sobota, 18 lipca 2015

Sioło Budy, czyli co zjeść w okolicy Białowieży

"A co Państwa do nas sprowadza?" - zapytał funkcjonariusz Straży Granicznej, kiedy radośnie skręcaliśmy z drogi 689 w kierunku Bud. Pewnie klasycznego turystę sprowadzałyby stada żubrów, ogrom ptaków, które można bezkarnie oglądać o 3 nad ranem, majestatyczna Puszcza Białowieska, moc jagód w lesie, tysiące owadów, które żyją tylko tam. Nas co roku ciągnie do tego samego - do magicznego miejsca w którym rano słychać koguta, widać młode bociany uczące się latać. Ciągnie nas do soljanki, kiszki mięsnej i ... pani Agaty, która obiecuje racuchy na śniadanie.


Do Sioła Budy, czyli kompleksu pięknych białowieskich domków, zaproszono nas dwa lata temu. Gotowaliśmy na miejscu carpaccio z kalarepy i gruszki (przepis tutaj) i smażyliśmy bliny z botwinką i kozim serem (przepis tutaj). Wracamy, kiedy tylko możemy, bo to miejsce idealne. Dla dorosłych i dla dzieci. 


Mocną stroną Sioła Budy jest niewątpliwie restauracja - czyli Karczma Osocznika. To miejsce w którym można spróbować dań charakterystycznych dla tej części Polski - są mieszanką smaków rosyjskich, białoruskich, ukraińskich i polskich. Jednym słowem, Podlasie w najlepszym wydaniu. My w Karczmie zawsze zaczynamy od soljanki  - słono-kwaśnej zupy ze wschodnim rodowodem. Intensywna, pełna kawałków mięsa, kaparów, oliwek, kiszonych ogórków, obowiązkowo z kleksem śmietany. W zasadzie na soljance możnaby skończyć, bo jest bardzo treściwa. 



Ale jak tu skończyć, kiedy w menu czytamy, że kiszka mięsa jest rodzinnym przepisem przekazywanym w rodzinie właścicieli Sioła z pokolenia na pokolenie? Kiszka mięsna to kawałki wieprzowej łopatki, podrobów i kaszy (lub ryżu) zamknięte w naturalnej osłonce. Podana z chrzanem smakuje trochę jak kiełbasa, trochę jak kaszanka, a trochę jak kiszka ziemniaczana. Dla nas, ludzi z Białegostoku, smakuje zupełnie swojsko. 


Dzieciaki klasycznie zamawiają pierogi z jagodami, których nie zdążyliśmy sfotografować. Pierogi to dla nas absolutne zaskoczenie. Są ogromne i hojnie wypełnione prawdziwymi jagodami. Żadnej mąki ziemniaczanej, dżemu, oszczędzania na owocach. Z rozkrojonych pierogów wylewa się rzeka fioletowego soku, który łącząc się ze słodką śmietaną nabiera najpiękniejszego koloru świata - koloru rajskiego ogrodu w którym można bezkarnie jeść jagody ze śmietaną i cukrem. Po pierogach przychodzi kolej na haluszki ze słodką śmietaną. Haluszki, jak czytamy w menu, to kopytka z ziemniaków i mąki pszennej smażone na głębokim tłuszczu. Smakują trochę jak mini-pączuszki - chrupiące z zewnątrz i wyjątkowo delikatne i kremowe w środku. Wydaje nam się jednak, że nie jest to takie zwykłe ciasto na kopytka, bo ma delikatnie porowatą strukturę (trochę jak drożdżówki) i jest naprawdę miękkie. 


W Siole Budy nie ma menu dedykowanego dzieciom. Gdy to zobaczyliśmy chcieliśmy zawołać "chwała im za to". Może mamy dziwne dzieci, ale one nie poszukują w nowych miejscach smażonego kurczaka z frytkami. Za to bardzo chętnie próbują nowych zup (i zawsze mamy taki system, że zamawiamy taką zupę, którą ewentualnie jedno z nas będzie chciało skończyć) i wszystkiego, co mączne. Chociaż w Siole zaskoczyły nas absolutnie - po spróbowaniu pierogów z jagodami zażądały porcji kiszki mięsnej z ogórkiem kiszonym. Dlatego nie ma się czego obawiać - dzieci w Siole nie będą głodne.


Na deser wybieramy oczywiście marcinka, czyli ciasto z 30 warstw półkruchego ciasta przekładanego śmietaną. Marcinek to specjalność w tej części Polski. Przygotowujemy go na specjalne okazje, bo wymaga dużo pracy. Dużo to za mało powiedziane - marcinek wymaga całego dnia intensywnego wyrabiania, wałkowania i przekładania Najpierw wałkuje się placki na grubość 3 mm, potem każdy piecze się 2-3 minuty (żeby nie dopuścić do zbrązowienia). Upieczone placki trzeba niezwykle delikatnie zdejmować z blaszki, bo łatwo się kruszą. To wszystko sprawia, że typowy białostocczanin mówi "na Święta zamówiłem marcinka z Hajnówki." Dlatego w Siole nie możemy odpuścić sobie tej przyjemności i do popołudniowej kawy zamawiamy kawałek tego cuda. 


Jeśli zdecydujecie się na wyjazd do Białowieży to niekwestionowanym elementem obowiązkowym wyprawy musi być sklep z tradycyjnymi produktami litewskimi w którym możecie kupić najlepszy kwas chlebowy świata (do którego ma słabość A.) i cynamonki z lokalnej piekarni (które kocham całym swoim sercem drożdżowej baby). 


Sioło Budy
Budy 41
Białowieża
strona www

Sklep litewski znajduje się na przeciwko hotelu Żubrówka przy ul. Olgi Gabiec.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękujemy za odwiedziny!
M+A