przed przygotowaniem potrawy moczyć przez kilka godzin suchą fasolę...
Producent kartonów Tetra Pak zaprosił nas do współpracy w akcji promującej konserwy w kartonach. Kilku różnych producentów na polskim rynku oferuje koncentraty pomidorowe w kartonach - to wiedzieliśmy, ze dwa kartony stoją zawsze w naszej szafce jako rezerwa na "czarną godzinę". Od Tetra Paku dowiedzieliśmy się, że pojawiły się też konserwowe groszek, kukurydza, fasola i marchewka w kartonowych opakowaniach. Karton wielowarstwowy - taki sam jak w opakowaniach soków czy mleka - działa jak puszka: izoluje pasteryzowaną zawartość, zabezpiecza przed drobnoustrojami. Dzięki temu do produktu nie trzeba dodawać konserwantów. W dobie wszechobecnych "E" to całkiem miła wiadomość.

Wspólnie z Tetra Pak przygotowaliśmy dla Was konkurs

Waszym zadaniem jest stworzenie przepisu na lekkie i zdrowe danie najlepiej oddające ideę kampanii Karton bez konserwantów
Do przygotowania dania musicie użyć przynajmniej jednego produktu dostępnego w opakowaniu Tetra Pak.
Każdy uczestnik może przesłać tylko jeden przepis.
Przepisy konkursowe wysyłajcie na adres [email protected] w temacie wiadomości e-mail podając nazwę naszego bloga - Crust and Dust. 
Termin nadsyłania przepisów upływa 30 listopada.
Przed przystąpieniem do konkursu, prosimy zapoznać się z REGULAMINEM.

Autorzy trzech najlepszych przepisów dostaną nagrody ufundowane przez Tetra Pak: akcesoria kuchenne i gadżety (szczegóły w regulaminie).
Powodzenia!

czwartek, 15 listopada 2012

Azjatycka sałatka z kurczakiem

Najpierw zobowiązania. Tydzień temu ogłosiliśmy konkurs z Menu Domowym na krótkie opowieści o zakupach. Decyzją zespołu Menu Domowego, tygodniowy pakiet dla dwóch osób wygrywa Małgorzata Białobrzycka, której serdecznie gratulujemy! 

Teraz jedzenie. Dzisiaj przepis na szybkie i bardzo proste danie, które sprawdziło się na naszym stole już wielokrotnie. Zainspirowaliśmy się sałatką, którą kiedyś jedliśmy w jednym z naszych ulubionych bistro w USA. Sos, który sam w sobie wydaje się nieco mdły, w połączeniu ze składnikami sałatki ma cudowną właściwość: wydobywa smaki i łączy je w apetyczną całość, oczywiście z orientalnym posmakiem. Zamiast piersi z kurczaka, możemy użyć piersi z indyka. Podajemy proporcje dla 2 osób. 

 

Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:
250 g piersi z kurczaka
4 łyżki oleju
400 g sałaty rzymskiej
30 g płatków migdałowych
10 g ziaren sezamu
100 g grzanek

Sos:
2 łyżki octu ryżowego
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki oleju sezamowego
6 łyżek oleju roślinnego
¼ łyżeczki pieprzu kajeńskiego

Sałatę myjemy, suszymy ręcznikiem papierowym i wrzucamy do miski.
Na suchą patelnię wrzucamy płatki migdałowe i mieszając prażymy do momentu, kiedy płatki nabiorą złotego koloru (około 2 minut). Zdejmujemy z patelni. Na rozgrzaną i suchą patelnię wrzucamy ziarna sezamu, prażymy około 30 sekund ciągle mieszając. Zdejmujemy z patelni. Pierś z kurczaka myjemy, kroimy w paski o grubości ok. 3 mm i długości około 4 cm,  posypujemy szczyptą soli i pieprzu.
Na patelni rozgrzewamy 4 łyżki oleju, wrzucamy pokrojonego kurczaka i smażymy, aż mięso nabierze złotego koloru – około 5 minut.
W trakcie, gdy kurczak się smaży przygotowujemy sos. Do wysokiej szklanki wlewamy ocet ryżowy, sos sojowy, olej sezamowy, olej roślinny, wsypujemy pieprz kajeński i energicznie mieszamy do uzyskania jednolitego, gęstego sosu.
Na talerzu układamy sałatę, posypujemy ją płatkami migdałowymi i ziarnami sezamu, oblewamy sosem, posypujemy grzankami. Na wierzch kładziemy kawałki kurczaka zdjętego z patelni.

