niedziela, 19 czerwca 2016

Główna Osobowa - piękne miejsce i cudowni ludzie

Gdynia. Sobotnie popołudnie. Czworo dorosłych i pięcioro dzieci chce jeść. Nie chce nam się gotować w domu. Brzmi jak wyzwanie. 


Przerzucamy się nazwami miejsc, które znamy. Po krótkim namyśle nasza niezawodna przyjaciółka pisząca o zarządzaniu sobą i własnym czasem rzuca hasło "Główna Osobowa - tam zawsze jest świetnie." Przekraczamy drzwi na których wisi naklejka obwieszczająca światu, że właśnie wkraczamy do przestrzeni nagrodzonej w czasie Gdynia Design Days. Wchodzimy do niezwykłego i przemyślanego przybytku. Od wejścia jesteśmy zachwyceni. Ewidentnie gorzej znoszą to  goście siedzący w drugiej części sali w których oczach widzimy strach. Delikatnym uśmiechem próbujemy rozwiać ich wątpliwości - tak, zamierzamy zostać ze wszystkimi dziećmi. Siadamy we wnęce i zaczynamy. 


Karta w Głównej Osobowej jest niezwykła. Nie tylko jako zestaw dań, ale jako artefakt. Chropowate, szarawe kartki imitujące maszynopis spięte są skórzanym paskiem. Motyw skóry pojawia się też przy skrzynce na sztućce i serwetki i fartuchach obsługi. Kojarzy się trochę z Dzikim Zachodem i nieokiełznanymi barmanami, a trochę z berlińskimi kawiarniami i barami. 

Zamawiamy lemoniady - gorzką cytrynę i zielony groszek. Gdzieś tam z tyłu głowy mamy wątpliwości czy aby na pewno te lemoniady będą od siebie różne. Chwilę po tym jak lądują na naszym stole przekonujemy się, że Główna Osobowa robi najlepsze lemoniady - delikatnie gorzkie, trochę kwaśne, słodkawe, zbilansowane. Od razu zauważamy, że przecież to też świetny coctail bar. W wielkich słojach widać skórki z cytrusów zasypane cukrem, domowe bittery, syropy cukrowe. Teraz rozumiemy skąd biorą się dobre lemoniadowe receptury. 



Nasze przekąski to pączki z ziemniaków ze śmietaną i salsą ananasową (13 PLN) i podpłomyk z kukurydzą, cebulą i salsą ananasową (13 PLN). Bardzo delikatne kuleczki z batatów otoczone chrupiącą skorupką mogłyby być mdłe, ale nie w zestawie z ananasem. Są niebywale lekkie i uzależniające. Smakują nie tylko dorosłym, ale też dzieciom. Pasta z kukurydzy podkręcona imbirem i kokosem przypomina porządny kukurydziany chowder - niby delikatny, a jednak czuć delikatne kopnięcie.  


Pory z musem z kaszy jaglanej z migdałami i chipsami z pietruszki w sosie groszkowo-ogórkowym (23 PLN) to absolutny odlot. Pory mają delikatnego pazura, ale nie o pory w tym daniu chodzi. Tutaj świetnie grają faktury elementów składowych dania - delikatny sos, kremowy mus, chrupiące chipsy i prażone migdały i pory stawiające delikatny opór. Dzieje się nie tylko w fakturach, ale też smaku. To jest po prostu obłędne wegańskie danie w którym pory grają pierwsze skrzypce, a nie są smutną altówką nadającą smakom odrobiny głębi. 

W czasie, kiedy troje z nas zachwyca się porami jedno próbuje nakłonić młodszą część biesiady do usadowienia się i rozpoczęcia konsumpcji. Tutaj następuje scenka rodzajowa, która jest urzeczywistnieniem naszych najskrytszych marzeń nie tylko o obsłudze w restauracji, ale też o całym społeczeństwie. Scenka ma tytuł "życzliwość."

Matka tonem dość stanowczym: Wyjdźcie już spod stołu. Pan przyniósł nam pierogi z baraniną. 
Anioł nie Kelner: Spokojnie! To tylko dzieci. Za chwilę poczują się głodne i wyjdą. 
Matka: Ale te pierogi są gorące i wyłażąc poparzą się. 
Anioł nie Kelner: Dlatego postoję tu z nimi chwileczkę, poczekam aż się usadowią i im je podam. To przecież normalne, że potrzebują czasu. 
Chwilę później wszystkie dzieci siedzą. Anioł nie Kelner stawia przed nimi talerze. 


Pierogi z pikantną baraniną (28 PLN) są wystarczającym powodem, żeby usiąść za stołem i przez kilka minut nie odzywając się pochłaniać je jeden za drugim. Mają w sobie wszystko potrzebne do szczęścia - dobry farsz, chrupiące półkruche ciasto i tłustą śmietanę w której można je bezkarnie zanurzać. Podobny zabieg zabawy teksturami i temperaturami zastosowano w sałatce z szarpaną wieprzowiną, fistaszkami, sosem z truflami i pieczonymi ziemniaczkami (23 PLN). Coś tu chrupie, coś orzeźwia, coś jest gorące, a coś zupełnie zimne. Podane jest pięknie, ale warto zmącić tę harmonię sałatkową - inaczej po kilku chwilach pochłaniania dodatków skończycie z talerzem wypełnionym smutnymi liśćmi sałaty lodowej. 


Główna Osobowa to świetne miejsce. Jeśli nie uda Wam się wpaść w tygodniu, w niedzielę oferują świetne brunche (hektolitry dobrej kawy w cenie). Główna Osobowa to podobno świetny bar. Podobno, bo z dziećmi trudno było się o tym przekonać. W każdym razie, na pewno mamy dobrą wymówkę, żeby wrócić. 

Gdynia Osobowa
ul. Antoniego Abrahama 39, 81-366 Gdynia
Przewijak jest w damskiej toalecie 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękujemy za odwiedziny!
M+A