czwartek, 23 czerwca 2016

Tata w kuchni

Mówi się, że ojcowie w kuchni to tylko naprawiają krany. Nie wiem jakich ojców mają ci, którzy to powtarzają. Wiem natomiast co w kuchni robi mój tata.


Pamiętam jak miałam chyba z 15 lat i przyszła do mnie przyjaciółka. Tata zapytał ją czy nie jest głodna. A Marta bez owijania w bawełnę powiedziała, że ma ochotę na naleśniki z truskawkami. W domu nie było ani mleka ani truskawek. Za to po 15 minutach były gotowe naleśniki. Takie troszkę grubsze, puszyste, biszkoptowe, z dużą ilością jajek i gazowaną wodą dodaną do ciasta. W ten kwadrans tata zdążył wsiąść na rower, zrobić małe zakupy i zrobić nam jeść. W moim domu naleśników nigdy nie robiła mama. Od tego od zawsze był tata. 

Tata robi też najlepszą kiełbasę na świecie. Nie znosiłam mu pomagać kiedy byłam mała. Niezdarnie próbowałam zawiązywać sznurki na końcu każdego kółka kiełby, ten sznurek mi się ślizgał, tata wkurzał się na mnie, bo bał się, że zaraz cała kiełbasiana masa wypłynie z tej kiszki. Ale smak białej odparzanej kiełbasy jest tak domowy, że bardziej się już nie da. I ten mały kieliszek do odmierzania soli, którego nie można dotykać... 

Pierogi też robi tata. Najpierw mogłam wykrawać kółka. Jak podrosłam pozwalał mi wałkować ciasto. A potem nauczył mnie robić najpiękniejsze pierogowe warkoczyki. Nie tam żadne przyciskanki widelcem czy nierówne spinanie palcami. Tata nauczył mnie jak idealnie równo zakręcać brzegi pierogów, żeby były najpiękniejsze. Dzięki niemu jestem mistrzynią falbanki (zobaczcie tutaj). 

Tata był też jedyną osobą, która nie narzekała kiedy w wieku lat 13 postanowiłam zrobić kluski leniwe. Po ugotowaniu wyglądały bardziej na wielki serowy placek niezdarnie pływający w garnku. Tata po prostu go odcedził, pokroił na mniejsze kawałki i zjadł. Do dziś przepis na leniwe w Kuchni Polskiej nosi ślady moich kuchennych walk z mąką. W tym samym czasie tata odkrył przede mną tajemnicę swojej cudownie delikatnej marchewki z groszkiem - masło i ... jeszcze więcej masła. 

Od taty nauczyłam się jeść chałwę w hurtowych ilościach. I chałkę z domowym pasztetem. I zacierkę z podsmażonymi ziemniakami. I makowce na kruchym spodzie. Od niego i od mamy nauczyłam się też robić wszystko w kuchni sama. Kiedyś czułam się najbardziej pokrzywdzonym dzieckiem świata, które prosząc o cokolwiek w sklepie słyszało "zrobimy to sami w domu." A dzisiaj doceniam, że im się chciało. 

Kiedy wracam do domu i widzę moich rodziców pochylonych nad blaszką z kiszką ziemniaczaną, cierpliwie uczących nasze dzieci robić kopytka i kluski śląskie, szukających na blogach przepisu na kajzerki to myślę, że wszystko co robię dzisiaj zaczęło się właśnie w ich kuchni. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękujemy za odwiedziny!
M+A