środa, 14 listopada 2012

Bułki marszałki z kardamonem

Bardzo długo zastanawialiśmy się nad przepisem na "domowe pieczywo". Takie zadanie postawił przed nami producent masła Lurpak - organizator konkursu na Kulinarnego Bloga Roku, w którym dzięki Waszym głosom i ocenom Piotra Bikonta zajmujemy pierwsze miejsce. Po raz kolejny dziękujemy!
Wracamy do przepisu: szukaliśmy czegoś prostego, a jednocześnie zaskakującego. Czegoś, co naprawdę można zjeść na śniadanie, co skusi nas do wyjścia spod ciepłej kołdry, dla czego warto wstać, na przykład w weekendowy poranek. Jak widać, inspiracji szukaliśmy ponad miesiąc... 
W końcu, w okolicy Święta Niepodległości przeczytaliśmy gdzieś, że Marszałek Piłsudski był wielkim miłosnikiem kardamonu i kazał go sobie dodawać prawie do wszystkiego, co jadł. Ponieważ nasze bułki piekliśmy właśnie 11 listopada, postawiliśmy na intuicję Marszałka. Efekt? Puszyste, maślane drożdzówki, niezbyt słodkie z wyraźną nutą kardamonu, obsypane grubym cukrem. Nie mogły nosić innej nazwy niż marszałki.
Jeśli chcecie oddać na nasz głos, zapraszamy TUTAJ
Do zdjęć razem ze świeżo upieczonymi marszałkami pozują wyroby z Komody Prababuni, które możecie znaleźć w sklepie Skarby Prababuni. 




Czas przygotowania: 40 minut
Czas oczekiwania: noc + 30 minut
Czas pieczenia: 20 minut

Składniki:
1 szklanka mleka
1/4 szklanki cukru
20 g świeżych drożdży
1 jajko
70 g masła
3 3/4 szklanki mąki
2 łyżeczki kardamonu
2 łyżki oleju

Posypka
4 łyżki grubego cukru
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżki rozpuszczonego masła

Mleko podgrzewamy tak, by przy sprawdzaniu temperatury palcem było ciepłe i nie parzyło. Drożdże kruszymy do szklanki, dodajemy cukier, dodajemy 8 łyżek mleka. Mieszamy, odstawiamy na 5 minut, żeby drożdże ruszyły.
W rondelku rozpuszczamy i studzimy masło. Mąkę mieszamy w misce razem z kardamonem. Do mąki wlewamy drożdże, resztę mleka, ostudzone masło, jajko i wyrabiamy, aż ciasto zacznie odstawać od ręki - około 10 minut. Środek dużej miski smarujemy olejem, wkładamy wyrobione ciasto, przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy na noc do lodówki.
Rano wyjmujemy z lodówki wyrośnięte ciasto. W szklance mieszamy gruby cukier z cynamonem. Masło podgrzewamy i studzimy. Blaszkę w której będziemy piec bułeczki wykładamy papierem do pieczenia. Uderzamy w środek ciasta i zaczynamy. Odrywamy kawałki ciasta wielkości piłeczki golfowej. Z każdego kawałka formujemy kuleczkę, układamy w blaszce. Powtarzamy do wyczerpania ciasta. Bułeczki przykrywamy czystą ściereczką. Włączamy piekarnik i nagrzewamy go do temperatury 180 stopni Celsjusza. Kiedy piekarnik osiągnie temperaturę 150 stopni, odkrywamy bułeczki, smarujemy je rozpuszczonym masłem, posypujemy cukrem z cynamonem. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy do zrumienienia - około 15-20 minut.

sobota, 10 listopada 2012

Deser bezowy z brzoskwiniami

Jest to chyba najprostszy i najszybszy deser, jaki robiliśmy. Kilka składników, trochę krojenia, ubijania, ładne naczynie (kieliszek do martini nada się świetnie!) i szybki niedzielny deser gotowy. Z podanych składników otrzymamy dwie porcje. Można więc go śmiało podwajać czy potrajać.


Czas przygotowania: 10 minut

Składniki: 
1 brzoskwinia
10 bezików
150 ml śmietany 30%
1 czubata łyżka cukru pudru

Brzoskwinię myjemy, obieramy i kroimy w małą kosteczkę. Kilka bezików odkładamy do dekoracji, a resztę delikatnie kruszymy w rękach. Mikserem na wysokich obrotach ubijamy śmietanę, aż do otrzymania sztywnej bitej śmietany. Pod koniec ubijania dodajemy cukier. Do bitej śmietany dodajemy pokruszone beziki i mieszamy.
Na dnie salaterek układamy brzoskwinie, przykrywamy bitą śmietaną z bezikami i dekorujemy odłożonymi bezikami.

piątek, 9 listopada 2012

Linguine z boczkiem i brukselką

Brukselki zawojowały Halę Mirowską. Chodzimy tam podglądać jak ładnie wyglądają między pomarańczowymi dyniami, czerwonymi jabłkami. Uwielbiamy jesień i te wszystkie kolory. 
Brukselkę pamiętamy z dzieciństwa jako element zupy jarzynowej. Jakoś niespecjalnie się nią interesowaliśmy, bo zawsze wydawała nam się nieco gorzka. Pewnego dnia w jakimś bardzo mądrym artykule przeczytaliśmy, że jest coś takiego jak "test brukselki". Chodzi o to, że daje się ludziom do zjedzenia troszeczkę brukselki i prosi o opisanie smaku. Jeśli badani wyczuwają gorycz, mają wrażliwe kubki smakowe. Jako Ci, którzy nie zastanawiają się nad kubkami tylko nad przyjemnością jedzenia, zapraszamy na pyszne linguine z boczkiem i brukselką. Szybkie, sycące i smaczne!


 Czas przygotowania: 35 minut 

Składniki:
 250 g makaronu linguini
400 g brukselki
50 g wędzonego boczku w cienkich plastrach

Sos beszamelowy:
250 ml mleka
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
20 g masła
20 g mąki pszennej
sól
pieprz

Brukselkę myjemy, ewentualnie pozbawiamy najbardziej zewnętrznych liści. Gotujemy w
osolonej wodzie ok. 10 minut – aż zmięknie.
W czasie, gdy brukselka się gotuje przygotowujemy sos beszamelowy. Mleko z gałką muszkatołową zagotowujemy. W drugim rondelku rozpuszczamy masło, zdejmujemy z ognia, wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy. Powoli dolewamy gorące mleko, nie przerywając mieszania i wstawiamy rondel na palnik. Ciągle mieszając gotujemy aż do uzyskania gęstego białego sosu. Doprowadzamy go do wrzenia, zmniejszamy ogień do minimum i ciągle mieszając gotujemy około 1 minuty. Zdejmujemy z ognia, doprawiamy solą i pieprzem do smaku i przykrywamy folią spożywczą (dobrze, żeby dotykała powierzchni sosu).
Ugotowaną na miękko brukselkę odcedzamy i studzimy przelewając zimną wodą. Wyjmujemy brukselki z wody, przekrajając większe główki na pół. Boczek kroimy nawąskie paski i podsmażamy na patelni. Gdy z boczku wytopi się już trochę tłuszczu i zacznie brązowieć, wrzucamy na patelnię brukselki, doprawiamy pieprzem i smażymy wszystko razem ok. 5-7 minut, aż z boczku wysmażą się chrupiące skwarki, a brukselka zacznie brązowieć (byle nie za mocno).
Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Do odcedzonego makaronu dodajemy beszamel, dokładnie mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem według uznania. Na talerzach rozkładamy makaron z sosem a na nim układamy brukselkę z boczkiem.

czwartek, 8 listopada 2012

Jesteś z Warszawy? Lubisz gotować? Konkurs

Jeśli mieszkasz w Warszawie, lubisz gotować, ale czasem po prostu brakuje Ci na to czasu i pomysłów, mamy dla Ciebie niespodziankę.
Menu Domowe, z którym od pewnego czasu współpracujemy, dostarczy do Twego domu składniki potrzebne do przygotowania 4 obiadów i jednego deseru dla dwóch osób. Każde danie przyrządzisz w mniej niż 40 minut. Przepisy na dania obiadowe i na deser będą dołączone do zakupów. Brzmi zachęcająco?

Jeśli tak, weź udział w konkursie i wygraj tygodniowy zestaw od Menu Domowego.

Jak działa Menu Domowe, możecie przeczytać na ich stronie. Jak to wygląda z naszej perspektywy?
Co tydzień dla klientów Menu Domowego przygotowujemy przepis na danie z czerwonym mięsem, drobiem, rybami lub owocami morza. Do tego opracowujemy przepis na deser. Założenie jest takie, że przygotowanie dania od czasu wyjęcia składników z lodówki do wyłożenia go na talerze nie może przekroczyć 40 minut, czyli w 40 minut wszystko musi być dokładnie umyte, posiekane, upieczone/ugotowane/nadziane i podane do stołu. W ciągu 30-40 minut przyjeżdża zwykle pizza na telefon - chodzi o to, żeby zaproponować jakąś alternatywę. Uwierzcie, że ten postulat 40 minut wcale nie jest łatwy do spełnienia. W tym czasie trudno zrobić zupę, pieczeni raczej się nie upiecze, zapomnijcie o gulaszu, tarty i quiche, które tak lubimy też raczej odpadają.
Każde danie musi składać się z porcji mięsa/ryb, solidnej porcji warzyw i dodatku skrobiowego tak, by był to pełnowartościowy posiłek. Czasem sprawia nam to problem, bo gotując wcześniej dla siebie coś na szybki obiad, omijaliśmy ziemniaki, ryż czy kasze... Są dania, które wychodzą za pierwszym razem. Są takie, które nie wychodzą za pierwszym razem, ale im nie odpuszczamy. Czasem wychodzą dania, ale za to nie do końca wychodzą ich zdjęcia... Więc gotujemy ostatnio częściej.
Inspiracji szukamy najczęściej na Hali Mirowskiej. Obserwujemy uważnie, co sezonowego można uczynić głównym składnikiem dania. Komponując przepisy chcemy się dzielić naszymi odkryciami. To naprawdę wielka frajda gotować, spisywać przepis wiedząc, że ktoś nieznajomy zrobi to w swojej kuchni. To krok dalej niż blogowanie. Na blogu piszemy z nadzieją, że kogoś zachęcimy do powtórzenia naszej receptury. W "Menu Domowym" wiemy, że ileś osób naprawdę to przygotuje, skosztuje, przyśle nam swoją opinie, skomentuje. Uczymy się przy okazji pisać przepisy prościej i dokładniej - tak, żeby nie sprawiały problemu ludziom z niewielkim kulinarnym doświadczeniem. Nie wszyscy muszą wiedzieć co to znaczy "kąpiel wodna"...

Gotowy przepis wygląda tak:


Co należy zrobić, by przekonać się, jak smakują nasze dania?

W komentarzu pod tym postem napisać w maksymalnie 60 słowach z czym kojarzy Ci się robienie zakupów na obiad. Może to być krótki komentarz, ciąg skojarzeń, wierszyk. Zespół Menu Domowego wybierze jednego Zwycięzcę lub Zwyciężczynię, poprosi o adres dostawy i w kolejny weekend dostarczy torbę pełną składników potrzebnych do przygotowania 4 dań i deseru.  
Prosimy, by każda osoba biorąca udział w konkursie podała swój adres mailowy - dzięki temu będziemy mogli od razu poinformować Szczęśliwca.

W konkursie mogą brać udział tylko osoby mieszkające na terenie Warszawy. 
Konkurs trwa do 14 listopada
Szczęśliwego Zwycięzcę lub Zwyciężczynię ogłosimy 15 listopada
Do dzieła!

wtorek, 6 listopada 2012

Na świętego Marcina - rogale!

Podlasie ma pierekaczewnik, Podkarpacie oscypek, a Poznań? Poznań ma najpyszniejsze rogale na świecie!

Pewnego dnia miasto Poznań zaprosiło nas do wzięcia udziału w pieczeniu rogali świętomarcińskich. Warsztaty miały odbyć się w czwartek – dniu wypełnionym co do minuty. Poprzesuwaliśmy wszystkie zobowiązania, stawaliśmy na głowie, byleby znaleźć się na tych warsztatach. Razem. Jak się okazało,  było warto!
W Cukierni Koperski, która nas gościła najpierw robiliśmy ciasto półfrancuskie - wałkowaliśmy je w super maszynie (zupełnie jak Meryl Streep w To skomplikowane), „zaciągaliśmy” tłuszczem, wałkowaliśmy jeszcze raz, kroiliśmy, nadziewaliśmy masą z białego maku i zwijaliśmy. Potem przyszła kolej na skosztowanie poznańskiego przysmaku i... przekonaliśmy się, że najlepsze rogale świętomarcińskie znajdziemy tylko w Poznaniu.

Rogale są tradycyjnym przysmakiem, którym Poznaniacy pożywiają się w dniu świętego Marcina – czyli 11 listopada. Zapytany przez nas taksówkarz czy to jedzenie rogali to nie to samo, co Tłusty Czwartek obruszył się, zmierzył nas wzrokiem, a potem odparł „Pani Kochana! Pączki to sobie jedzą wszyscy i wszędzie, a rogale mamy tylko my!” Nie mogłam nie przyznać mu racji. Ani w Białymstoku ani w Warszawie rogali z białym makiem nie uświadczymy, a przynajmniej nie tych certyfikowanych.
Pierwsze rogale świętomarcińskie, jakie w życiu jedliśmy przywieźliśmy właśnie z Poznania. Były puszyste, słodkie, a przede wszystkim ogromne – każdy ważył chyba ćwierć kilo. Masa makowa, którą były wypełnione rozpływała się w ustach. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali ich znaleźć w Warszawie. Okazało się, że jeden z cukierników produkuje rogale poznańskie (nie świętomarcińskie, bo ta nazwa jest zastrzeżona). Kupowaliśmy je regularnie przez ostatnie 3 lata uważając, że są bardzo dobre. Zdanie zmieniliśmy po ostatniej wizycie w Poznaniu. Poznańskie rogale są nieporównywalnie szlachetniejsze w smaku. Czy będziemy robić je w domu? Czujemy się zobowiązani, skoro w prezencie dostaliśmy kilogram białego maku. Ponieważ jednak mamy niewiele czasu, a 11 listopada za pasem zamówimy je ... na Allegro i niecierpliwie będziemy czekać na słodką przesyłkę. 
Na świętego Marcina nie tylko gęsina!